Opinie użytkowników

Alima Bis Evo Spreader Beast na testach w gospodarstwie

Data publikacji:

Do gospodarstwa Marcina Grzegrzułki w Nowym Zglechowie na Mazowszu przyjeżdżamy przy okazji testów nowego rozrzutnika Alima-Bis. To właśnie obornik staje się osią całej rozmowy. Przy stadzie liczącym ok. 150 szt. bydła, w tym ok. 80 krów mlecznych, nawozu naturalnego powstaje dużo, a jego sprawny wywóz na 120 ha pól wymaga coraz większej wydajności. Test nie jest więc pokazem dla samego pokazu. Tym bardziej że Grzegrzułka zna maszyny Alima-Bis od wielu lat - pierwszy wóz paszowy tej marki trafił do gospodarstwa już w 2012 r., cztery lata później pojawił się rozrzutnik, a następnie przyczepa skorupowa.

    Nowy rozrzutnik Alima-bis

Przy testowanym rozrzutniku od początku wiadomo, która maszyna jest tego dnia najważniejsza. Podczas przygotowań do zdjęć pada nawet krótkie: „Ten jest najważniejszy”. Szybko okazuje się jednak, że sama maszyna jest tylko punktem wyjścia do szerszej rozmowy o organizacji gospodarstwa. 

– Praktycznie mamy z dwóch dni pełny 16-tonowy rozrzutnik. To sobie można przeliczyć, ile obornika mamy w ciągu całego roku – mówi Marcin Grzegrzułka.

I właśnie przy takiej skali produkcji obornika pojawia się pytanie o większą wydajność. Jedną z możliwości jest przejście z użytkowanego rozrzutnika jednoosiowego Alima-Bis Evo Spreder (ładowność 16 t) na większą konstrukcję dwuosiową. Taką propozycją jest testowany w połowie  sierpnia Evo Spreader Beast na podwoziu tandem, o ładowności 24 t, wyposażony w dwa poziome wały i talerze rozrzutowe. Rozwiązanie pozwala pracować nie tylko z obornikiem, ale także z wapnem i pomiotem kurzym. 

Dla Grzegrzułki najważniejsze jest nie to, ile rozwiązań ma nowa maszyna, lecz jak jej większa wydajność przełoży się na organizację pracy. Bo alternatywą dla jednego dużego rozrzutnika jest zakup kolejnej „szesnastki”. 

– Albo będzie ten jeden duży, albo będą dwa mniejsze. Synowie już jeżdżą maszynami i też sobie poradzimy nawet na dwa – mówi gospodarz.

To ważne, bo wraz z rozwojem gospodarstwa zmienia się również organizacja pracy. Trzej synowie coraz częściej obsługują ciągniki i maszyny, więc dwa zestawy mogłyby pracować równolegle. I właśnie taki praktyczny wybór ma pomóc rozstrzygnąć test.

Marka sprawdzona przez lata

Nowy rozrzutnik trafia do gospodarstwa, w którym marka Alima-Bis jest dobrze znana. Pierwszy był wóz paszowy Alimamix Evolution o pojemności 12 m³ kupiony w 2012 r. 

– Przez te 14 lat maszyna jest w ciągłym użytkowaniu. Od tego czasu druga taśma jest wymieniona. Opony ma też drugie, noże na bieżąco. A ślimak jest jeszcze pierwszy - póki co nic nie był z nim robione – wylicza Grzegrzułka.

Paszowóz przygotowuje ok. 4,5 t wilgotnej paszy i - według gospodarza - nadal wystarcza do obsługi stada. 

– Dla krów wóz jest załadowany „na full”. Użytkujemy go dopóki będzie chodził. Dopóki się mieścimy, to zostaje – mówi. 

Znaczenie ma sposób przygotowania paszy. W gospodarstwie zrezygnowano z okrągłych bel sianokiszonki na rzecz pryzm. Dzięki temu rozdrobniony materiał zajmuje w wozie mniej miejsca.

W 2016 r. do gospodarstwa trafił 16-tonowy rozrzutnik Evo Spreader, który zastąpił wcześniejszą maszynę o ładowności 6 t. 

– To pokazuje, że gospodarstwo zaczęło się rozwijać. Z tej maszyny też jestem zadowolony, bo jedyny większy problem techniczny wynikł trochę z mojej winy. Przed dwoma laty do przekładni dostały się zanieczyszczenia i uszkodzenie było na tyle poważne, że konieczna okazała się wymiana całego podzespołu. W podobnym okresie wymieniłem także taśmy i tylne koła ich napędu – mówi rolnik.

