Rynek ciągników rolniczych w pierwszych miesiącach 2026 r. jest zdecydowanie „pod kreską”. Chciałem jednak zapytać, na ile stabilnym segmentem rynku jest przedział mocy powyżej 200 KM, skierowany głównie do największych gospodarstw?
Patrząc na sytuację z pozycji zarządzającego dużą organizacją dilerską, mogę powiedzieć jasno, że segment ciągników o mocy powyżej 200 KM pozostaje dzisiaj najstabilniejszą częścią rynku, mimo że cały rynek w pierwszych miesiącach br. znajduje się wyraźnie „pod kreską”. W naszej codziennej pracy bardzo wyraźnie widać, że popyt na maszyny tej klasy nie ma charakteru okazjonalnego, tylko wynika z realnej potrzeby operacyjnej największych gospodarstw. Klienci z tego segmentu kupują ciągniki nie dlatego, że „jest dobra koniunktura”, ale dlatego, że muszą utrzymać wydajność i terminowość prac polowych, a bez mocy rzędu 250 czy 300 KM jest to po prostu niemożliwe.
Jednocześnie są to gospodarstwa o zdecydowanie większej odporności finansowej, które funkcjonują jak przedsiębiorstwa, mają uporządkowane procesy inwestycyjne i dostęp do finansowania. W obecnych warunkach nie obserwujemy masowego wycofywania się z zakupów, tylko raczej wydłużanie cyklu decyzyjnego i większą ostrożność. Inwestycje nie znikają, tylko są przesuwane albo ograniczane do tych absolutnie koniecznych.
Dużego ciągnika nie da się zastąpić kilkoma mniejszymi bez utraty efektywności, a dodatkowo park maszynowy w dużych gospodarstwach jest już dopasowany do określonej klasy mocy. To powoduje, że klient jest w pewnym sensie „związany” z tym segmentem i w dłuższym okresie musi odtwarzać ten potencjał.
Podsumowując, segment powyżej 200 KM nie jest dziś segmentem wzrostowym, ale pełni rolę stabilizatora rynku. Amortyzuje spadki, które najmocniej widać w ciągnikach średniej mocy, i dlatego jego znaczenie w strukturze rynku w okresie spowolnienia relatywnie rośnie.
Z najnowszego badania Erste Leasing dotyczącego koniunktury w rolnictwie wynika spadek do najniższego poziomu od czasu wybuchu wojny w Ukrainie. Jakie ryzyka są dzisiaj najważniejsze?
W pierwszej kolejności należy wskazać presję kosztową, która jest dziś czynnikiem najważniejszym i najbardziej odczuwalnym dla rolników. Wysokie ceny paliw oraz duża zmienność cen nawozów powodują wzrost kosztów produkcji, a jednocześnie nie ma pewności co do poziomu przyszłych przychodów. W efekcie marże ulegają wyraźnemu zmniejszeniu, a gospodarstwa koncentrują się na utrzymaniu płynności finansowej, ograniczając wydatki do absolutnego minimum.
Drugim kluczowym elementem jest sytuacja geopolityczna, która od kilku lat w bezpośredni sposób wpływa na rynek rolny. Trwająca wojna w Ukrainie oraz napięcia w innych regionach świata przekładają się na ceny energii, dostępność surowców i stabilność łańcuchów dostaw. Z perspektywy rolnika największym problemem jest dziś nie tyle sam poziom cen, ile ich zmienność i nieprzewidywalność, która znacząco utrudnia planowanie działalności i w naturalny sposób prowadzi do odkładania decyzji inwestycyjnych.
Trzecim istotnym czynnikiem jest rosnąca presja konkurencyjna w UE. Rolnicy funkcjonują obecnie w warunkach wyższych kosztów produkcji oraz rosnących wymagań regulacyjnych, a jednocześnie konkurują z producentami spoza Unii, którzy często działają przy niższych kosztach i mniejszych ograniczeniach. Powoduje to presję na ceny skupu i w konsekwencji pogarsza rentowność produkcji, co ogranicza możliwości finansowania nowych inwestycji.
