Dziś gospodarstwo funkcjonuje jako grupa kilku powiązanych gospodarstw rodzinnych. Wspólne zarządzanie produkcją pozwoliło stopniowo zwiększać skalę działalności i rozwijać park maszynowy. Struktura produkcji jest elastyczna i w dużej mierze podporządkowana potrzebom hodowli zwierząt.
– Obecnie główne uprawy to: zboża - mniej więcej 250 ha, kukurydza – około 200 ha i ziemniaki - planowane jest 50 ha w nowym sezonie – wyjaśnia Wiktor Szejner.
Produkcja roślinna i zwierzęca - jeden system
W gospodarstwie produkcja roślinna i zwierzęca tworzą jeden spójny system. Uprawiane zboża i kukurydza w dużej części wykorzystywane są jako pasza dla zwierząt. Drugim filarem działalności jest hodowla trzody chlewnej prowadzona w cyklu zamkniętym.
– Nasza cała grupa kapitałowa ma około 700 macior w cyklu zamkniętym. Z tych macior sprzedajemy tuczniki od prosiaka aż do końcowego etapu tuczu – mówi rolnik.
Jednym z ważniejszych elementów żywienia jest kukurydza przygotowywana w technologii CCM. W gospodarstwie zakisza się całą kukurydzę nawet przy wilgotności powyżej 40%, a następnie materiał trafia do silosu.
– Dodawany jest kwas i bez dostępu tlenu materiał się kisi. Dzięki temu mamy gotową paszę do żywienia na mokro, która trafia bezpośrednio do systemu karmienia zwierząt – wyjaśnia rolnik. Takie rozwiązanie pozwala uprościć logistykę przygotowania pasz i zwiększyć niezależność gospodarstwa.
Ziemniaki dla przemysłu spożywczego
W strukturze upraw ważną rolę odgrywają ziemniaki kontraktowe przeznaczone do produkcji chipsów. Ich odbiorcą jest koncern PepsiCo, który posiada zakłady przetwórcze m.in. w Grodzisku Mazowieckim i Środzie Śląskiej. Uprawa ta wymaga jednak bardzo wysokiej jakości surowca.
– Problemem nie jest cena, bo mamy kontrakty. Problemem jest raczej spełnienie parametrów jakościowych – tłumaczy Wiktor Szejner. Jednym z najważniejszych parametrów jest zawartość cukrów redukujących.
– W gospodarstwie mamy laboratorium, gdzie smażymy plasterki ziemniaków. Jeśli są jasne, wszystko jest w porządku. Jeżeli pojawiają się brązowe płatki, oznacza to zbyt wysoką zawartość glukozy – wyjaśnia rolnik.
W praktyce oznacza to, że część produkcji może nie spełniać rygorystycznych wymagań przetwórcy.
Dbałość o glebę i nowe podejście do uprawy
W ostatnich latach w gospodarstwie coraz większą rolę odgrywa poprawa żyzności gleby. Wiktor Szejner eksperymentuje z elementami rolnictwa regeneratywnego, ograniczając intensywność uprawy i pozostawiając resztki pożniwne.
– Zostawiam resztki pożniwne, żeby były pożywieniem dla organizmów w glebie. To mój trzeci sezon i na razie widzę, że prawdopodobnie jest już lepiej – mówi rolnik.
Dużą rolę odgrywa również gnojowica pochodząca z produkcji zwierzęcej.
– Mam wrażenie, że gnojowica jest cichym wspomagaczem całego ekosystemu glebowego, bo dostarcza azotu i zasila bakterie rozkładające resztki pożniwne – dodaje.
Park maszynowy dopasowany do skali gospodarstwa
Przy gospodarstwie o powierzchni około 500 ha organizacja pracy w dużej mierze opiera się na odpowiednio dobranym parku maszynowym. Prosna to miejsce, gdzie sprzęt musi być nie tylko wydajny, ale również możliwie uniwersalny, tak aby w razie potrzeby maszyny mogły się wzajemnie zastępować.
Dlatego w gospodarstwie dominują ciągniki o mocy 240-300 KM. Taki przedział - jak tłumaczy Wiktor Szejner - pozwala zachować równowagę między wydajnością pracy a elastycznością wykorzystania sprzętu.
– To są maszyny, które nie są jeszcze przesadnie duże gabarytowo, a przy odpowiednim dociążeniu są w stanie wykonać naprawdę ciężką pracę w polu – mówi rolnik.
Wśród najważniejszych ciągników pracujących w gospodarstwie znajdują się m.in. John Deere serii 7R, Fendt 900 Vario oraz dostarczone przez Agro-Rami maszyny z grupy CNH - Case IH Puma i Steyr 240 CVT.
– Ciągniki 240-konne ważą około dziewięciu ton i są bardzo uniwersalne. Przy obciążnikach mogą zrobić ciężką robotę, a jednocześnie można je spokojnie wysłać do prasy czy transportu – wyjaśnia Wiktor Szejner.
Takie podejście ma również znaczenie organizacyjne. Zamiast budować park maszynowy oparty na bardzo zróżnicowanych mocach ciągników, gospodarstwo stawia na kilka maszyn o zbliżonych parametrach.
– Kiedyś mieliśmy ciągniki o bardzo różnych mocach - od około 100 do 300 KM. Problem był taki, że jeśli największy ciągnik miał awarię, nie było czym go zastąpić. Dlatego teraz staram się utrzymywać maszyny w podobnym przedziale mocy – dodaje rolnik.
W gospodarstwie wykorzystywane są także duże zestawy transportowe. Wraz ze wzrostem powierzchni gospodarstwa zwiększyła się również ładowność przyczep.
