Maszyny w pracy, nie tylko na ekspozycji
Ważnym elementem HarvFestu były dynamiczne pokazy maszyn. W pracy można było zobaczyć m.in. samojezdny opryskiwacz John Deere, dron opryskowy DJI, ładowarkę teleskopową Kramer KT276 czy maszyny Bednar, w tym pielnik Row-Master. Pokaz opryskiwacza dobrze wpisywał się w temat precyzji zabiegów - obok klasycznej technologii opryskowej pokazano jednak również dron DJI, zwracający uwagę jako rozwiązanie dla miejsc trudniej dostępnych, mniejszych działek, upraw specjalistycznych lub sytuacji, w których wjazd ciężkiej maszyny w pole jest utrudniony.
Prezentowany sprzęt spod znaku Bednara pozwalał zaś pokazać cały ciąg technologiczny, a nie pojedyncze urządzenia wyrwane z kontekstu. Pielnik wpisywał się w rozmowę o ograniczaniu kosztów, precyzyjnym zwalczaniu konkurencji chwastów i rosnącym znaczeniu mechanicznych zabiegów pielęgnacyjnych. Maszyny uprawowe Bednar uzupełniały ten obraz, pokazując, że efektywność zaczyna się już na etapie przygotowania gleby.
Zmienność jest codziennością
HarvFest odbywał się w momencie szczególnym. Rynek maszyn rolniczych wyraźnie zwolnił, a rolnicy ostrożniej podchodzą do nowych inwestycji. Szymon Rusin, dyrektor zarządzający Agro-Efekt, ocenia sytuację spokojnie, ale bez upiększania rzeczywistości. – Klienci wnikliwie patrzą na koszty swoich gospodarstw, nie za bardzo chcą inwestować – mówił. Jego zdaniem obecny okres jest trudny, ale też potrzebny, bo weryfikuje firmy działające na rynku maszyn. Ta weryfikacja ma konkretne przyczyny. Po okresie pandemicznego prosperity, zerwanych łańcuchów dostaw i dużego popytu wielu dilerów zostało z wysokimi stanami magazynowymi. Gdy produkcja zaczęła nadążać za zapotrzebowaniem, rynek gwałtownie ostygł. Do tego doszły wysokie koszty finansowania.
Dlatego w opinii Adriana Winnickiego ostatnie 2 lata stały w dużej mierze pod znakiem „czyszczenia” magazynów. Przykładem są sprzedaże maszyn z minimalną marżą albo nawet poniżej realnych kosztów zakupu po uwzględnieniu finansowania. W takim otoczeniu HarvFest nie był tylko prezentacją oferty handlowej. Stał się próbą pokazania rolnikom, że nawet w słabszym okresie można szukać przewagi, ale nie w okazyjnych zakupach, lecz w precyzyjnym zarządzaniu gospodarstwem.
Technologia jako odpowiedź na presję kosztów
Najmocniej wybrzmiewało to w rozmowach o rolnictwie precyzyjnym. Agro-Efekt od kilku lat rozwija ten dział bardzo konsekwentnie - w firmie działa obecnie ok. 20 osób zajmujących się wyłącznie tym obszarem. Ich zadaniem jest nie tylko sprzedaż rozwiązań, ale przede wszystkim pokazanie rolnikom korzyści ze zmiennego dawkowania nawozów, pracy na mapach, automatycznego prowadzenia, analizy danych i ograniczania strat wynikających ze zbyt późno albo zbyt niedokładnie wykonanych zabiegów.
Dlatego też prezes Agro-Efekt przypomniał też swoją wcześniejszą diagnozę dotyczącą przyszłości gospodarstw. Jak mówił, na rynku pozostaną dwa typy producentów rolnych: ci, stosujący rolnictwo cyfrowe i technologie 4.0, oraz ci, którzy będą mieli coraz większe problemy ekonomiczne.