Główną premierą Vredo była trójsekcyjna maszyna do podsiewu trawy, który pozwala na wysiew trzech różnych rodzajów nasion podczas jednego przejazdu. Każda sekcja posiada osobny zbiornik i system dozowania: – Takie rozwiązanie daje możliwość precyzyjnego wysiania każdej mieszanki, nawet tak drobnej jak koniczyna – podkreśla Julia Dzięgielewska. – Dotąd wszystko trafiało do jednego zbiornika, ale różne frakcje nie mieszały się wystarczająco dobrze, co ograniczało efektywność.
Dzięki temu sprzęt umożliwia personalizację podsiewu w zależności od stanu użytku, składu runi czy oczekiwanego efektu regeneracji pastwiska.
Dodatkowo maszyna wyposażona jest w trzy warianty elementów uprawowych montowanych przed tarczami wysiewającymi, które przygotowują glebę na szerokości 3-4 cm. Pierwszy to tarcza odkrywająca darń, odsłaniająca glebę dla lepszych warunków wschodów. Drugi wariant – tarcza nacinająca – nacięta darń pozostawia na miejscu. Najbardziej zaawansowany układ to dwie zębate tarcze w konfiguracji „V”, spulchniające i napowietrzające darń, co poprawia podsiąkanie i przyspiesza wschody nasion.
Nowa linia DZ5 jest już dostępna w ofercie producenta. Co bardzo interesujące, Vredo przygotowało specjalną akcję dla pierwszych klientów: – Przy zamówieniu użytkownik dostaje w prezencie ręczny, ogrodowy siewniczek pchany – mówi z uśmiechem Julia Dzięgielewska.
Odpowiedź na rosnące potrzeby biogazowni
Na stoisku Vredo pokazano także maszyny do aplikacji nawozów płynnych. Firma pozostaje jedynym producentem oferującym 3-osiowy wóz samojezdny o pojemności 32 tys. l. Rosnące szerokości aplikatorów, już dziś pojawiają się zapytania o 36-metrowe maszyny, wymusiły zwiększenie stabilności i wydajności jednostek napędowych. – Rynek idzie w kierunku coraz większych szerokości – ocenia Dzięgielewska. Trzyosiówka Vredo ma przewagę nad tradycyjnymi beczkami ciąganymi: przejeżdża przez każde miejsce tylko raz, dzięki czemu znacząco ogranicza ugniatanie gleby, a to ważne zwłaszcza na polach intensywnie nawożonych pofermentem.
Rynek rośnie
W Polsce zapotrzebowanie na zaawansowane wozy aplikacyjne systematycznie rośnie, przede wszystkim dzięki rozwojowi sektora biogazowego oraz gospodarstw hodowlanych, w których transport gnojowicy jest dużym wyzwaniem, jeśli chodzi o ilość oraz czas aplikacji. – Szacuję, że rynek jest w stanie przyjąć 5-10 takich maszyn rocznie. Już przyszły rok może przynieść taką sprzedaż, bo biogazownie mają duże potrzeby logistyczne – wyjaśnia Julia Dzięgielewska.
Firma planuje rozpocząć rok od pokazów polowych z nowym, dwuosiowym wozem demonstracyjnym. Na horyzoncie są także klienci planujący budowę dużych instalacji biogazowych, które mogą stać się odbiorcą kolejnych zestawów aplikacyjnych.