– Jeżeli jeden operator może wywieźć 30 ton zamiast 15, to oszczędzamy bardzo dużo czasu pracy – podkreśla rolnik.
Kombajn rotorowy Case IH
Za zbiór zbóż w gospodarstwie odpowiada obecnie kombajn Case IH Axial-Flow 6150 wyposażony w rotorowy system młócenia oraz heder o szerokości 7,5 m. Maszyna zastąpiła wcześniej użytkowanego Claas Lexion 460, który przez wiele lat był podstawowym kombajnem pracującym na polach gospodarstwa.
Decyzja o zmianie była w dużej mierze konsekwencją rosnącej liczby drobnych awarii starszej maszyny, które zaczęły utrudniać organizację pracy w najbardziej intensywnym okresie sezonu.
– Lexion jeszcze dawał radę pod względem wydajności, ale z czasem było coraz więcej drobnych awarii. W żniwa pojawiały się różne drobiazgi - kabel, czujnik, coś przestawało działać. Doszliśmy do wniosku, że potrzebujemy po prostu nowej maszyny – mówi rolnik.
Ostatecznie wybór padł na konstrukcję rotorową Case IH, która w opinii właściciela gospodarstwa wyróżnia się przede wszystkim prostotą budowy. Kombajn został dostarczony przez firmę Agro-Rami, autoryzowanego dilera marki Case IH w regionie, która odpowiadała również za przygotowanie maszyny do pracy w gospodarstwie.
Jednym z argumentów przemawiających za wyborem tej technologii była właśnie nieskomplikowana konstrukcja układu młócącego.
– Po otwarciu osłon widać, że tam jest bardzo dużo miejsca. Nie ma wielu pasów ani skomplikowanych mechanizmów. To jest konstrukcja stosunkowo prosta, a przy tym bardzo wydajna – wyjaśnia rolnik.
Rotorowy system młócenia początkowo budził jednak pewne obawy, szczególnie w kontekście jakości słomy wykorzystywanej w chlewniach. W gospodarstwie stosowana jest bowiem płytka ściółka, dlatego struktura słomy ma istotne znaczenie w codziennej pracy.
– Po rotorze słoma jest bardziej pocięta i zbita. Na początku pracownicy narzekali, że gorzej się ją rozściela. Potem okazało się, że wystarczy ją rozgarnąć ładowarką i problem znika – mówi rolnik.
Dziś kombajn Case IH pracuje już kolejny sezon i - jak podkreśla właściciel gospodarstwa - w pełni odpowiada potrzebom gospodarstwa o powierzchni około 500 ha. W połączeniu z hederem o szerokości 7,5 m pozwala sprawnie realizować zbiór zbóż, a prosta konstrukcja ułatwia obsługę serwisową i codzienną eksploatację maszyny w intensywnym okresie żniw.
Dobre bo polskie
Aby zaś równie sprawnie zająć się zbiorem kukurydzy, niezbędna jest sprawna przystawka - w tym przypadku „pierwsze skrzypce” odgrywa ośmiorzędowe urządzenie firmy Emmarol. Zakup przystawki był w dużej mierze spontaniczny.
– Zadzwoniłem do firmy i nawet nie patrzyłem na inne przystawki. Wtedy miałem taką „zajawkę”, żeby wszystko było polskie. Zamówiliśmy i okazało się, że to była dobra decyzja – wspomina rolnik.
Maszyna rozpoczęła pracę na powierzchni około 300 hektarów kukurydzy rocznie, co w praktyce oznacza intensywne wykorzystanie maszyny w czasie kampanii zbiorów. W trakcie pierwszych sezonów użytkowania pojawiło się również kilka doświadczeń, które pozwoliły lepiej poznać specyfikę jej pracy. Wraz z zakupem nowego kombajnu pojawiła się kwestia dopasowania starej przystawki do maszyny Case IH. Koszt adaptacji wynosił około 15 tys. zł, dlatego zapadła decyzja o zakupie nowej przystawki. Tym bardziej, że producent ze Słupska na bieżąco reaguje na sygnały z rynku wprowadzając w kolejnych latach ulepszenia konstrukcyjne wynikające z doświadczeń użytkowników.
– Starą sprzedaliśmy za około 130 tys. zł, a nowa kosztowała około 180 tys. zł. Po przeliczeniu różnica była na tyle niewielka, więc zdecydowaliśmy się na nową maszynę – wyjaśnia rolnik.
W opinii właściciela gospodarstwa jednym z mocnych punktów producenta jest również organizacja obsługi serwisowej. Regularne przeglądy wykonywane są bezpośrednio przez przedstawicieli fabryki, co pozwala utrzymać maszynę w dobrej kondycji przed kolejnymi sezonami zbiorów.
– Fabryka sama dzwoni do mnie co roku i umawia przegląd. Przyjeżdżają, rozbierają przekładnie, wymieniają olej i regulują całą przystawkę – mówi rolnik.
Dziś przystawka Emmarol jest jednym z ważniejszych elementów technologii zbioru kukurydzy w gospodarstwie. W połączeniu z dużą powierzchnią uprawy tej rośliny oraz intensywną produkcją zwierzęcą stanowi istotny element sprawnie funkcjonującego systemu produkcji roślinnej i paszowej.
Szukanie rozwiązań zamiast problemów
W opinii Wiktora Szejnera współczesne rolnictwo wymaga przede wszystkim otwartości na zmiany i ciągłego poszukiwania nowych rozwiązań.
– Gospodarstwa, które będą się rozwijały i szukały wiedzy, znajdą sposób na funkcjonowanie. Najważniejsze jest szukanie rozwiązań, a nie problemów – podsumowuje rolnik.