Sam rozrzutnik pochodzi jeszcze z okresu, gdy skrzynie były malowane przez producenta ze Środy Wielkopolskiej. 

– Teraz Alima-Bis ma ocynk w standardzie. Mój rozrzutnik jest malowany ale naprawdę nie widzę jakiejś mocnej korozji po tych 10 latach. Może dlatego, że on cały czas pracuje i nie ma czasu, żeby go rdza obrała – żartuje Grzegrzułka.

Po wozie paszowym i rozrzutniku do gospodarstwa trafiła również przyczepa skorupowa Evo Cargo w wersji 14-tonowej, wyposażona m.in. w oś skrętną, podest i szersze ogumienie. Służy do transportu zboża, ziemi i prac związanych z obornikiem.

Obornik ma wrócić na pole

Przy obecnej skali produkcji obornik jest zarówno wyzwaniem logistycznym, jak i ważnym źródłem składników pokarmowych, zwłaszcza pod kukurydzę. Część nawozu trafia na pola jesienią, część na wiosnę. Zmieniła się też organizacja pracy po żniwach. Dawniej obornik wywożono częściej pod koniec sierpnia i na początku września. Obecnie trafia również bezpośrednio na ściernisko, po czym pole jest talerzowane. 

– Wozimy tak, żeby starczyło możliwie na całość. W moim gospodarstwie obornik jest wykorzystany w stu procentach – mówi Grzegrzułka.

Nawóz wykorzystywany jest też na użytkach zielonych. 

– Potrafiłem nawozić pomiędzy pokosami. Jak przepaduje deszcz, to też mi się sprawdza. Wystarczy cieniutko zarzucić i ładnie rośnie – mówi rolnik.

120 ha podporządkowanych produkcji mleka

Marcin Grzegrzułka prowadzi gospodarstwo wspólnie z żoną i rodzicami. W pracy pomagają również dzieci. Stado liczy ok. 150 szt. bydła, w tym ok. 80 krów mlecznych. Miesięcznie do OSM Garwolin trafia ok. 50-60 tys. l mleka.

Produkcja roślinna jest w dużej mierze podporządkowana potrzebom zwierząt. Około 45 ha zajmuje kukurydza, a ok. 40 ha zboża. 

– Jesteśmy samowystarczalni, jeżeli chodzi o paszę czy zboże. Słomy też nie dokupujemy – mówi gospodarz.

W praktyce tworzy się zamknięty obieg: pola dostarczają paszę i słomę, bydło daje mleko i obornik, a nawóz naturalny wraca na grunty. Rozrzutnik jest więc jednym z kluczowych elementów całego systemu.

Kluczowa rentowność

– Szukamy ekonomii – mówi Grzegrzułka. 

To zdanie dobrze podsumowuje nie tylko podejście do obecnych maszyn, ale również do testowanego rozrzutnika. Rolnik nie widzi sensu w wymianie sprzętu tylko dlatego, że pojawił się nowszy model. Maszyna ma przede wszystkim pasować do gospodarstwa i realnie poprawiać organizację pracy.

Dziś kalkulacja jest szczególnie ważna przy sytuacji na rynku mleka. 

– Ciężko coś większego kupić za własne pieniądze. Kredyt znowu wiąże się z uwiązaniem – mówi.

W Nowym Zglechowie nie chodzi o to, by nowa maszyna przede wszystkim imponowała rozmiarem. Ma pokazać, że przy konkretnej liczbie zwierząt, hektarów, operatorów i ton obornika pozwoli wykonać pracę szybciej i ekonomiczniej. 

 

Grzegorz Antosik

Grzegorz Antosik

Redaktor naczelny atr express

Chcesz dowiedzieć się więcej? Czytaj atr express - zamów:

Bezpłatny egzemplarz Prenumeratę

YouTube atrexpress

zobacz więcej

Valtra Serie N 135 w rodzinnym gospodarstwie Państwa Pszonka! #valtra #atrexpress #rolnictwo


On 'Play' external media is loaded and the privacy policy of YouTube applies

Pokaz systemu TIM w Braszowicach!


On 'Play' external media is loaded and the privacy policy of YouTube applies

Bądź na bieżąco! Zapisz się do newslettera