Zawirowania płynące z Waszyngtonu nie ustają i coraz mocniej odbijają się na światowej gospodarce. Rozpętana przez prezydenta USA Donalda Trumpa wojna z Iranem spowodowała gwałtowny wzrost cen ropy, podnosząc koszty produkcji i transportu wielu towarów. Skutki tej polityki szczególnie dotkliwie odczuwa rolnictwo.
Jeszcze większym obciążeniem niż drogie paliwo są wysokie ceny nawozów. Rosnące koszty produkcji rolnej, słabsze zbiory i utrzymujące się niskie ceny surowców tworzą wyjątkowo niekorzystną kombinację. Do tego dochodzą zawirowania celne wpływające na ceny płodów rolnych oraz maszyn.
Dla producentów techniki rolniczej oznacza to trudne miesiące. Wielu rolników nadal będzie odkładać zakup nowych maszyn.
Rosja i Chiny jako czynniki ryzyka
Ośmielone bezkompromisowym postępowaniem amerykańskich władz wobec partnerów handlowych Chiny coraz wyraźniej wykorzystują swoją siłę geopolityczną. Przejawia się to w ograniczeniach importu surowców rolnych do Państwa Środka oraz restrykcjach eksportowych obejmujących m.in. metale ziem rzadkich. Surowce te mają ogromne znaczenie dla zachodniego przemysłu półprzewodników, a także dla Tajwanu – światowego centrum produkcji układów scalonych.
Pomiędzy największymi blokami gospodarczymi również Rosja pod przywództwem Władimira Putina próbuje rozszerzać swoje wpływy. Robi to w wielu autokratycznych państwach Afryki, na Bliskim i Środkowym Wschodzie, a także poprzez współpracę z Koreą Północną. Ponieważ z powodu wojny w Ukrainie jej możliwości eksportu uzbrojenia są ograniczone, Moskwa zabiega o przychylność części państw dostawami ropy, gazu i surowców rolnych.
Dodatkowym źródłem niepewności jest pogoda. Od zawsze wpływała ona na wielkość produkcji, dochody gospodarstw oraz skłonność rolników do inwestowania w maszyny. Obok cyklicznych zjawisk, takich jak El Niño i La Niña, czy zmiennej intensywności monsunu w Azji coraz wyraźniej zaznaczają się skutki zmian klimatu.
Światowe rolnictwo musi odpowiadać na te wyzwania na dwóch płaszczyznach. Z jednej strony gospodarstwa powinny lepiej przygotować się na ekstremalne zjawiska pogodowe. Z drugiej – konieczne staje się ograniczanie emisji CO₂ i metanu, do czego dodatkowo skłaniają coraz bardziej rygorystyczne regulacje środowiskowe.
W takich warunkach trudno oczekiwać wyraźnej poprawy na rynku techniki rolniczej przynajmniej w perspektywie najbliższych miesięcy. Konsekwencją słabego popytu są programy skróconego czasu pracy, m.in. w firmie Lemken, a w skrajnych przypadkach nawet postępowania upadłościowe, jak w przypadku firmy Dammann i innych przedsiębiorstw z sektora maszyn rolniczych. Podobne problemy występują w USA, gdzie z powodu niskiego popytu i wysokich kosztów działalność kończą kolejni duzi dilerzy.
Zaskakująco optymistyczne prognozy FAO
Mimo niesprzyjającego otoczenia inwestorzy zainteresowani branżą rolniczą nie muszą składać broni. W opublikowanym raporcie „Agricultural Outlook 2026–2035” FAO i OECD przedstawiły zaskakująco optymistyczne perspektywy dla światowego rolnictwa.
W ciągu najbliższych 10 lat globalna produkcja rolna i rybacka ma wzrosnąć o 13%. Dla producentów maszyn szczególnie istotne jest źródło tego wzrostu. Ma on wynikać przede wszystkim z poprawy produktywności oraz intensyfikacji produkcji, a osiągnięcie tych celów będzie wymagało szerszego wykorzystania nowoczesnych technologii.
Optymizm wzmacniają prognozy dotyczące dochodów. Według szacunków obu organizacji do 2035 r. średni światowy dochód brutto przypadający na jednego pracownika w rolnictwie ma wzrosnąć o 9%. Oznaczałoby to większe możliwości finansowania inwestycji.
