Rolnictwo 4.0 Opinie użytkowników

Promodis i Gruppa Organic: rolnictwo ekologiczne w wersji 4.0

Data publikacji:

Gruppa Organic, czołowy producent upraw ekologicznych, konsekwentnie stawia na automatyzację w gospodarstwie. Przykłady? Robot polowy Farmdroid FD20, autonomiczny opryskiwacz firmy Dominiak, współpracujący z aplikacją stworzoną wraz z Instytutem Lotnictwa, analizującą dane z czujników w czasie rzeczywistym, a także sadzarka Ferrari Futura, która trafiła do gospodarstwa za pośrednictwem firmy Agrobard, działającej w sieci Promodis.

    Promodis i Gruppa Organic: rolnictwo ekologiczne w wersji 4.0

Gospodarstwo prowadzone przez Piotra Zielińskiego i jego wspólnika obejmuje obecnie ok. 260 ha sadów ekologicznych rozlokowanych w województwach: mazowieckim, świętokrzyskim i łódzkim. Produkcja jest zróżnicowana – oprócz jabłek, które wciąż stanowią podstawę działalności, prowadzone są również uprawy gruszek, wiśni, ogórków, buraków czerwonych i pomidorów. Te ostatnie uprawiane są od dwóch lat. W 2024 roku powierzchnia plantacji pomidorów wyniosła 50 ha, a w bieżącym sezonie zwiększono ją do 70 ha. Znaczna część z nich znajduje się w miejscowości Świniokierz Dworski pod Tomaszowem Mazowieckim (pola niegdyś należące do Romana Jagielińskiego, byłego ministra rolnictwa) – przyjrzeliśmy się właśnie tam pracy włoskiej sadzarki.

Grupa Organic działa jako spółka zrzeszająca kilka gospodarstw. Sprzedaje produkty m.in. do firm Dawtona i Łowicz, ale duża część trafia też na eksport. Roczna produkcja to ok. 7–8 tys. ton jabłek ekologicznych z własnych upraw, dodatkowo ok. 18–20 tys. ton skupionych od innych gospodarstw. Pomidory to ok. 6–7 tys. ton (w tym połowa z własnej produkcji), buraki czerwone – 4 tys. ton (w tym 2 tys. własne), a ogórki – 800–1000 ton. Wszystko w standardzie ekologicznym. – Jesteśmy największym ekologicznym gospodarstwem w Polsce – zaznacza Zieliński.

Ekspresowa Futura

Piotr Zieliński z Grupy Organic od niedawna wykorzystuje w swoim gospodarstwie sadzarkę do pomidorów marki Ferrari. Maszynę dostarczyła firma Agrobard, należąca do sieci Promodis. Przynależność do tej międzynarodowej spółdzielni jest o tyle ważna, iż dzięki niej każdy z jej członków – działając w grupie – jest w stanie zrobić znacznie więcej niż indywidualnie. W tym przypadku oznacza to możliwość wyznaczania trendów nowoczesnego i bardziej ekonomicznego rolnictwa, z którego korzystają najlepsi i najbardziej rozwojowi plantatorzy w Polsce i w Europie – przykładem jest dostawa i obsługa najbardziej zaawansowanych technologii w maszynach, np. tych spod znaku Ferrari Growtech. 

Jak zaznacza Zieliński, przy wyborze maszyn liczą się nie tylko parametry techniczne czy cena, ale również dostępność serwisu i części zamiennych – zarówno w okresie gwarancji, jak i po jej zakończeniu. 

– Nie inwestuję w nieznane marki. Miałem przypadek, że w jednym z ciągników New Hollanda zakupionym również w firmie Andrzeja Skronika padła sprężarka klimatyzacji – bez niej da się jeździć, ale pasek ją napędzający unieruchomił cały ciągnik. Część sprowadzili w ciągu doby. To ma znaczenie ponieważ maszyny muszą pracować nieprzerwanie. Musimy mieć pewność, że w przypadku awarii ktoś odbierze telefon, nawet w sobotę po południu – tak jest – zarówno w Agrobardzie, jak i w innych punktach, z którymi współpracujemy – mówi Piotr Zieliński.

Zainteresowanie technologią Ferrari pojawiło się po zeszłorocznych problemach z terminowym sadzeniem, spowodowanych przymrozkami. – Na zaproszenie Andrzeja Skronika z Agrobardu pojechałem do Włoch, gdzie zobaczyłem jaką wydajność można osiągnąć przy zaangażowaniu jedynie dwóch osób. I już w samolocie powiedziałem, że muszę ją mieć – mówi Zieliński. A zatem kluczowe okazało się połączenie kilku elementów. Doradztwo w wyborze technologii – dostawa i uruchomienie wraz ze specjalistycznym przeszkoleniem operatorów, idące w parze z przeszkolonym w fabryce profesjonalnym serwisem oraz dającą wysoki komfort zasobność w części.

