Opinie użytkowników

W GR Ptaszkowo serwis decyduje o zakupie maszyn JCB w firmie Gałkowski

Data publikacji:

Gdy z fermy wyjeżdżają indyki, nie zaczyna się przerwa. Trzeba wybrać obornik, wywieźć go na pola, przygotować budynki i dowieźć świeżą słomę. W gospodarstwie rozłożonym w promieniu 50 km jeden dzień postoju ładowarki potrafi zaburzyć pracę kilku ekip. Dlatego o wyborze maszyny decydują nie tylko udźwig, zasięg i cena, lecz także odpowiedź na pytanie: kto odbierze telefon, kiedy sprzęt stanie?

    JCB w GR Ptaszkowo serwis decyduje o wyborze

Główna baza GR Ptaszkowo znajduje się w Grodzisku Wielkopolskim - w tej lokalizacji areał sięga 1500 ha. Uprawiane są pszenica, rzepak, buraki, kukurydza, ziemniaki i soja. Dwie ostatnie uprawy zajmują po około 100 ha. Produkcję roślinną uzupełniają fermy indycze oraz bydło mleczne i mięsne. 

W jednej lokalizacji utrzymywanych jest około 1000 krów dojnych, w drugiej około 200. Te liczby pozostają tłem dla powtarzającego się przez cały rok cyklu. 

– Kiedy z budynków wyjeżdżają indyki, ładowarki zaczynają wybierać obornik. Później trzeba go odebrać, a do przygotowanej fermy przywieźć kolejną partię słomy. Cały rok jest co robić – mówi Tomasz Kaczmarek, kierownik odpowiedzialny za park maszynowy w GR Ptaszkowo.

Gospodarstwo wykorzystuje własny obornik i własną słomę. Potrzeby są tak duże, że prasowana jest również słoma rzepakowa, przeznaczana później dla bydła. Jak ocenia rozmówca, mniej więcej połowa pracowników jest stale związana z transportem słomy i obsługą obornika. To nie pojedyncza kampania, lecz praca rozłożona pomiędzy fermy, pola i magazyny.

Dwadzieścia ładowarek, różne zadania

W gospodarstwie pracuje 20 ładowarek teleskopowych, z których tylko część stanowi własność GR Ptaszkowo - pozostałe są wynajmowane. Wśród nich zdecydowanie dominują maszyny JCB zakupione w firmie Gałkowski z położonych nieopodal Rakoniewic.

Zakres modeli rozciąga się od 520-40 do 560-80. Mniejsze 520-40 i 525-60 trafiają przede wszystkim na fermy. Wybierają i podgarniają obornik, poruszają się w budynkach oraz na ograniczonej przestrzeni. Większe, czyli 531-70, 541-70, 542-70 i 560-80 przejmują załadunek obornika, rozładunek słomy, podawanie bel oraz układanie materiału na stogach i w silosach. 

– Cały czas mają co robić – mówi kierownik. – Do załadunku słomy, rozładunku czy sztaplowania „siedemdziesiątka” wystarcza. Wyższych stogów nie mamy – dodaje.

W podstawowej flocie pracują ładowarki z lat 2019-2022. Starsze maszyny nie znikają od razu z gospodarstwa, ale schodzą z zadań, w których postój mógłby zatrzymać obsługę fermy.

Dla przykładu, na placu nadal pracuje JCB 525-55 z 2002 roku, wyposażony w silnik Perkinsa. Dziś pełni funkcję pomocniczą i jest wykorzystywany m.in. przy pracach serwisowych.

Gospodarstwo kupuje przede wszystkim maszyny nowe i używane w młodym wieku.

 – Nie kupujemy maszyn, które mają 3000 mth, bo za chwilę są do odnowienia. Tysiąc, dwa tysiące to maks – zauważa Tomasz Kaczmarek.

Polityka zakupowa nie opiera się jednak wyłącznie na wieku czy przebiegu. Najpierw liczone jest jej potencjalne wykorzystanie. Maszyna potrzebna przez cały rok trafia na własność. Ta, która po zakończeniu sezonowej pracy miałaby stać, pozostaje w wynajmie. 

– Mam przypadki, że maszyna w wynajmie zrobi 10 motogodzin miesięcznie. Nie opłaca się jej wtedy mieć na własność – podkreśla kierownik.

Usterka nie może ustawiać dnia

Przy takiej liczbie maszyn naprawy są częścią eksploatacji. W ostatnim czasie nie wydarzyła się jednak jakakolwiek usterka silnika lub skrzyni biegów wyłączająca ładowarkę na czas dłuższy z pracy.