Pozytywny scenariusz wspierają również prognozy gospodarcze. Analitycy amerykańskiej firmy GMI przewidują, że wartość światowego rynku urządzeń rolniczych zwiększy się ze 186,5 mld USD w 2025 r. do 291,3 mld USD w 2034 r. Odpowiadałoby to średniemu rocznemu tempu wzrostu na poziomie 5,1%.
Prognozy te nie uwzględniają jednak szoku cenowego na rynku ropy i nawozów wywołanego wojną w Iranie. Eksperci FAO, opierając się na doświadczeniach ostatnich lat, wskazują przy tym na możliwość przejściowych wahań powodowanych kryzysami i konfliktami. Ich obliczenia zakładają ponadto, że ceny surowców rolnych w nadchodzących latach będą rosły jedynie nieznacznie.
Mniej korzystna dla europejskich i północnoamerykańskich producentów jest geografia spodziewanego wzrostu. Ma się on koncentrować głównie w Azji, Afryce Subsaharyjskiej oraz Ameryce Łacińskiej. Przedsiębiorstwa chcące utrzymać lub rozbudować pozycję na rynku międzynarodowym będą więc musiały wzmocnić sprzedaż i serwis w tych regionach. W czasach nowych barier celnych coraz większego znaczenia nabierze również lokalna produkcja, pozwalająca ograniczyć koszty i ułatwić współpracę z miejscowymi władzami.
Sztuczna inteligencja błyskawicznie zmienia branżę
W raporcie OECD i FAO szczególnie mocno wybrzmiewa jeden wątek. Niemal we wszystkich obszarach rozwoju rolnictwa – od adaptacji do zmian klimatu, przez ewolucję sposobu odżywiania i niedobór pracowników, aż po mechanizację – eksperci podkreślają szybko rosnące znaczenie sztucznej inteligencji.
Nawet w regionach, gdzie siew i zbiory nadal wykonuje się głównie ręcznie, a hodowla zwierząt zachowuje tradycyjny charakter, cyfryzacja będzie coraz silniej wpływać na produkcję. Dotyczy to całego procesu – od gromadzenia i analizy danych po zastosowanie zaawansowanych systemów AI. Technologie te mogą znacząco przyspieszyć zmianę metod pracy.
Na presję związaną z coraz szybszym rozwojem technologicznym producenci maszyn odpowiadali w ostatnich latach głównie poprzez przejmowanie cyfrowych start-upów lub nawiązywanie z nimi współpracy. Jednocześnie przyspieszali własne projekty badawczo-rozwojowe, próbując nadążyć za nowymi uczestnikami rynku.
Sztuczna inteligencja nie służy jednak wyłącznie uznanym producentom. Ułatwia wejście na rynek także nowym konkurentom.
Nowi konkurenci z Chin
Szczególnie dobrze widać to w Chinach. W ostatnich latach potencjał rynku techniki rolniczej dostrzegły tam nawet przedsiębiorstwa, które wcześniej miały z rolnictwem niewiele wspólnego. Początkowo chińskie firmy koncentrowały się przede wszystkim na kopiowaniu zachodnich rozwiązań. Dziś coraz częściej opracowują własne konstrukcje zdolne konkurować technologicznie z produktami z Europy, Japonii i USA.
Lovol kierował dotychczas swoją europejską ofertę ciągników o mocy od 25 do 130 KM przede wszystkim do małych i średnich gospodarstw poszukujących prostej, niedrogiej techniki. Teraz producent chce zawalczyć również o większych klientów. Narzędziem ekspansji ma być hybrydowy ciągnik E4104 o mocy 410 KM.
Maszyna ma otrzymać elektryczny system rozdziału mocy w układzie napędowym. Energia będzie więc trafiała do kół lub hydrauliki nie wyłącznie mechanicznie, lecz także elektrycznie i w sposób bezstopniowy.
Lovol nie ujawnił jeszcze szczegółowych danych technicznych. Rozwiązanie może jednak przypominać technologię zastosowaną w John Deere 8R z przekładnią eAutoPowr lub koncepcję Hybrid Drivetrain zaprezentowaną w 2023 r. przez należącą do CNH markę Steyr.
