Aktualności

Japońskie miniciągniki po 30 latach nadal pracują

Data publikacji:

Rozmowa z Pawłem Mądroszkiewiczem, współwłaścicielem firmy Boss Mini Traktorki o fenomenie japońskich miniciągników, rynku maszyn używanych, znaczeniu osprzętu i planach na przyszłość - przeprowadził ją Kacper Perz.

    Japońskie miniciągniki po 30 latach nadal pracują

Firma działa na rynku od ponad 25 lat. Co dziś cieszy się największym zainteresowaniem klientów?

Od początku sprowadzamy japońskie traktorki bezpośrednio z Japonii. Największy popyt dotyczy maszyn o mocy od 12 do 30 KM. Co ciekawe, mimo że rynek przez lata bardzo się rozwinął, wciąż trafiają do nas osoby, które dopiero odkrywają ten segment i po raz pierwszy spotykają się z japońskimi miniciągnikami.

Świadomość jest dziś zdecydowanie większa. Jest więcej firm zajmujących się ich sprzedażą, więc ludzie zaczynają dostrzegać, jak szerokie możliwości dają te niewielkie maszyny.

Kim są wasi klienci?

Dużą grupę stanowią firmy usługowe, szczególnie te zajmujące się pracami komunalnymi. Zimą dużą część sprzedaży generują maszyny przygotowywane do odśnieżania chodników i terenów przy blokach. Mamy też klientów z branży ogrodniczej, firmy zakładające trawniki oraz osoby zajmujące się pielęgnacją terenów zielonych.

Oczywiście sprzedajemy również klientom prywatnym. Zwykle są to właściciele większych posesji, którzy chcą przygotować teren, przekopać ogród czy wykonać różne prace wokół domu. W takich zastosowaniach nawet traktorek o mocy 13 KM potrafi w zupełności wystarczyć.

Można więc powiedzieć, że miniciągnik przestał być maszyną przeznaczoną wyłącznie dla rolnika. Dziś jego największą zaletą jest właśnie wielofunkcyjność.

Macie możliwość porównania używanych japońskich maszyn z nowymi ciągnikami Solis. Co częściej wybierają klienci?

Zdecydowanie częściej wybierane są 20- i 30-letnie japońskie traktory. Jednym z głównych argumentów jest oczywiście cena, ale nie tylko ona. Na używane maszyny dajemy dwa lata pisemnej gwarancji. To ważne, bo chcemy, żeby klient miał pewność, że kupuje sprzęt sprawdzony i odpowiednio przygotowany.

Różnica cenowa potrafi być naprawdę duża. Przykładowo japoński traktor o mocy 26 KM może kosztować ok. 26 tys. zł, podczas gdy nowy Solis o podobnej mocy to już 46 tys. Za cenę nowej maszyny klient może więc w przypadku japońskiego traktora otrzymać kompletny zestaw z ładowaczem i kabiną.

Dwa lata gwarancji na 30-letni traktor brzmi dość nietypowo...

Tak, ale jesteśmy pewni tego, co sprzedajemy. Nie chcemy, żeby klient kupował maszynę, którą ktoś po prostu przywiózł i postawił na placu. Musimy wiedzieć, co mamy.
Co ciekawe, ceny tych traktorków od wielu lat utrzymują się na podobnym poziomie. W naszej ofercie niewiele zmieniły się w ciągu 25 lat. W tym roku, do września, sprzedaliśmy ok. 300 japońskich traktorków, podczas gdy Solisów było ok. 50.

Do jakich prac najczęściej trafiają nowe Solisy?

Bardzo dużo zestawów przygotowujemy do odśnieżania. Kupują je również firmy ogrodnicze. Popularnym zestawem jest ładowacz z glebogryzarką separacyjną. Dochodzi do tego wykaszanie, prace z ładowaczem i przygotowanie terenu.

W przypadku przekładni hydrostatycznej jesteśmy ostrożni. Taki układ jest bardzo wygodny przy lekkich pracach, np. przy odśnieżaniu czy okazjonalnym wykorzystaniu ładowacza. Do cięższej pracy zdecydowanie bardziej polecamy zwykłą skrzynię mechaniczną. Jest ona praktyczniejsza i tańsza w późniejszej eksploatacji.

Jak duże znaczenie ma osprzęt?

