Opinie użytkowników

Valtra N135 – ciągnik czterocylindrowy w praktyce gospodarstwa

Data publikacji:

W 70-hektarowym gospodarstwie Pawła Pszonki z Kurkocina w woj. kujawsko-pomorskim decyzja o zakupie nowego ciągnika nie była efektem wieloletnich, spokojnych analiz i długich testów. Przyszła stosunkowo szybko - razem z informacją, że inwestycja została zaakceptowana w ramach PROW i trzeba działać. Cztery miesięcy od decyzji ARiMR, szybkie kalkulacje i jedno pytanie: jaki ciągnik wybrać, żeby nie żałować przez kolejne kilkanaście lat?

    Valtra N135 – ciągnik czterocylindrowy w praktyce gospodarstwa

Myślałem, że przyjdzie odmowa, ale ze strony ARiMR pojawiły się nowe środki, w związku z czym trzeba było działać - wspomina Paweł Pszonka. 

Początkowo miał to być ciągnik pomocniczy. Szybko jednak okazało się, że wraz ze wzrostem areału i zmianą struktury gospodarstwa potrzebna jest maszyna główna - taka, która poradzi sobie zarówno w cięższych pracach uprawowych, jak i w codziennych zadaniach transportowych czy współpracy z maszynami zielonkowymi. To właśnie w tym momencie pojawiło się założenie, które zdefiniowało cały zakup - ciągnik ma być uniwersalny i ma „nie ograniczać przez następne 20 lat”.

Praktyczny wybór

Pierwszą decyzją, która zaważyła na dalszym wyborze, był typ silnika. W tej klasie mocy naturalnym kierunkiem są ciągniki sześciocylindrowe, ale w przypadku ciągnika Valtra N135 postawiono na cztery cylindry. Nie była to decyzja przypadkowa, lecz wynikająca bezpośrednio z praktyki. 

– Cztery cylindry w lekkich pracach spalają mniej, a ciężką robotę robimy tak naprawdę raz w roku – tłumaczy rolnik. 

W gospodarstwie dominują prace transportowe (przyczepa 12-tonowa, rozrzutnik obornika Rolland 10 t), obsługa produkcji zwierzęcej (ok. 70 sztuk bydła opasowego) i zbiór zielonek (3,5-metrowa kosiarka Kuhn, prasa zwijająca Claas Variant 280). Sporadycznie pojawia się ciężka uprawa bezorkowa, którą realizuje 3-metrowy Horsch Terrano (dodatkowo w gospodarstwie pracuje zawieszany siewnik Claydon o takiej samej szerokości roboczej). Co więcej, wcześniejsze doświadczenia pokazały, że ciągnik o mocy 120 KM radził sobie z 3-metrowym kultywatorem bez większego problemu. To wystarczyło, by uznać, że nowoczesna czterocylindrowa maszynao mocy 135 KM będzie w pełni wystarczająca.

Chłodna kalkulacja zamiast przyzwyczajeń

Kiedy decyzja o konfiguracji silnika została już podjęta, przyszła pora na wybór marki. Pod uwagę brano kilka rozwiązań - od John Deere’a, przez Fendta, po Massey Fergusona. Ostatecznie wybór padł na Valtre serii N, głównie z bardzo konkretnych powodów. 

– Ten konkretny powód to zbudowanie na indywidulne zamówienie ciągnika w 3 miesiące, bliskość firmy Agrolmet - dilera który zna Valtre i ma ją od lat, prostota, skandynawska solidność i dobre opinie o marce – podkreśla Paweł Pszonka. 

Nie mniej ważna była dostępność oraz możliwość dopasowania ciągnika do własnych potrzeb. W tym przypadku rolnik nie wybierał bowiem gotowej konfiguracji - budował ją sam od podstaw.