Chiński producent ma dostęp do najnowszej wiedzy technologicznej. Grupa Weichai-Lovol posiada bowiem większościowy pakiet udziałów w niemieckim koncernie Kion, powstałym na bazie producenta wózków widłowych Linde. Kion, wykorzystując m.in. sztuczną inteligencję, należy do światowej czołówki w dziedzinie urządzeń transportu bliskiego i automatyzacji magazynów.
Ambicje wejścia do światowej czołówki techniki rolniczej wykazuje także chiński XCMG. Państwowe przedsiębiorstwo z Xuzhou produkuje obecnie szeroką gamę maszyn budowlanych, m.in. koparki, żurawie i ładowarki kołowe.
XCMG zaprezentowało spółkę joint venture z producentem przekładni ZF. Współpraca przewiduje utworzenie w Chinach zakładu produkującego przekładnie typu powershift. Szczególną uwagę zwraca informacja, że komponenty i rozwiązania systemowe mają zostać dostosowane do „wymagań chińskiego rynku rolnego”. Biorąc pod uwagę agresywną ekspansję XCMG na europejskim rynku maszyn budowlanych, wejście tej marki do sektora maszyn rolniczych w Europie wydaje się realnym scenariuszem.
Chińskie przedsiębiorstwa są już światowymi liderami elektromobilności w sektorze samochodowym. Teraz podobny kierunek obierają w rolnictwie. Za potencjalnego konkurenta modelu Fendt e107 Vario można uznać ciągnik Xeevo E904i.
Na rynku niemieckim jest on oferowany za cenę o około 80 tys. euro niższą od elektrycznego ciągnika z Marktoberdorfu. Obawy dotyczące jakości ma ograniczyć pięcioletni pakiet obejmujący gwarancję oraz koszty serwisu i konserwacji.
Chiński rynek ciągników wyraźnie rośnie
Niezależnie od ekspansji eksportowej szybko rozwija się również sam chiński rynek ciągników. Jego wartość ma się podwoić – z równowartości około 17 mld USD w 2024 r. do 2030 r. Pod względem liczby sprzedawanych maszyn Chiny, z wynikiem około 450 tys. sztuk, są już drugim po Indiach największym rynkiem ciągników na świecie.
Na wzroście korzystają przede wszystkim duzi krajowi producenci, m.in. Changfa, Zoomlion i Xugong. Łącznie kontrolują niemal 70% rynku.
Po trwającej dziesięciolecia polityce tworzenia spółek joint venture z zachodnimi producentami w celu zdobywania wiedzy technologicznej Chiny coraz mocniej stawiają na rodzimy przemysł. Równolegle rząd uruchomił programy cyfryzacji rolnictwa. Sztuczna inteligencja, czujniki IoT, drony, obrazowanie satelitarne i robotyka mają przyspieszyć modernizację sektora, który w wielu regionach nadal opiera się na tradycyjnych metodach produkcji.
Inaczej niż na Zachodzie kwestia pełnej kontroli gospodarstw nad własnymi danymi nie stanowi tam równie istotnej bariery. Narzędzia wykorzystujące AI mają monitorować zdrowie roślin, stan gleby i warunki pogodowe, wspierając rozwój rolnictwa precyzyjnego oraz wzrost produktywności.
W części obszarów Chiny nadal pozostają zależne od zagranicznego transferu technologii. Wyjątkiem są drony. DJI z Shenzhen, mające około 90% udziału w światowym rynku, jest największym producentem cywilnych bezzałogowców, ze szczególnie mocną pozycją w rolnictwie. Od 2020 r. USA ograniczają jednak amerykańskim przedsiębiorstwom możliwość dostarczania części DJI ze względu na zarzuty dotyczące współpracy spółki z chińskim wojskiem.
Dla zachodnich producentów mających własne zakłady w Chinach, takich jak Deere, AGCO czy CNH, niewielkim pocieszeniem był zapewne fakt, że cała chińska branża techniki rolniczej odnotowała w pierwszej połowie 2025 r. spadek obrotów o około 38%. Wprowadzone w odpowiedzi programy wsparcia, m.in. premie za złomowanie starych ciągników, mają przynosić korzyści przede wszystkim krajowemu przemysłowi maszyn rolniczych, w znacznej części kontrolowanemu przez państwo.