Ogromne. Sam traktor to dopiero początek. Od ponad 20 lat sprowadzamy osprzęt, który pozwala wykorzystać miniciągnik na wiele sposobów. Możemy dobrać kosiarki, glebogryzarki, przyczepy, a nawet zamontować z tyłu traktorka koparkę.

Dzięki temu klient nie patrzy na niego jak na jedną konkretną maszynę, ale jak na bazę do wykonywania wielu różnych prac przez cały sezon.

A jak przygotowujecie używany traktorek, zanim trafi do klienta?

Podstawą jest wymiana olejów i filtrów oraz dokładne sprawdzenie maszyny. Jeżeli są wycieki, usuwamy je. 

Jeżeli mówimy o pełnej regeneracji, traktorek rozbieramy praktycznie do gołej maszyny. Blachy piaskujemy, nakładamy podkład, malujemy i ponownie składamy. Piaskujemy i malujemy także felgi, a w każdym używanym japońskim traktorze wymieniamy opony na nowe. Dzięki temu 30-letnia maszyna może wyglądać niemal jak nowa.

Do tego dochodzi własna produkcja osprzętu. Od 16 lat sami wykonujemy m.in. ładowacze, łyżki, zamiatarki i przyczepy. Dzięki temu możemy dopasować sprzęt do konkretnego traktorka i potrzeb użytkownika.

Jest Pan związany z firmą od 10 lat. Co zmieniło się przez ten czas?

Zainteresowanie rośnie, ale jednocześnie rynek stał się znacznie bardziej konkurencyjny. Ważnym momentem była pandemia. Wtedy sprzedaż bardzo mocno przyspieszyła. Zdecydowaliśmy się również wydłużyć gwarancję z jednego roku do dwóch lat, szczególnie z myślą o klientach kupujących na odległość. Pandemia minęła, ale z dwuletniej gwarancji nie zrezygnowaliśmy.

Nie był to tylko zabieg marketingowy. Gdyby te traktory często się psuły, nie mielibyśmy czasu ich sprzedawać, bo cały czas musielibyśmy je naprawiać. Jesteśmy niewielką firmą - pracuje u nas 15 osób - ale mamy duże możliwości przerobowe.

Szczególnie cenicie konstrukcje z lat 90. Dlaczego?

Starsze ciągniki mają mniej elektroniki. W nowszych maszynach wiele funkcji obsługuje się przyciskami i komputerami, podczas gdy starsze konstrukcje opierają się przede wszystkim na prostych, mechanicznych rozwiązaniach. Z punktu widzenia użytkownika to ogromna zaleta. Dźwignia jest po prostu dźwignią. Nie trzeba zastanawiać się, czy elektronika zadziała w trudnych warunkach.

Czasami mówię klientom bardzo prosto: nowy traktor trzeba użytkować przez 25 lat, żeby przekonać się, czy rzeczywiście jest dobry. Japoński traktor ma już 30 lat. On ten egzamin już zdał.

I właśnie dlatego jego wiek może być dziś największą rekomendacją. Skoro po trzech dekadach nadal pracuje, nadal jest sprawny i nadal ktoś chce go kupić, to mówi o nim więcej niż niejeden katalogowy parametr.

Co więc sprawia, że klienci wracają do tych maszyn?

Chyba połączenie prostoty, trwałości i wszechstronności. Te traktory nie mają imponować wielkością. Mają po prostu wykonywać swoją pracę.

I bardzo często okazuje się, że niewielki, trzydziestoletni japoński traktorek potrafi zrobić znacznie więcej, niż można by się spodziewać po jego rozmiarze. Być może właśnie dlatego ci, którzy raz spróbują takiej maszyny, zostają z nią na dłużej.

 

Chcesz dowiedzieć się więcej? Czytaj atr express - zamów:

Bezpłatny egzemplarz Prenumeratę

YouTube atrexpress

zobacz więcej

Valtra Serie N 135 w rodzinnym gospodarstwie Państwa Pszonka! #valtra #atrexpress #rolnictwo


On 'Play' external media is loaded and the privacy policy of YouTube applies

Pokaz systemu TIM w Braszowicach!


On 'Play' external media is loaded and the privacy policy of YouTube applies

Bądź na bieżąco! Zapisz się do newslettera