„Samojezdny dla ubogich”, ale dopasowany
Sam pomysł nie spotkał się początkowo z entuzjazmem otoczenia. Rolnik jednak postawił na własne doświadczenie. Dziś określa swój zestaw z ironią: – To jest wersja opryskiwacza samojezdnego dla ubogich – mówi. W praktyce oznacza to kompromis między kosztami a funkcjonalnością, który w tym gospodarstwie po prostu działa.
Współpracujący z ciągnikiem Deutz-Fahr Agrotron zestaw składa się ze zbiornika tylnego o pojemności 1800 l oraz przedniego 1100 l, co daje łącznie nawet ok. 3000 l cieczy roboczej. Przy dawce 200 l/ha pozwala to na wykonanie zabiegu na około 15 ha bez konieczności tankowania. Belka o szerokości 20 m została dobrana pod siewnik 4-metrowy, dzięki czemu wpisuje się w układ ścieżek technologicznych. Każda jej strona może być sterowana niezależnie, co znacząco ułatwia pracę na nieregularnych działkach i w pobliżu przeszkód. W praktyce największą różnicę robi jednak manewrowość - możliwość podjazdu pod słup, złożenia części belki i precyzyjnego dokończenia oprysku.
Technika i codzienność pracy
Maszyna wyposażona jest w system zmiennego dawkowania, który automatycznie dostosowuje wydajność pompy do prędkości jazdy. Podczas zjazdu ogranicza ciśnienie, a przy podjeździe je zwiększa, utrzymując stałą dawkę cieczy. To rozwiązanie poprawia precyzję, ale ma też swoje konsekwencje eksploatacyjne. – Te membrany non-stop pracują i po pewnym czasie się wyrabiają – tłumaczy rolnik. Ich wymiana realizowana przez serwis oznacza niemały koszt - nawet 6 tys. zł, który można jednak znacząco ograniczyć - wystarczy samodzielny zakup części i naprawa we własnym zakresie.
Co szczególnie ważne, maszyna nie sprawia większych problemów, choć wymaga uwagi. – Czujnik przepływu trzeba czyścić kilka razy w sezonie, a niektóre elementy konstrukcyjne mogłyby być nieco solidniejsze – zauważa użytkownik.
Większa wydajność, większa logistyka
Dodatkowy zbiornik przedni to przede wszystkim zaleta, choć nie należy zapominać o tym, że również dodatkowa praca. Przygotowanie cieczy roboczej wymaga etapowego napełniania i przepompowywania, co zwykle zajmuje około 30-40 minut.
W praktyce jednak większa pojemność szybko rekompensuje ten czas, szczególnie przy oddalonych działkach. Co ważne, zestaw pozwala na pracę w różnych konfiguracjach. – Kiedy wyjeżdżam na mniejszą działkę - nawet do 10 ha, nie mam potrzeby zaczepiać zbiornika przedniego – wyjaśnia rolnik. Ta elastyczność okazuje się jednym z największych atutów rozwiązania.
Maszyny i doświadczenie
Doświadczenia z maszynami Kuhn w gospodarstwie Grzegorza Widomskiego nie są efektem jednorazowej decyzji zakupowej, lecz konsekwencją prawie trzech dekad pracy ze sprzętem tej marki. Wszystko zaczęło się w 1999 roku od sprowadzonego z Danii pięcioskibowego pługa, który - jak podkreśla rolnik - stał się punktem odniesienia dla kolejnych inwestycji.
To właśnie pozytywne doświadczenia z jego eksploatacji sprawiły, że przy kolejnych zakupach wybór naturalnie kierował się w stronę tego samego producenta. W gospodarstwie pojawił się najpierw siewnik punktowy do kukurydzy - sześciorzędowy Optimer, bogato wyposażony model z dużym, 950-litrowym zbiornikiem nawozu i komputerem sterującym wysiewem - a następnie większy, siedmioskibowy pług obracalny Vari-Manager z pełną hydrauliką, umożliwiający sterowanie funkcjami roboczymi bezpośrednio z kabiny ciągnika.
Uzupełnieniem zestawu stał się rozsiewacz nawozów Axis 30.2, wyposażony w nadstawki, plandekę oraz system wysiewu granicznego. Choć w tym przypadku rolnik z Kwieciszewa zrezygnował z systemu ISOBUS ze względu na koszty, maszyna wpisuje się w przyjętą w gospodarstwie filozofię - prostych, ale sprawdzonych rozwiązań.
Jak podkreśla rolnik, kolejne decyzje nie wynikały z przywiązania do marki jako takiej, lecz z doświadczenia w pracy. Skoro pierwsze maszyny sprawdziły się w praktyce, wybór następnych był w pewnym sensie naturalną kontynuacją - próbą ograniczenia ryzyka w warunkach, w których każda inwestycja musi być dobrze uzasadniona.