Wyższe ceny paliw stały się faktem, wyższe ceny nawozów również. Pod dużym znakiem zapytania są ceny gazu, a gaz to podstawowe paliwo do suszenia zbóż. Napięcia geopolityczne to też bardzo istotna przyczyna ryzyka, a w szczególności konflikt na Bliskim Wschodzie. Powyższe czynniki spowodowały spadek opłacalności produkcji rolnej, głównie zbóż.
Ostatnie tygodnie charakteryzują się sporą zwyżką cen płodów rolnych - rzepaku, kukurydzy i pszenicy - co nieco poprawia nastroje wśród rolników.
Jakie w związku z tym są obecnie nastroje zakupowe ze strony rolników w obszarze maszyn rolniczych?
Rolnicy podchodzą do zakupów znacznie bardziej analitycznie i koncentrują się przede wszystkim na bezpieczeństwie finansowym. W praktyce oznacza to, że w pierwszej kolejności zabezpieczają płynność gospodarstwa, a później myślą o nowych inwestycjach. W efekcie wiele decyzji zakupowych jest dziś odkładanych w czasie, nawet jeśli potrzeba zakupu maszyny realnie istnieje.
Charakterystyczne jest również to, że rolnicy dużo większą uwagę zwracają dziś na całkowity koszt użytkowania maszyny, a nie tylko na jej cenę zakupu. Duże znaczenie mają koszty paliwa, serwisu, dostępność części czy wartość rezydualna. Dlatego uruchomiliśmy program Maszyny Zastępczej. Gwarantuje on podstawienie ciągnika zastępczego w momencie nieprzewidzianej awarii. Staramy się zrozumieć potrzeby klientów i dopasować naszą ofertę do ich oczekiwań.
Można powiedzieć, że nastroje zakupowe są dziś chłodne, ale nie są negatywne w sensie długoterminowym. Popyt nie znika, tylko jest odraczany.
Czego można się spodziewać na rynku ciągników i maszyn rolniczych w II półroczu 2026 r.? Jak w Pana opinii będą sobie radzić dilerzy i producenci maszyn?
Nie spodziewam się szybkiego odbicia rynku, natomiast widzę przestrzeń do stopniowej stabilizacji, o ile nie pojawią się nowe negatywne czynniki zewnętrzne.
Z punktu widzenia rynku ciągników i maszyn należy się spodziewać, że w dalszym ciągu dominować będą inwestycje odtworzeniowe. Rolnicy będą kupować sprzęt przede wszystkim wtedy, gdy będzie to konieczne do utrzymania ciągłości produkcji. Segmenty związane z dużymi gospodarstwami, w tym przede wszystkim ciągniki powyżej 200 KM, powinny radzić sobie relatywnie najlepiej, ponieważ są najmniej podatne na wahania koniunktury. Znacznie trudniejsza sytuacja utrzyma się natomiast w segmencie średniej mocy oraz w przypadku mniejszych gospodarstw, gdzie decyzje inwestycyjne są najbardziej wrażliwe na spadek dochodów.
Jeżeli chodzi o dilerów, to druga połowa roku będzie wymagała dużej elastyczności i bardzo świadomego zarządzania biznesem. Sprzedaż nowych maszyn będzie trudniejsza, dlatego rosnąć będzie znaczenie usług serwisowych, części zamiennych oraz rynku maszyn używanych. To właśnie te obszary mogą w dużej mierze stabilizować wyniki firm dilerskich.
Sytuacja producentów jest jeszcze bardziej wymagająca, co widać po zapowiedziach restrukturyzacji i redukcji zatrudnienia u niektórych z nich. Takie decyzje nie są przypadkowe, tylko wynikają z konieczności dostosowania skali produkcji do realnego popytu. W okresie spadku zamówień utrzymywanie pełnych mocy produkcyjnych jest po prostu nieopłacalne, dlatego producenci ograniczają koszty i zabezpieczają swoją rentowność.