Elementy konfiguracji

Pod maską N135 znalazła się czterocylindrowa jednostka o pojemności 4,9 l, która wyróżnia się na tle konkurencji. Większa pojemność oznacza nie tylko lepszą elastyczność, ale też większy zapas momentu obrotowego i spokojniejszą pracę pod obciążeniem. W połączeniu z pięciostopniową przekładnią Powershift (wersja Versu) z automatyczną zmianą przełożeń, daje to bardzo wyraźny efekt w codziennym użytkowaniu. 

– W transporcie cały czas jeżdżę w automacie. Działa to naprawdę super – twierdzi użytkownik.

Ciągnik osiąga prędkość maksymalną 40 km/h w trybie ECO, co w praktyce pozwala ograniczyć obroty silnika i zużycie paliwa podczas przejazdów drogowych. Faktycznie ciągnik sam dobiera przełożenia, utrzymując optymalny zakres pracy silnika. Dodatkowo system Sigma Power, który podczas działającego pod obciążeniem WOM dostarcza dodatkowe 10 KM mocy, daje się odczuć w konkretnych sytuacjach roboczych - szczególnie przy wyższych prędkościach i większym obciążeniu.

To właśnie w pracy najlepiej widać charakter tej maszyny. Przy uprawie operator świadomie operuje prędkością roboczą i zakresem przekładni. Około 10 km/h ciągnik pracuje jeszcze na niższym zakresie, utrzymując wyższe obroty silnika i większą rezerwę momentu, co daje stabilną, ale bardziej „zachowawczą” pracę zestawu. Sytuacja zmienia się wyraźnie przy zwiększeniu prędkoścido około 12 km/h. W tym momencie przekładnia przechodzi na wyższy zakres, a ciągnik zaczyna pracować w bardziej optymalnym punkcie charakterystyki silnika. Spadają obroty, poprawia się płynność jazdy, a maszyna lepiej wykorzystuje dostępny moment obrotowy. 

– Jak wrzucę wyższy zakres, to czuć, że jest o te 10 KM więcej. Ciągnik się nie męczy. W praktyce nie chodzi więc wyłącznie o różnicę 2 km/h, ale o moment przejścia między zakresami przekładni i zmianę sposobu oddawania mocy. Przy wyższej prędkości ciągnik nie pracuje „na granicy”, tylko stabilizuje obciążenie i utrzymuje tempo pracy bez wyraźnego spadku dynamiki – mówi Paweł Pszonka.

Wyposażenie na lata

Kluczowym elementem konfiguracji okazał się układ hydrauliczny z wykrywaniem obciążenia. Układ Load Sensing o wydatku 160 l/min zasila cztery pary wyjść hydraulicznych, uzupełnione o system power beyond i wolny spływ. Każdą sekcję można indywidualnie ustawić - zarówno pod względem czasu działania, jak i natężenia przepływu oleju. 

– Każda kolejna maszyna jest pod LS-a. Temat zamknięty – mówi rolnik. 

Tylny podnośnik o udźwigu około 7800 kg współpracuje z systemem kontroli trakcji opartym na radarze, co pozwala utrzymać stabilność pracy nawet w trudniejszych warunkach. Z przodu znajduje się TUZ z WOM i dwiema parami szybkozłączy oraz trzema elektrozaworami. Zamiast pełnego EHR zastosowano wyświetlacz pozycji, który w praktyce okazuje się wystarczający. Ciągnik wyposażono także w instalację pneumatyczną obsługującą układ hamulcowy przyczep, co ma istotne znaczenie w transporcie.

Całość uzupełniają detale, które w codziennej pracy robią dużą różnicę. Sterowanie hydrauliką i podnośnikiem z błotników pozwala obsługiwać maszynę stojąc obok niej - szczególnie przydatne podczas rozładunku przyczep. Osobne sterowanie cięgnem hydraulicznym, mechaniczne stabilizatory oraz komplet kul zaczepowych sprawiają, że ciągnik jest przygotowany do współpracy z praktycznie każdą maszyną. Dodajmy jeszcze przygotowanie do montażu ładowacza czołowego - naturalne w gospodarstwie koncentrującym się na produkcji zwierzęcej, a także opony VF, pracujące przy ciśnieniu około 1,2-1,3 bar. Zwiększają powierzchnię styku z glebą, poprawiają trakcję i ograniczają ugniatanie.

