Magnon miał po prostu robić robotę
W 2021 r. do gospodarstwa trafiła przyczepa zbierająca Strautmann Magnon 470 DO. Była to pierwsza maszyna tej marki w Kaskach, choć początkowo rolnicy byli blisko wyboru konkurencyjnego rozwiązania.
– Mieliśmy już zamówionego Pöttingera, ale handlowiec Strautmanna walczył tak zaciekle, że ostatecznie kupiliśmy Magnona – wspomina Jakub Banasiak.
Za tą decyzją nie stała jednak sama rozmowa handlowa. Przedstawiciel marki tłumaczył różnice konstrukcyjne, pokazywał maszyny u innych użytkowników i odpowiadał na szereg pytań technicznych. W praktyce właśnie takie zaangażowanie często przesądza o zakupie. Wybór modelu również był przemyślany. Potrzebna była maszyna odpowiednio duża, ale bez nadmiernych kosztów i gabarytów.
– Ta była dla nas wystarczająca - pojemność zgodnie z DIN to 44 m³ – podsumowuje właściciel.
Z perspektywy kilku sezonów widać, że decyzja była trafna. Przyczepa wykonuje ok. 100 załadunków rocznie, co dało już 500 przyczep zielonki. Większych awarii użytkownik nie doświadczył, a w razie problemu, egzamin zdał serwis. Banasiakowie dobrze pamiętają sytuację podczas zbioru mieszanki trawy i żyta. Materiał zaczął owijać się na podbieraczu (szerokość 2,25 m), zatrzymując pracę maszyny.
– Zadzwoniłem do serwisu, była czternasta. A już następnego dnia o dziesiątej był nowy podbieracz z Niemiec – relacjonuje właściciel.
Wystarczyło zastosować inną konstrukcję podbieracza i problem już nie powrócił. Takie sytuacje najlepiej pokazują, czym w praktyce jest obsługa posprzedażowa. W sezonie zbioru liczy się czas reakcji. Zielonka zbierana jest w krótkich oknach pogodowych, a jeden dzień przestoju potrafi kosztować więcej niż część raty leasingowej. W tym kontekście warto też dodać, iż rolnik wysoko ocenia także trwałość elementów roboczych.
– Może ktoś wierzyć albo nie, ale noże mam fabryczne od nowości – mówi. Przy kilku sezonach pracy i jednorazowym ostrzeniu to wynik, który trudno pominąć.
Pola oddalone o 15 km uczą logistyki
W Kaskach duże znaczenie ma rozproszenie działek. Część pól znajduje się nawet 15 km od gospodarstwa. To oznacza, że wydajność samej przyczepy nie wystarczy. Równie ważny staje się transport.
– Dziesięć kilometrów jechać czy dwanaście, to tyle co bym dwie przyczepy z sąsiedniego pola zwiózł – zauważa gospodarz.
Dlatego Magnon 470 współpracuje z ciągnikiem JCB Fastrac 8330 o mocy około 330 KM. Właściciel ceni go właśnie za pracę w transporcie.
– Jedzie się wygodnie, jak ciężarówką – mówi o komforcie jazdy.
Przy rozrzuconych polach szybki przejazd między łąką, polem a pryzmą realnie zwiększa wydajność całego zestawu. Warto dodać, iż w gospodarstwie zrezygnowano z belowania. Powodem była nie tylko organizacja pracy, ale również jakość paszy. Baloty zebrana rano czy wieczorem potrafią różnić się wilgotnością, a więc i wartością pokarmową.
Paszowóz, który miał odzyskać czas
Jeśli przyczepa zbierająca odpowiada za zbiór paszy, to wóz paszowy decyduje o codziennym żywieniu stada. Drugą maszyną Strautmann w gospodarstwie został model Verti Mix 3451 Tripleo pojemności 34 m³, wyposażony w trzy ślimaki mieszające. Zastąpił wcześniejsze paszowozy, mieszczące odpowiednio 10 m³ i 18 m³.