Pekin zdaje sobie jednak sprawę, że produkcja części dla zachodnich producentów jest istotnym elementem gospodarki. Władze nie są więc zainteresowane całkowitym wypchnięciem zagranicznych przedsiębiorstw z rynku.
Oczekiwania dotyczące wzrostu, jakie przez ostatnie dwie dekady najwięksi producenci techniki rolniczej wiązali z działalnością w Chinach, nie spełniły się w zakładanej skali. Co więcej, zwłaszcza w regionie Azji i Pacyfiku oraz w krajach rozwijających się zachodnie koncerny pomogły stworzyć konkurentów, z którymi dziś trudno im rywalizować cenowo.
Jednocześnie prognozowane wysokie tempo wzrostu chińskiej branży oraz zależność zachodnich i japońskich koncernów od produkowanych tam komponentów sprawiają, że rezygnacja z działalności w Państwie Środka nie wydaje się rozsądnym rozwiązaniem.
Były szef VW buduje ciągnik elektryczny
Nowej konkurencji nie trzeba jednak szukać wyłącznie w Chinach czy Indiach. Projekt badawczy Volkswagena dotyczący elektrycznego ciągnika dla afrykańskich rolników mógł być jeszcze postrzegany jako eksperyment. Były prezes koncernu z Wolfsburga Herbert Diess ma znacznie poważniejsze plany. Za pośrednictwem spółki Diess E-Agrartechnik zamierza zaoferować własny ciągnik elektryczny rolnikom w Niemczech, Austrii i Szwajcarii – i to już od przyszłego roku.
Najważniejszym elementem koncepcji jest wymienny system akumulatorów. Ma pozwalać na całodobową pracę, zapewniając osiągi porównywalne z odpowiednio dużymi jednostkami wysokoprężnymi przy kosztach eksploatacji niższych o około połowę.
Według Diessa jego zespół rozwija kompletny ekosystem obejmujący ciągniki, stacje wymiany akumulatorów, solarne stacje ładowania, elektryczne narzędzia zawieszane, a w przyszłości również autonomiczne maszyny rolnicze.
Technika rolnicza dla wojska
Rosnące wykorzystanie techniki rolniczej przez wojsko prawdopodobnie pozostanie rynkiem niszowym, ale może być atrakcyjne dla części producentów. Pod względem wytrzymałości i zdolności poruszania się w trudnym terenie ciągniki potrafią skutecznie konkurować z kosztownym, specjalistycznym sprzętem wojskowym.
Maszyny rolnicze już od pewnego czasu znajdują zastosowanie w siłach zbrojnych kilku państw NATO, m.in. w logistyce oraz jednostkach inżynieryjnych. Dzięki prędkości sięgającej 60 km/h mogą poruszać się w kolumnach wojskowych bez konieczności transportowania ich ciężarówkami z naczepami. Szerokie możliwości montażu osprzętu pozwalają wykorzystywać je do załadunku, rozładunku, transportu oraz wykonywania rowów i stanowisk.
W przeciwieństwie do pojazdów projektowanych od podstaw dla wojska ich opracowanie nie trwa wielu lat, a koszty adaptacji mogą pozostać na stosunkowo rozsądnym poziomie.
Już w 2019 r., na długo przed rozpoczęciem pełnoskalowej rosyjskiej inwazji na Ukrainę, niemiecka firma Rebo Landtechnik zaprezentowała ciągnik John Deere 6215R przystosowany do zastosowań wojskowych. Holenderska firma Kenbri pokazała natomiast nowy ciągnik Fendt serii 900 z bezpieczną kabiną, przygotowany jako pojazd strażacki przeznaczony przede wszystkim do gaszenia pożarów lasów. Producent może dostosować maszynę również do potrzeb sił zbrojnych.
Ze względu na zagrożenie minami ciągniki wykorzystywane w Ukrainie od dłuższego czasu otrzymują dodatkowe zabezpieczenia przed ładunkami wybuchowymi znajdującymi się w ziemi. Dotychczas były to jednak najczęściej rozwiązania improwizowane.
Pojęcie „dual use”, czyli podwójnego zastosowania, odnosi się do wykorzystywania technologii cywilnych również w środowisku wojskowym. Zjawisko to obejmuje znacznie więcej niż same pojazdy.
