Dużo mówi się o rekordowej sprzedaży opryskiwaczy czy rozsiewaczy nawozów. To trwały trend?
Nie wierzę, że ciągle będą tak wielkie nakłady na tego typu inwestycje. Będą okresy lepsze i gorsze. Ale jeśli ktoś się dobrze przygotował, jak producenci opryskiwaczy, teraz zbiera owoce swojej pracy. Problem jest taki, że nawet przy dofinansowaniu 50-60% resztę trzeba wyłożyć z własnej kieszeni. Banki patrzą głównie na zysk, więc przydałoby się większe wsparcie. Trzeba pamiętać o kosztach: nawet gdy jest dobrze, oszczędności mogą się przydać jutro.
Jak wyglądają obecne nastroje inwestycyjne wśród rolników?
Na początku sierpnia może trochę osłabły, ale wciąż są pozytywne - o ile politycy z Warszawy nie będą przeszkadzać. Gospodarka da radę, tak jak przy wejściu do UE czy wprowadzeniu VAT-u w rolnictwie. Są trzy grupy: państwowe zakłady, spółdzielnie i sektor prywatny, często niesłusznie negatywnie postrzegany. To właśnie prywatni rolnicy 20-30 lat temu podjęli największe ryzyko i dziś mają stabilne gospodarstwa. Będą inwestować, bo pracowników jest coraz mniej, a maszyny - nawet ze sztuczną inteligencją - nie zrobią wszystkiego. Pieniądze w rolnictwie były, są i będą - bo jeść wszyscy musimy.
Niedobór siły roboczej to duży problem. Czy to najważniejszy czynnik decydujący o inwestycjach?
Przede wszystkim chodzi o patrzenie w przyszłość. Rolnik, niezależnie czy ma 60, 70 czy ponad 100 krów, musi dać od siebie odwagę, czas – więcej niż 8 h dziennie, i trochę finansów. Czasem z pomocą banku, czasem z własnych oszczędności. Jeśli pójdzie z postępem technicznym, będzie mu lżej - i nam też. Ja na lata 2025-2027 patrzę optymistycznie, ale trzeba w tym czasie pracować po 10-12 h dziennie.
Jakie są dziś największe problemy firm takich jak Agromix?
Już o tym wspominałem – brak młodych pracowników. Kiedyś miałem 21 kombajnów na usługach, dziś tylko 10. Nie dlatego, że ich mniej potrzeba, ale brakuje ludzi. Nie posadzę do kombajnu za miliony taksówkarza. Wyszkolić dobrego pracownika, czy mechanika to minimum 3 lata pracy i inwestycji. A młodych coraz trudniej zachęcić do pracy w niedziele czy długich godzin w sezonie.
Na koniec, co pan sądzi o nowym budżecie unijnym?
Jeśli dobrze wydamy te pieniądze, nie będzie problemu. Jeśli budżet będzie mniejszy procentowo, trzeba po prostu obniżyć koszty i się przygotować. No i ważny jest też sposób wypłacania dopłat – lepiej dopłacać do produkcji niż do hektara.