Zobacz więcej
Ponad 100 ha upraw, działalność usługowa i dwa ciągniki John Deere wyposażone w rozwiązania rolnictwa precyzyjnego. W gospodarstwie CHIBOWSKI-AGRO pierwszy pojawił się John Deere 6155M o mocy maksymalnej 172 KM, a cztery lata później dołączył do niego większy 6R 250. Dziś obie maszyny wspierają prace polowe, a systemy automatycznego prowadzenia i kontroli sekcji pomagają ograniczać nakładki podczas siewu.
Każdego dnia jeden z John Deere’ów Wojciecha Łuby staje przy mieszczącym 14 m³ wozie paszowym. Kiedyś przy ok. 4 t mieszanki już zaczynało brakować mu mocy. Dziś jednorazowo miesza prawie 6 t, choć ciągnik pozostał ten sam. Ta historia dobrze pokazuje sposób, w jaki rozwija się gospodarstwo w Kałęczynie-Walochach na Podlasiu. Są tu genomowanie, embriotransfer, automatyczny dój i wentylacja reagująca na indeks THI, ale nie ma potrzeby kupowania maszyny do każdej pracy. Wojciech Łuba lubi technologię, ale jeszcze bardziej lubi wiedzieć, po co za nią płaci.
Gdy z fermy wyjeżdżają indyki, nie zaczyna się przerwa. Trzeba wybrać obornik, wywieźć go na pola, przygotować budynki i dowieźć świeżą słomę. W gospodarstwie rozłożonym w promieniu 50 km jeden dzień postoju ładowarki potrafi zaburzyć pracę kilku ekip. Dlatego o wyborze maszyny decydują nie tylko udźwig, zasięg i cena, lecz także odpowiedź na pytanie: kto odbierze telefon, kiedy sprzęt stanie?
Rano samojezdny wóz paszowy wyjeżdża spod dachu i kieruje się w stronę położonych nieopodal betonowych silosów. Nie potrzebuje ładowarki ani drugiego ciągnika. Michał Kramarski pobiera kiszonkę frezem, podjeżdża po kolejne komponenty i przygotowuje TMR. W jego gospodarstwie w Choszczewie-Kolonii w woj. łódzkim od marca 2026 r. za tę pracę odpowiada nowy Strautmann Primus – pierwszy egzemplarz tej serii sprzedany w Polsce. Rolnik czekał na niego ponad rok, wcześniej testując u siebie maszyny kilku producentów. Po kilkuset godzinach pracy może już ocenić największe zalety wozu, a także wskazać jego ograniczenia.
Jeszcze dwa lata temu o tej inwestycji mówiło się głównie przy stole projektowym. Dziś nowa baza magazynowa przy Młynie Mazurki koło Augustowa pracuje już pełną parą. Młyn Mazurki zakończył przedsięwzięcie, które nie tylko zwiększyło możliwości magazynowania ziarna, ale przede wszystkim zmieniło sposób zarządzania surowcem. Co istotne, całość zrealizowano bez zatrzymywania pracy zakładu.
Do gospodarstwa Krzysztofa Grzywińskiego w Tropach Sztumskich (woj. pomorskie) Dieci AgriPlus 40.74 PS trafiło w 2014 r. Wybór nie był oczywisty, bo marka nie należała wówczas do najbardziej rozpoznawalnych na rynku. Zdecydowały wcześniejsze doświadczenia z ówczesnym, a od kilku miesięcy znów obecnym dilerem tej marki - firmą Agroperfekt, test mniejszego egzemplarza i wreszcie wyjazd do fabryki Dieci we Włoszech. Dwanaście lat później ładowarka wciąż pracuje przy słomie, sianokiszonce, oborniku i wapnie, wykonując ok. 500 h rocznie. Po takim czasie użytkownik potrafi już dokładnie wskazać zarówno jej mocne strony, jak i rozwiązania, których dziś nie chciałby sobie odpuścić.
Po zbiorze rzepaku Krzysztof Kwella najchętniej od razu wsiadłby do ciągnika. Kombajn zjeżdża z pola, więc naturalny odruch podpowiada: zaczepić maszynę i ruszyć w ściernisko. On jednak czeka. Tydzień, czasem trochę dłużej. W gospodarstwie w Ryjewie cierpliwość stała się częścią technologii, a praktycznie cały 100-hektarowy areał prowadzony jest bezorkowo. Carrier, Cultus i Spirit z systemem SeedEye nie są tu trzema niezależnymi maszynami, lecz kolejnymi elementami jednego sposobu gospodarowania.
Do gospodarstwa Marcina Grzegrzułki w Nowym Zglechowie na Mazowszu przyjeżdżamy przy okazji testów nowego rozrzutnika Alima-Bis. To właśnie obornik staje się osią całej rozmowy. Przy stadzie liczącym ok. 150 szt. bydła, w tym ok. 80 krów mlecznych, nawozu naturalnego powstaje dużo, a jego sprawny wywóz na 120 ha pól wymaga coraz większej wydajności. Test nie jest więc pokazem dla samego pokazu. Tym bardziej że Grzegrzułka zna maszyny Alima-Bis od wielu lat - pierwszy wóz paszowy tej marki trafił do gospodarstwa już w 2012 r., cztery lata później pojawił się rozrzutnik, a następnie przyczepa skorupowa.