Powód zmiany był prosty: dotychczasowe przygotowanie TMR zabierało zbyt wiele czasu.
–Chcieliśmy dawać paszę nie przez dwie godziny, tylko godzinę dziennie – tłumaczy gospodarz.
Nowy wóz przygotowuje jednorazowo 10-11,5 t mieszanki. W dawce znajdują się kiszonka z kukurydzy, trawa, słoma, śruty zbożowe, śruta sojowa i rzepakowa. Sam proces mieszania po załadowaniu trwa zwykle 25-30 min. Przy wyborze gospodarze byli przekonani, że chcą wersję trzyślimakową.
– W życiu nie wymieszamy na dwóch ślimakach tak jak na trzech – pada w rozmowie.
Ich zdaniem przy dużej objętości paszy trzy ślimaki szybciej rozdrabniają materiał i lepiej go homogenizują.
– Jak jest sucha słoma, to potnie ją na zapałkę – podkreśla Jakub Banasiak.
Gdy duża maszyna musi zmieścić się do starej obory
Zakup tak dużego wozu paszowego nie był jednak oczywisty. Gospodarstwo pracuje w budynkach, gdzie miejsca do manewrowania nie ma zbyt wiele.
– Nie chcieli nam go sprzedać, bo twierdzili, że się nie zmieścimy – wspomina właściciel.
W efekcie do centrali Strautmanna wysyłano zdjęcia zabudowań, analizowano szerokości przejazdów i promienie skrętu. Ostatecznie maszyna pracuje bez problemu, a dzięki trzem zasuwom możliwe jest wygodne zadawanie paszy również w węższych oborach.
Efekt widoczny w zbiorniku mleka
Najważniejsza ocena wozu paszowego nie pada jednak przy maszynie, lecz przy wynikach stada. Po zmianie sprzętu właściciele zauważyli poprawę parametrów mleka.
– Wydajność może nie wzrosła, ale parametry się poprawiły. Tłuszcz - 4,25%, białko 3,65% i to się trzyma – mówi Banasiak.
Według gospodarzy dawka stała się bardziej jednorodna, a problemy żywieniowe zostały ograniczone. W praktyce właśnie o to chodzi w dobrze dobranym paszowozie - ma być narzędziem produkcyjnym, a nie tylko zbiornikiem z mieszadłem.
Rozwój nie kończy się na dwóch maszynach
Skala produkcji oznacza także duże ilości nawozów naturalnych. Z ok. 5200 balotów słomy rocznie powstaje nawet 7000 t obornika. Nic dziwnego, że w planach pojawia się kolejna inwestycja, czyli rozrzutnik obornika. W Kaskach intensywnie myślą również o nowej 40-tonowej suszarni, która ma zastąpić jednostkę 18-tonową, wykorzystywaną przez rodzinę Banasiaków w prowadzonym obok gospodarstwa skupie kukurydzy.
To pokazuje, że rodzina Banasiaków myśli nie tylko o bieżącej produkcji ale również o dalszym rozwoju. Wszystko zależy jednak od sytuacji ekonomicznej gospodarstwa, na którą wpływa nie tylko mniejsza niż jeszcze rok temu rentowność produkcji mleka, ale i duże inwestycje zrealizowane w ostatnim czasie - m.in. zakup 3 ciągników, kombajnu zbożowego i prasy zmiennokomorowej John Deere.
Sprzęt oceniany po pracy
Wróćmy jednak do maszyn marki Strautmann. Ich historia w gospodarstwie Banasiaków pokazuje, jak dziś podejmowane są decyzje zakupowe w rolnictwie. Nie liczy się logo na burcie, lecz to, czy maszyna jest w stanie każdego dnia rozwiązywać realne problemy gospodarstwa - skracać czas pracy, poprawiać logistykę, zapewniać jakość paszy i działać wtedy, gdy jest potrzebna.
Najkrócej podsumowuje to sam właściciel:
– Produkt się obronił i bublem się nie okazał. W przypadku gospodarstwa utrzymującego 200 krów dojnych to naprawdę bardzo dobra rekomendacja.