To oczywiście nie wszystko, gdyż użytkownik dodaje przy tym, iż w 2024 r. korzystał z innej, czterorzędowej sadzarki karuzelowej Ferrari Max, która choć zapewniała efektywne i precyzyjne sadzenie przekładające się na dobre wschody, zmuszała do wykorzystania dużej liczby osób do obsługi. No i jeszcze wydajność – sięgała maksymalnie 2,5-3 h dziennie.

Tymczasem nowa, sześciorzędowa sadzarka Ferrari Futura, z systemem automatycznego opróżniania tac, pozwala na wysadzenie nawet 7-8 ha dziennie przy zaangażowaniu tylko pięciu osób. – Dwie osoby do przygotowania rozsady, jedna do logistyki, dwie na maszynie - kierowca ciągnika oraz jedna osoba do umieszczania tac z rozsadą w odpowiednich miejscach. To wszystko. A dzienna liczba sadzonek to nawet pół miliona – wylicza. Maszynę dobrano z myślą o dalszym zwiększaniu areału. – Na razie to ponad moje potrzeby, ale docelowo chcemy ją wykorzystywać na powierzchni do 150 hektarów. Sadzenie ma być w pełni zautomatyzowane – dodaje.

Taka wydajność przekłada się bezpośrednio na lepsze wykorzystanie okien pogodowych, co w warunkach niestabilnego klimatu staje się kluczowym atutem. – Koszt zakupu sadzarki Ferrari Futura wydaje się wysoki, bo sięga blisko 200 tys. euro, ale i tak się opłaca. Inwestycja ta daje znaczną niezależność od dostępnej siły roboczej, która kosztuje już praktycznie tyle samo co na Zachodzie. Zyskałem też większą swobodę w dopasowaniu terminów sadzenia do warunków atmosferycznych i agronomicznych. Automatyzacja sadzenia znacząco redukuje ryzyko zagrożenia dla jakości plonu. Podsumowując – dzięki tej inwestycji możemy być bardziej efektywni – podkreśla użytkownik.

Optymalizacja kosztów

Automatyzacja nie kończy się na sadzeniu. Buraki i ogórki obsługiwane są przez roboty, m.in. Farmdroida, który sieje, odchwaszcza i działa całkowicie autonomicznie. – Idziemy w kierunku, w którym każdy możliwy proces automatyzujemy. To nie tylko ułatwia pracę, ale jest konieczne. Pracowników brakuje, a my musimy działać na większą skalę, żeby być konkurencyjni – tłumaczy Zieliński.

Gruppa Organic dużą wagę przykłada też do analizy danych. Dwa razy w roku wykonuje badania gleby, porównując zasobność z plonem. Pozwala to na bilansowanie składników pokarmowych i planowanie nawożenia. Pracuje też nad cyfrowym mapowaniem pól i zintegrowanym zarządzaniem rozsiewaczem nawozów. – Na końcu wszystko sprowadza się do efektywności. Jeśli uda mi się ograniczyć nawet kilka niepotrzebnych oprysków, to oszczędzam paliwo, czas, sprzęt. To są realne pieniądze. Każdy oprysk to kilkanaście godzin pracy ciągnika, a przeglądy też kosztują – kilkadziesiąt tysięcy złotych rocznie – dodaje.

– W czasie rzeczywistym widzę na telefonie, co dzieje się z opryskiwaczem. Widzę, gdzie jechał, przy jakiej temperaturze, wilgotności. Jeżeli coś poszło nie tak, mogę to przeanalizować. To pomaga zidentyfikować przyczynę problemu, np. dlaczego w jednej części pola pojawił się szkodnik, a w innej nie – tłumaczy Zieliński.

Dodatkowo rozwijane są pułapki zdalne z kamerami, które automatycznie zliczają szkodniki i generują alerty do aplikacji. Na tej podstawie podejmowane są decyzje o opryskach. W planach jest też powiązanie tych danych z mapami zasobności gleby i sterowaniem nawożeniem.

Plany na kolejne lata są jasne: dalsza mechanizacja i automatyzacja, rozwój upraw, pełne wykorzystanie technologii rolnictwa precyzyjnego. – Rolnictwo 4.0 to dla nas konieczność. Szukamy oszczędności tam, gdzie nie wpływa to na jakość produkcji – podsumowuje użytkownik.

Chcesz dowiedzieć się więcej? Czytaj atr express - zamów:

Bezpłatny egzemplarz Prenumeratę

YouTube atrexpress

zobacz więcej

Pokaz opryskiwacza HARDI AEON CENTURAline


W chwili otwarcia wideo, YouTube wyśle pliki cookie. Polityka prywatności YouTube

Pokaz robota autonomicznego - NAIO ORIO


W chwili otwarcia wideo, YouTube wyśle pliki cookie. Polityka prywatności YouTube

Bądź na bieżąco! Zapisz się do newslettera

Wyrażam zgodę na otrzymywanie od Boomgaarden Medien Sp. z o.o. treści marketingowych (newsletter) za pośrednictwem poczty elektronicznej w tym informacji o ofertach specjalnych dotyczących firmy Boomgaarden Medien Sp. z o.o. oraz jej kontrahentów.