Drobne naprawy wykonuje własna załoga. Pęknięty przewód hydrauliczny, wymiana szpilki czy niewielkiego elementu nie wymagają wzywania zewnętrznej ekipy. Przeglądy olejowe, naprawy mostów i cięższe interwencje przejmuje serwis. Co ważne podkreślenia, w  maszynach stosowane są oryginalne filtry i części zamienne. 

– Kupujesz taniej, to kupujesz dwa razy – mówi rozmówca. – Porównując żywotność, opłaca się inwestować w części oryginalne.

Telefon, który skraca postój

Ładowarki teleskopowe JCB pracują w GR Ptaszkowo od wielu lat, jeszcze zanim obecny kierownik przejął odpowiedzialność za park maszynowy. Pozostanie przy tej marce ma dziś konkretne uzasadnienie.

– Blisko mamy serwis firmy Gałkowski, z którym naprawdę dobrze nam się współpracuje. Przyjeżdżają szybko, sprawnie obsługują. Dlatego mamy głównie JCB – mówi Tomasz Kaczmarek.

Przy maszynach przekraczających 100 motogodzin miesięcznie czas reakcji serwisu staje się jednym z elementów organizacji pracy. – Jak coś się stanie, przyjeżdżają tu i teraz. Potrzeba dzisiaj, to przyjadą dzisiaj.

Planowane obsługi olejowe są zgłaszane z mniej więcej tygodniowym wyprzedzeniem. Serwis przyjeżdża w ustalonym dniu, a gospodarstwo może wcześniej rozdzielić zadania pomiędzy pozostałe ładowarki.

Współpraca z firmą Gałkowski obejmuje także sytuacje, w których nagle potrzeba dodatkowej maszyny, ciągnika lub przyczepy. 

– Jak trzeba na szybko coś wynająć, to wystarcza jeden telefon – zwraca uwagę kierownik w GR Ptaszkowo.

W wypowiedzi użytkownika dobra obsługa nie jest ogólną oceną. Oznacza przyjazd tego samego dnia, dostępność części i możliwość szybkiego uzupełnienia floty, kiedy spiętrzą się prace przy fermach lub transporcie.

Jeden olej zamiast czterech

Ta sama zasada obejmuje ciągniki. Trzon floty stanowią John Deere’y, ale część sprzętu jest wynajmowana. Wśród wymienianych modeli są 8410, 7350, 7310, 6195 i 6260. Intensywnie pracujące ciągniki osiągają 1500-2000 mth rocznie. Starsze egzemplarze zostają przy pracach na fermach, na przykład przy wozach paszowych.

Ujednolicenie floty nie kończy się na podobnej obsłudze czy przyzwyczajeniach operatorów. W gospodarstwie liczy się również to, co pozostaje w przewodach hydraulicznych przyczep i maszyn. 

– Jeżeli wstawimy na plac cztery marki, mamy cztery różne oleje hydrauliczne. Później te oleje się mieszają – mówi Kaczmarek. Dlatego podstawowa flota ciągników pracuje w jednym standardzie olejowym.

To pokazuje, w jaki sposób zarządzana jest cała flota. Maszyna używana codziennie jest kupowana. Potrzebna okresowo przyjeżdża z wynajmu. Starszy egzemplarz przechodzi do lżejszych prac, zanim awaria zagrozi obsłudze fermy. Do cięższej naprawy wzywany jest serwis, bo maszyna potrzebna dzisiaj musi wrócić do pracy dzisiaj.

Gdy z fermy wyjadą indyki, obornik nadal trzeba odebrać, a słomę dowieźć. Wtedy nie ma znaczenia, ile maszyn widnieje w ewidencji. Znaczenie ma ta, która właśnie jedzie.

 

Grzegorz Antosik

Grzegorz Antosik

Redaktor naczelny atr express

Chcesz dowiedzieć się więcej? Czytaj atr express - zamów:

Bezpłatny egzemplarz Prenumeratę

YouTube atrexpress

zobacz więcej

Valtra Serie N 135 w rodzinnym gospodarstwie Państwa Pszonka! #valtra #atrexpress #rolnictwo


On 'Play' external media is loaded and the privacy policy of YouTube applies

Pokaz systemu TIM w Braszowicach!


On 'Play' external media is loaded and the privacy policy of YouTube applies

Bądź na bieżąco! Zapisz się do newslettera