Opinie użytkowników

Hardi w praktyce: trzy dekady pracy w gospodarstwie Bovinas

Data publikacji:

Wieczór nad Chodowem bywa najlepszym sprzymierzeńcem opryskiwacza. Wiatr słabnie, powietrze stabilizuje się nad łanem rzepaku czy kukurydzy, a operator patrzy bardziej w niebo niż na zegarek. W takich chwilach 24-metrowa belka samojezdnej Alphy wysuwa się nad pole, a szum powietrza wydostającego się z rękawa powietrznego niesie się równomiernie nad roślinami.

    Hardi w praktyce: trzy dekady pracy w gospodarstwie Bovinas

Czasem wychodzę z kabiny opryskiwacza dopiero w środku nocy. Ale jak jest dobra pogoda, trzeba to wykorzystać - podkreśla Adam Osowski, mający prawie 40-letnie doświadczenie operator opryskiwacza Hardi Alpha Evo II Eco Drive.

W Gospodarstwie Rolnym Bovinas oprysk nie jest tylko zabiegiem. To dobrze przygotowana pod każdym względem operacja, która musi zmieścić się w oknie pogodowym. A początków obecnej organizacji w zakresie ochrony roślin należy szukać… już ponad 30 lat temu.

Park maszynowy wielu gospodarstw rolnych w połowie lat 90. był zdominowany przez opryskiwacze z charakterystycznym znakiem Pilmet, do których nieśmiało dołączały maszyny produkcji zachodniej - w przypadku gospodarstwa w Chodowie był to opryskiwacz zaczepiany Rau. Przełom nadszedł w 1995 r., kiedy Bovinas, jako młoda jeszcze spółka, zakupiło jeden z pierwszych w naszym kraju opryskiwaczy Hardi Twin, ze zbiornikiem 2500 l. Była to maszyna zaczepiana, ale już wtedy wyposażona we wspomaganie powietrzne.

– Gospodarując wtedy na powierzchni 2500 ha, a dziś - po stracie części dzierżaw - na 1500 ha, opryskiwacz z rękawem powietrznym w znacznym stopniu uniezależnia od wiatru. Zwłaszcza gdy mamy do czynienia z wietrznymi miesiącami wiosennymi – wyjaśnia Kazimierz Wrzesiński, zarządzający parkiem maszynowym w GR Bovinas.

To doświadczenie zbudowało fundament pod kolejne decyzje inwestycyjne.

Czas na opryskiwacz samojezdny

W 2007 roku zapadła decyzja o zakupie nowej maszyny. Intensywnie prowadzona ochrona roślin sprawiła, iż konieczne stało się przejście z 18 m na technologię z belką o szerokości roboczej 24 m. A już autonomiczną decyzją gospodarstwa było postawienie na opryskiwacz samojezdny.

 – Nie mieliśmy wątpliwości, że musi to być opryskiwacz firmy Hardi. Samojezdny i z rękawem powietrznym – mówi Kazimierz Wrzesiński.

Do gospodarstwa trafiła Alpha Plus Easy Drive o rozpiętości ramion 24 m i zbiorniku 4100 l. To na niej oparto większość ochrony roślin. Rocznie wykonywała nawet około 4000 ha zabiegów, licząc wszystkie przejazdy. Starszy, osiemnastometrowy opryskiwacz zaczepiany przestał pasować do technologii 24 m w zbożach. W praktyce wykorzystywano go głównie w kukurydzy.

W 2018 r. pojawił się kolejny „samojazd” Hardi Alpha Evo II Eco Drive - również z 24-metrową belką oraz zbiornikiem na 5000 l, oczywiście lepiej wyposażony, m.in. w hydrauliczną regulację rozstawu osi. Od samego początku zarysował się podział obowiązków między tymi dwoma maszynami - starsza pracuje głównie w buraku, gdzie węższe koła ograniczają uszkodzenia roślin. Nowsza obsługuje szeroko zboża i rzepak. Belki podzielone są odpowiednio na 9 i 7 sekcji. Opryskiwacze wyposażone są w wieżyczki trójdyszowe - czerwone, białe i żółte rozpylacze dobierane są w zależności od zabiegu. Standardowa dawka to 200 l/ha. 

– 5000 litrów w zbiorniku wystarcza na 25 ha, 4000 litrów - na 20 ha – mówi szef mechanizacji w gospodarstwie w Chodowie i dodaje: – Prędkość robocza to około 8 km/h. Ciśnienie ustawiane jest pod konkretną działkę. Pola są w większości skupione w jednym kompleksie, dlatego maszyny często wracają do bazy na tankowanie, choć w razie potrzeby wykorzystywany jest beczkowóz.

Margines bezpieczeństwa z rękawem

Rękaw powietrzny pozostaje kluczowym elementem filozofii oprysku w Bovinas. 

