– Klient w Polsce oczekuje jak najniższych cen, ale również aby maszyna była bardzo dobrze wyposażona i nie starzała się szybko pod względem technologicznym w przeciagu 15-20 letniej eksploatacji i na takie potrzeby odpowiadają produkty firmy Dammann. Wysoka cena bierze się z wyposażenia, jakości, trwałości i zastosowanych rozwiązań, ale zapewnia użytkownikowi mniej obciążającą, precyzyjniejszą i wydajniejszą pracę. Mercedes nie kosztuje mało, ale sprawia radość kierowcy i nie obciąża portfela w czasie jednej eksploatacji – przyznał.
Rosnące zapotrzebowanie na wydajność sprawia, że coraz częściej wybierane są opryskiwacze o większych pojemnościach. Felich wskazał, że na tegorocznych targach Agritechnica firma pokazała trzyosiowy opryskiwacz samobieżny 12000 l, flagowy opryskiwacz tandemowy oraz tridem – opryskiwacz ciągany o pojemności aż 20 tys. l. – Idziemy w stronę większej wydajności: więcej, szybciej, krócej, oszczędzamy czas – wyjaśnił, podkreślając, że w rolnictwie liczy się przede wszystkim wykorzystanie „okien pogodowych” i efektywność pracy w polu.
Duże znaczenie Felich przywiązuje do belki opryskowej. AgriBalance, sterowana hydraulicznie, ma zapewniać stabilniejsze i szybsze reakcje niż wcześniejsze rozwiązania. – Aktywne sterowanie reaguje płynnie i sprawnie; to nie jest nerwowe, ale działa szybciej – mówił. Testy tego rozwiązania – bardzo dobrze przyjmowanego przez rolników - przeprowadzono m.in. w Polsce i w Niemczech, zarówno na pokazach, jak i w realnych warunkach polowych. W ślad za tym idą sprawdzone rozwiązania w zakresie systemu mieszania cieczy i przepływu, co zapewnia wysoką precyzję i niezawodność podczas pracy w polu.
Autonomia? Tylko tam, gdzie naprawdę ma sens
Felich podkreślił przewagę dużych maszyn nad autonomicznymi systemami w kontekście siły działania, efektywności i kosztów operacyjnych. Jednocześnie zaznaczył, że rozwój belki i systemów sterowania pozostaje kluczowym obszarem usprawnień, który może znacząco wpłynąć na wygodę i precyzję pracy operatora. – Czas to pieniądz, a każdy ulepszony element systemu przekłada się na efektywność i bezpieczeństwo pracy w polu – dodał.
Poruszył także temat samodzielnie pracujących opryskiwaczy. Jest sceptyczny wobec maszyn, które w pełni autonomicznie mogłyby funkcjonować bez operatora w typowych uprawach polowych. Podkreślił, że takie systemy mają sens w specjalnych uprawach, np. warzywach, gdzie roboty mogą samodzielnie usuwać chwasty lub aplikować środki ochrony roślin, w standardowym polu potrzebna jest obecność człowieka. Według niego najbliższą przyszłością nie są też drony rolnicze - w praktyce obsługa większej liczby dronów wymaga tylu samo ludzi, ilu operatorów miałaby obsługująca dany teren duża maszyna. Żaden dron czy stado nie jest w stanie w krótkim oknie czasowym uzyskać wydajność na poziomie tradycyjnego opryskiwacza Dammann, co nie oznacza ,że nie maja swojej niszy do zastosowania.