SchubMax – transport równie ważny jak zbiór
Jeżeli jest jedna maszyna, która przez lata stała się wizytówką Annaburger, to bez wątpienia należy do niej rodzina przyczep SchubMax. Producent rozwija tę koncepcję od wielu lat, a dziś pojazdy z wypychaną ścianą należą do najważniejszych produktów w ofercie firmy.
Na pierwszy rzut oka SchubMax przypomina klasyczną przyczepę objętościową. Różnice stają się widoczne dopiero podczas rozładunku. Zamiast podnoszenia skrzyni materiał wypychany jest przez hydraulicznie przesuwaną ścianę. Dzięki temu rozładunek może odbywać się bez kiprowania, co zwiększa bezpieczeństwo pracy na nierównym terenie, w pobliżu zabudowań czy pod liniami energetycznymi.
Kluczowe znaczenie ma jednak budowa całej skrzyni transportowej. W wielu podobnych rozwiązaniach ogromne siły powstające podczas przesuwania ściany koncentrują się w określonych punktach konstrukcji. Inżynierowie Annaburger zastosowali inne podejście. Rolki prowadzące umieszczono w górnej części skrzyni, a sama konstrukcja została zaprojektowana tak, aby rozprowadzać naprężenia na całą długość pojazdu. – Nasza ściana przesuwna jest wyjątkowo wytrzymała. To rozwiązanie rozwijamy od wielu lat i właśnie ono stanowi jedną z najważniejszych przewag tej maszyny – podkreśla Lüderitz.
Dzięki temu maszyny SchubMax przewożą kiszonkę, ziarno, obornik i kompost, ale pracują również w przedsiębiorstwach komunalnych, budowlanych oraz na lotniskach.
Wozy przeładowcze i rozrzutniki
Drugą grupą maszyn, którą przedstawiciele firmy wymieniają niemal jednym tchem obok SchubMaxa, są wozy przeładowcze. To właśnie one najlepiej pokazują, jak bardzo zmieniła się organizacja pracy podczas żniw. – To właśnie w wozach przeładowczych oraz rozrzutnikach widzimy obecnie największą przewagę techniczną naszych rozwiązań. Są to produkty, które najlepiej pokazują możliwości firmy – mówi André Lüderitz.
Ważną grupą produktową w portfolio Annaburgera są też rozrzutniki obornika. Maszyny są projektowane z myślą o pracy zarówno z obornikiem, jak i materiałami organicznymi wykorzystywanymi w nowoczesnych systemach nawożenia. Producent zwraca uwagę, że współczesne rozrzutniki coraz częściej stają się elementem całego systemu zarządzania nawożeniem. Rosnące wymagania dotyczące precyzji aplikacji sprawiają, że równie ważne jak konstrukcja mechaniczna stają się systemy sterowania i integracja z rozwiązaniami cyfrowymi.
Cyfrowy beczkowóz zamiast maszyny samojezdnej
Kilka godzin później hala produkcyjna ustępuje miejsca pokazowi maszyn. W centrum uwagi znajduje się tandemowy wóz asenizacyjny o pojemności ok. 21 m³. Przedstawiciele firmy nie ukrywają, że właśnie takie konstrukcje postrzegają jako najciekawszą alternatywę dla znacznie droższych maszyn samojezdnych.
Na pierwszy plan wysuwają się rozwiązania elektroniczne. Operator może sterować maszyną za pomocą terminala ISOBUS, dżojstika lub dodatkowego monitora. Jeszcze ciekawsze okazują się jednak funkcje automatyzacji pracy.
Podczas prezentacji demonstrator pokazuje możliwość programowania całych sekwencji roboczych. Jednym przyciskiem można uruchomić procedurę napełniania zbiornika. System sam otwiera odpowiednie zasuwy, uruchamia pompę i przygotowuje maszynę do kolejnego etapu pracy.
Podobnie wygląda sytuacja podczas zawracania. Operator wybiera wcześniej przygotowaną funkcję, a sterownik automatycznie wyłącza przepływ, podnosi aplikator i przygotowuje maszynę do manewru na uwrociu. Po powrocie do przejazdu roboczego wszystkie elementy wracają do wcześniej zdefiniowanego położenia.
Maszyna może współpracować z mapami aplikacyjnymi i realizować zmienne dawkowanie nawozów naturalnych. W praktyce oznacza to możliwość dostosowania ilości aplikowanej gnojowicy do potrzeb konkretnych fragmentów pola.
Podczas prezentacji wiele miejsca poświęcono również współpracy z technologią Vogelsang oraz różnymi typami aplikatorów.
Nowa strategia w Polsce
W trakcie wizyty wielokrotnie wraca temat rynku polskiego. Dla kierownictwa firmy Polska jest dziś jednym z najważniejszych kierunków rozwoju eksportu. Jednocześnie przedstawiciele producenta nie ukrywają, że sprzedaż maszyn premium staje się coraz trudniejsza.
Jeszcze kilka lat temu wystarczała rozbudowana sieć handlowa i obecność na wystawach. – Dzisiaj jedyną skuteczną metodą sprzedaży takich wysokowartościowych pojazdów są pokazy polowe. Nie sprzedaje się już samej maszyny. Sprzedaje się kompletne rozwiązanie logistyczne – podkreśla Rafał Kozłowski, przedstawiciel firmy Annaburger w Polsce.
Dlatego producent zdecydował się na przebudowę swojej sieci sprzedaży w Polsce. Do grona partnerów handlowych dołączyły firmy Ulenberg oraz Agro Sznajder WKP. Zmiana sieci dilerskiej jest elementem szerszej strategii. Producent chce być bliżej użytkowników i częściej prezentować maszyny podczas pracy. Dotyczy to szczególnie wozów przeładowczych, rozrzutników oraz beczkowozów, których możliwości najłatwiej ocenić właśnie podczas demonstracji polowych. – Polska stanowi dla nas bardzo ważny rynek wzrostowy. Dzięki restrukturyzacji naszej sieci sprzedaży eksportowej tworzymy podstawy do jeszcze silniejszej obecności na rynku i długoterminowego rozwoju naszej działalności w Polsce – podkreśla André Lüderitz.
Jakość zamiast wojny cenowej
Gdy opuszczamy zakład, laser nadal pracuje. Z automatycznego magazynu wyjeżdża kolejny arkusz stali, który za kilka tygodni stanie się częścią przyczepy, rozrzutnika albo beczkowozu pracującego setki kilometrów od Annaburga.
W firmie nikt nie ukrywa, że konkurencja na rynku staje się coraz silniejsza. Odpowiedzią nie ma być jednak walka cenowa. – Nie chcemy walczyć ceną. Chcemy wygrywać jakością, trwałością i wydajnością naszych maszyn – podsumowuje Rafał Kozłowski.