Niemiecki start-up OroraTech rozwijał technologię satelitarną służącą m.in. do wykrywania pożarów lasów, suszy na terenach uprawnych i reakcji stresowych roślin wywołanych przez szkodniki. Czujniki podczerwieni umieszczone w przestrzeni kosmicznej mogą jednak również lokalizować stanowiska wyrzutni rakiet oraz obserwować ruchy wojsk. Z tego względu współpracę z bawarską firmą nawiązał koncern zbrojeniowy Rheinmetall.
Transfer technologii działa także w przeciwnym kierunku. Rozwiązania dronowe rozwijane w Ukrainie w niezwykle szybkim tempie ze względu na potrzeby obronne będą odgrywać coraz większą rolę również w rolnictwie.
Drony już dawno przestały być wyłącznie platformami dla czujników analizujących pola i glebę. Duże konstrukcje wirnikowe mogą przenosić ładunki o masie 50 kg i większej, a następnie autonomicznie wykonywać precyzyjne zabiegi z użyciem środków ochrony roślin. W odróżnieniu od klasycznych opryskiwaczy nie powodują zagęszczania gleby i nie wymagają pozostawiania ścieżek technologicznych. Mogą też wykonywać część prac znacznie szybciej.
Szczególnie duży potencjał ma połączenie danych pozyskiwanych przez drony z pojazdami częściowo lub całkowicie autonomicznymi. Rozwiązania tego typu mogą szybko zyskiwać popularność, ponieważ efekty w postaci ograniczenia kosztów i optymalizacji produkcji są stosunkowo łatwe do zmierzenia.
Biurokracja UE hamuje rozwój
W przypadku dronów nadal istnieje wiele barier, przede wszystkim administracyjnych – szczególnie w Unii Europejskiej. W popularnym serialu „Clarkson’s Farm” pokazano przykład holenderskiego rolnika, który znalazł nietypowy sposób na poradzenie sobie z restrykcyjnymi przepisami dotyczącymi lotnictwa rolniczego nad polami. Ogłosił swoje grunty orne lotniskiem, dzięki czemu mógł przeprowadzać na nich „loty testowe”.
Wymogi stawiane przez europejskie organy wydające zezwolenia spowalniają również wdrażanie autonomicznych ciągników. Claas wraz z AgXeed, Fendt należący do AGCO wspólnie z PTX Trimble oraz Deere ze swoimi partnerami udowodnili już w praktyce, że ich pojazdy mogą bez kierowcy wykonywać prace polowe w sposób bezpieczny dla ludzi i zwierząt – również przez całą dobę.
Wielka Brytania, dzięki ustawie „Automated Vehicles Act 2024”, wyprzedza pod tym względem Unię Europejską.
Pozostaje jednak pytanie, ilu rolników jest obecnie gotowych pozwolić maszynie wartej ćwierć miliona euro lub więcej samodzielnie pracować na polu oddalonym o kilka kilometrów, podczas gdy jej działanie jest nadzorowane jedynie z biura gospodarstwa.
Rosnąca różnorodność zadań, presja kosztowa i niedobór pracowników prawdopodobnie zwiększą zainteresowanie takimi rozwiązaniami. Branża już dziś dysponuje systemami zapewniającymi wysoki poziom bezpieczeństwa.
Można oczekiwać, że droga do rolnictwa opartego na AI i maszynach autonomicznych będzie prowadzić przez standardowe ciągniki zdolne do samodzielnego wykonywania części zadań, ale nadal wyposażone w tradycyjne stanowisko operatora. Rolnicy, którzy w praktyce przekonają się do autonomicznych funkcji, przy zakupie kolejnej generacji sprzętu mogą być bardziej otwarci na pełną automatyzację.
Nawet sztuczna inteligencja nie potrafi wszystkiego
Przykład Forda pokazuje, że wykorzystanie sztucznej inteligencji w przemyśle nadal wymaga wiedzy i doświadczenia ludzi. Kilka lat temu amerykański producent w znacznym stopniu powierzył systemom cyfrowym procesy związane z zapewnianiem jakości. Późniejsze problemy z wadliwymi pojazdami przełożyły się na wielomiliardowe koszty gwarancyjne.
Koncern ponownie zatrudnił ponad 350 wcześniej zwolnionych inżynierów, wśród nich specjalistów z wieloletnim doświadczeniem. Ich zadaniem jest wykorzystanie praktycznej wiedzy do poprawy procesów i systemów odpowiedzialnych za jakość.