– Jak są silne wiatry, to raczej nie pryskamy, ale rękaw bardzo pomaga. Okno pogodowe jest szersze – podkreśla Kazimierz Wrzesiński. 

W regionie, gdzie wiosną wiatr potrafi skutecznie zatrzymać opryski, wspomaganie powietrzne daje realny margines bezpieczeństwa. Poza tym ciecz nie rozprasza się, lepiej przylega do roślin, ogranicza znoszenie na sąsiednie działki.

Samojezdna konstrukcja umożliwia pracę nawet w wysokiej kukurydzy i w kwitnącym rzepaku bez strat mechanicznych. Prześwit i właściwości trakcyjne są doceniane szczególnie na cięższych stanowiskach.

 – Do mocy silnika też nie ma się co doczepiać. Przez tyle lat pracy nie zakopałem się nim ani razu – mówi operator. 

Komplementuje przy tym kabinę, która rzecz jasna w nowszej odsłonie Alphy jest wygodniejsza, z ważną kwestią przyjaznego rozmieszczenia elementów sterujących - kluczowy przy tym jest dżojstik, który pozwala np. utrzymać prędkość roboczą równą przez cały przejazd. Oczywiście Adam Osowski zwraca też uwagę na uciążliwe detale.

Technika w realnym zastosowaniu

Do takich z pewnością należy zaliczyć dyskusyjną lokalizację filtra węglowego kabiny (jego wymiana to koszt kilku tysięcy zł) - narażonego na zanieczyszczenia od strony zbiornika czy… brak instrukcji w języku polskim. 

– Wiele bieżących napraw robimy we własnym zakresie. Co z tego jednak, że mamy instrukcję, jak nie po „naszemu”? – utyskuje operator.

Nowoczesność ma swoją cenę, która materializuje się dopiero w codziennym użytkowaniu. Przykłady? W opryskiwaczu z 2018 r. czujniki skrętu osi są dość wrażliwe na kamienie i błoto. 

– I wystarczy, że jakiś kamyk wpadnie między czujnik a blaszkę, a może zerwać plastik. Wtedy maszyna „idzie” tylko psim chodem – mówi operator. 

Zdarzały się też inne problemy, jak np. awarie uszczelniacza pompy, co powodowało przedostawanie się oleju do hydrauliki. Nie na tyle jednak duże, aby zmienić dobrą opinię w gospodarstwie spółki Bovinas na temat marki Hardi.  Opinię na którą pracuje się również sprawną obsługą posprzedażową, która nie jest dodatkiem do zakupu maszyny, lecz elementem, realnie decydującym o ciągłości pracy. 

Ogromne znaczenie ma bezpośredni kontakt z serwisantem marki Hardi, dzięki czemu wiele usterek udaje się rozwiązać telefonicznie. Równie ważna jest dostępność części zamiennych, oczywiście oryginalnych, co daje poczucie bezpieczeństwa. A to równie istotne jak pojemność zbiornika czy szerokość belki.

Element większego systemu

Spójrzmy jeszcze z szerszej perspektywy na samo gospodarstwo w Chodowie. Struktura zasiewów to obecnie około 500 ha zbóż, 350 ha rzepaku, 220 ha buraków i około 350 ha kukurydzy. Produkcja roślinna wspiera produkcję zwierzęcą, dlatego terminowość zabiegów ma znaczenie kluczowe.

W parku maszynowym pracują Fendty 930 i 939, kilka Massey Fergusonów, dwa kombajny Lexion, sieczkarnia Krone Big X, siewniki Horsch, rozsiewacze Amazone 24 m, kompaktory Opal Agri i Lemken, prasy Krone i Claas oraz ładowarki Manitou. Gospodarstwo jest pod tym względem praktycznie samowystarczalne. Nie może być jednak inaczej - czy chodzi o siew czy oprysk, który ma być wykonany dokładnie. W terminie. Niezależnie od tego, czy kończy się o 22, czy o 1 w nocy.

Chcesz dowiedzieć się więcej? Czytaj atr express - zamów:

Bezpłatny egzemplarz Prenumeratę

YouTube atrexpress

zobacz więcej

Pokaz opryskiwacza HARDI AEON CENTURAline


W chwili otwarcia wideo, YouTube wyśle pliki cookie. Polityka prywatności YouTube

Pokaz robota autonomicznego - NAIO ORIO


W chwili otwarcia wideo, YouTube wyśle pliki cookie. Polityka prywatności YouTube

Bądź na bieżąco! Zapisz się do newslettera

Wyrażam zgodę na otrzymywanie od Boomgaarden Medien Sp. z o.o. treści marketingowych (newsletter) za pośrednictwem poczty elektronicznej w tym informacji o ofertach specjalnych dotyczących firmy Boomgaarden Medien Sp. z o.o. oraz jej kontrahentów.