Bogato w kabinie

Kabina w ciągniku pana Pawła nie jest dodatkiem, lecz integralnym elementem maszyny. Wersja Comfort Pro z czarną podsufitką, amortyzacją, skórzaną kierownicą i fotelem Evolution tworzy przestrzeń, w której można spędzić wiele godzin bez większego zmęczenia. 

– To moje miejsce pracy - chciałem, żeby było w nim komfortowo – twierdzi rolnik. 

Patrząc z tej perspektywy nie dziwi też wyposażenie ciągnika w reflektory dachowe o dalekim zasięgu, które poprawiają widoczność podczas pracy nocą. Ważnym elementem jest także pakiet rozwiązań Smart Farming, który w praktyce nie jest dodatkiem, lecz integralną częścią pracy ciągnika. System łączy funkcje prowadzenia równoległego, obsługi maszyn przez ISOBUS oraz zarządzania zadaniami polowymi w jeden spójny ekosystem.

Centralnym punktem sterowania pozostaje podłokietnik SmartTouch, który umożliwia obsługę wszystkich funkcji za pomocą dotknięć i przesunięć, w sposób przypominający korzystanie ze smartfona. Intuicyjny, czytelny i - co istotne - łatwy do opanowania nawet dla mniej zaawansowanego użytkownika. 

– To jest tak proste jak budowa cepa – kwituje krótko Paweł Pszonka. 

W praktyce oznacza to szybkie przełączanie między zadaniami, łatwe tworzenie ustawień dla poszczególnych maszyn oraz pełną kontrolę nad parametrami pracy bez konieczności zagłębiania się w skomplikowane menu. System pozwala także na tworzenie sekwencji nawrotów i przypisywanie ich do dżojstika, co znacząco ogranicza liczbę czynności wykonywanych ręcznie. System prowadzenia Valtra Guide pozwala ograniczyć nakładki i poprawić precyzję pracy, oferując dokładność dokładność centymetrową. W połączeniu z funkcjami Section Control i Variable Rate Control ciągnik staje się narzędziem przygotowanym do pracy w rolnictwie precyzyjnym, umożliwiając optymalizację zużycia środków produkcji i zwiększenie efektywności każdego przejazdu. Właśnie to podejście najlepiej oddaje sens całej inwestycji. Nie chodziło o zakup maszyny „na teraz”, ale o stworzenie narzędzia, które będzie pasować do gospodarstwa także za kilka, kilkanaście lat. 

– Kto wziął za mało wyposażenia, zawsze czegoś żałuje – uważa Pawel Pszonka. 

W Kurkocinie postawiono na odwrotne podejście - i wszystko wskazuje na to, że była to decyzja dobrze przemyślana.

Chcesz dowiedzieć się więcej? Czytaj atr express - zamów:

Bezpłatny egzemplarz Prenumeratę

YouTube atrexpress

zobacz więcej

Pokaz opryskiwacza HARDI AEON CENTURAline


W chwili otwarcia wideo, YouTube wyśle pliki cookie. Polityka prywatności YouTube

Pokaz robota autonomicznego - NAIO ORIO


W chwili otwarcia wideo, YouTube wyśle pliki cookie. Polityka prywatności YouTube

Bądź na bieżąco! Zapisz się do newslettera

Wyrażam zgodę na otrzymywanie od Boomgaarden Medien Sp. z o.o. treści marketingowych (newsletter) za pośrednictwem poczty elektronicznej w tym informacji o ofertach specjalnych dotyczących firmy Boomgaarden Medien Sp. z o.o. oraz jej kontrahentów.