Dla producentów maszyn rolniczych oznacza to, że rozwój AI powinien iść w parze ze wzmacnianiem lokalnego zaplecza serwisowego. Szczególnie ważne będzie przekazywanie pracownikom serwisu kompetencji związanych z diagnostyką oraz obsługą nowych systemów cyfrowych.
Bez bezpośredniego kontaktu z użytkownikiem oraz szybkiego i niezawodnego wsparcia w gospodarstwie coraz droższa technika może być wdrażana znacznie wolniej, niż pozwala na to tempo jej rozwoju.
Na razie wyraźnych sygnałów poprawy nie widać w kraju, który przez lata wyznaczał kierunki rozwoju światowego rynku maszyn rolniczych.
Według raportu amerykańskiego stowarzyszenia AEM sprzedaż ciągników z napędem na wszystkie koła spadła w kwietniu 2026 r. o 42,6% w porównaniu z kwietniem 2025 r. Jedynie sprzedaż kombajnów utrzymała się na i tak słabym poziomie z poprzedniego roku.
Amerykańscy rolnicy w kryzysie
Amerykańscy rolnicy, zwłaszcza producenci roślin uprawnych, znaleźli się w bardzo trudnej sytuacji ekonomicznej. Początków obecnego kryzysu można szukać już w 2018 r., gdy polityka handlowa Donalda Trumpa zaczęła zmieniać dotychczasowe relacje gospodarcze USA z najważniejszymi partnerami.
Chiny i inni importerzy rozpoczęli poszukiwania alternatywnych dostawców surowców rolnych. Brazylia oraz Argentyna są w stanie produkować m.in. kukurydzę i soję po niższych kosztach, przez co amerykańskim gospodarstwom coraz trudniej konkurować na światowych rynkach. Ich sytuację pogarszają inflacja, wysokie stopy procentowe i rosnące ceny maszyn, na które wpływają również cła.
Senator John Boozman oświadczył pod koniec czerwca, że amerykańskie rolnictwo stoi w obliczu kryzysu gospodarczego całego pokolenia. Towarzyszy mu jeden z największych od dziesięcioleci spadków dochodów netto gospodarstw.
Odpowiedzią ma być nowa ustawa określana jako „Farm Bill 2.0”. Przewiduje ona niższe podatki dla gospodarstw oraz około 65 mld USD wsparcia przeznaczonego przede wszystkim dla producentów roślin uprawnych. Ustawa może jednak wejść w życie najwcześniej jesienią, a sposób jej finansowania nadal budzi pytania. Prezydent Trump chce wykorzystać do tego m.in. wpływy z ceł.
Sytuacja wygląda lepiej w Brazylii. Tamtejszy rynek techniki rolniczej jest wprawdzie mocno cykliczny, ale po słabym 2025 r. sprzedaż ponownie rośnie. Zależnie od źródła prognozuje się, że do 2035 r. będzie zwiększać się w tempie 3,5–4,5% rocznie.
Podczas gdy Jair Bolsonaro w czasie swojej prezydentury wspierał przede wszystkim duże gospodarstwa, Luiz Inácio Lula da Silva ponownie postawił na programy pomocy dla mniejszych producentów. Umożliwiają one m.in. uzyskanie preferencyjnych kredytów na zakup maszyn.
Mechanizacja małych i średnich gospodarstw jest również jednym z celów rządu Indii, przeznaczającego na ten cel znaczne środki. Dzięki temu tamtejszy rynek już w pierwszej połowie roku osiągał rekordowe wyniki sprzedaży.
Boom sprzyja krajowym producentom, takim jak Mahindra, Sonalika, TAFE i Escorts Kubota, a dobra koniunktura może utrzymać się w kolejnych latach. Szansę na skorzystanie z rosnącego popytu mają również zachodni dostawcy zaawansowanej techniki rolniczej.
Ważną datą dla światowej branży może okazać się 3 listopada, gdy Amerykanie ocenią politykę Donalda Trumpa w wyborach do Kongresu. Jeśli Republikanie stracą większość, możliwości realizowania programu politycznego przez prezydenta zostaną ograniczone. Dla światowej gospodarki mogłoby to oznaczać zmniejszenie jednego z istotnych źródeł niepewności.
autor: Carl Batisweiler