Jak duże znaczenie ma osprzęt?
Ogromne. Sam traktor to dopiero początek. Od ponad 20 lat sprowadzamy osprzęt, który pozwala wykorzystać miniciągnik na wiele sposobów. Możemy dobrać kosiarki, glebogryzarki, przyczepy, a nawet zamontować z tyłu traktorka koparkę.
Dzięki temu klient nie patrzy na niego jak na jedną konkretną maszynę, ale jak na bazę do wykonywania wielu różnych prac przez cały sezon.
A jak przygotowujecie używany traktorek, zanim trafi do klienta?
Podstawą jest wymiana olejów i filtrów oraz dokładne sprawdzenie maszyny. Jeżeli są wycieki, usuwamy je.
Jeżeli mówimy o pełnej regeneracji, traktorek rozbieramy praktycznie do gołej maszyny. Blachy piaskujemy, nakładamy podkład, malujemy i ponownie składamy. Piaskujemy i malujemy także felgi, a w każdym używanym japońskim traktorze wymieniamy opony na nowe. Dzięki temu 30-letnia maszyna może wyglądać niemal jak nowa.
Do tego dochodzi własna produkcja osprzętu. Od 16 lat sami wykonujemy m.in. ładowacze, łyżki, zamiatarki i przyczepy. Dzięki temu możemy dopasować sprzęt do konkretnego traktorka i potrzeb użytkownika.
Jest Pan związany z firmą od 10 lat. Co zmieniło się przez ten czas?
Zainteresowanie rośnie, ale jednocześnie rynek stał się znacznie bardziej konkurencyjny. Ważnym momentem była pandemia. Wtedy sprzedaż bardzo mocno przyspieszyła. Zdecydowaliśmy się również wydłużyć gwarancję z jednego roku do dwóch lat, szczególnie z myślą o klientach kupujących na odległość. Pandemia minęła, ale z dwuletniej gwarancji nie zrezygnowaliśmy.
Nie był to tylko zabieg marketingowy. Gdyby te traktory często się psuły, nie mielibyśmy czasu ich sprzedawać, bo cały czas musielibyśmy je naprawiać. Jesteśmy niewielką firmą - pracuje u nas 15 osób - ale mamy duże możliwości przerobowe.
Szczególnie cenicie konstrukcje z lat 90. Dlaczego?
Starsze ciągniki mają mniej elektroniki. W nowszych maszynach wiele funkcji obsługuje się przyciskami i komputerami, podczas gdy starsze konstrukcje opierają się przede wszystkim na prostych, mechanicznych rozwiązaniach. Z punktu widzenia użytkownika to ogromna zaleta. Dźwignia jest po prostu dźwignią. Nie trzeba zastanawiać się, czy elektronika zadziała w trudnych warunkach.
Czasami mówię klientom bardzo prosto: nowy traktor trzeba użytkować przez 25 lat, żeby przekonać się, czy rzeczywiście jest dobry. Japoński traktor ma już 30 lat. On ten egzamin już zdał.
I właśnie dlatego jego wiek może być dziś największą rekomendacją. Skoro po trzech dekadach nadal pracuje, nadal jest sprawny i nadal ktoś chce go kupić, to mówi o nim więcej niż niejeden katalogowy parametr.
Co więc sprawia, że klienci wracają do tych maszyn?
Chyba połączenie prostoty, trwałości i wszechstronności. Te traktory nie mają imponować wielkością. Mają po prostu wykonywać swoją pracę.
I bardzo często okazuje się, że niewielki, trzydziestoletni japoński traktorek potrafi zrobić znacznie więcej, niż można by się spodziewać po jego rozmiarze. Być może właśnie dlatego ci, którzy raz spróbują takiej maszyny, zostają z nią na dłużej.