Zamiast wymieniać ciągnik, zmienili jego parametry
Wykorzystywany w Kałęczynie-Walochach zaczepiany wóz paszowy RMH Mixell 14 każdego dnia przygotowuje trzy, a czasami cztery zbiorniki TMR-u. Współpracujący z nim John Deere 6090 RC wykonuje rocznie ok. 750-800 mth, a poza żywieniem pracuje także w transporcie, przy zwożeniu bel i ze zgrabiarką.
Wraz ze wzrostem stada rosła jednak ilość przygotowywanej paszy. Według Wojciecha Łuby początkowo ciągnik dysponował mocą ok. 90 KM i przy ok. 4 t mieszanki zaczynał wyraźnie odczuwać obciążenie.
– Czułem brak mocy przy załączaniu. Wystarczył lekki podjazd i już czułem obciążenie – wspomina.
Ciągnik była jednak sprawny. Zamiast więc wymieniać go na większy, Łuba zwrócił się do firmy Optiagro. Według jego relacji moc zwiększono z ok. 90 KM do ok. 120 KM. W chwili modyfikacji ciągnik miał ok. 6500 mth, dziś licznik wskazuje ok. 8000 mth. Najbardziej wymowne porównanie daje jednak nie licznik, lecz sam paszowóz.
– Diametralnie jest to inny ciągnik. W tej chwili przygotowuję jednorazowo prawie 6 ton paszy i ciągnik tego nie odczuwa – ocenia Łuba.
Optiagro rozpoczyna pracę od pomiaru parametrów konkretnej maszyny. Następnie odczytywany jest plik ze sterownika i na jego podstawie przygotowywane jest zmodyfikowane oprogramowanie, które trafia z powrotem do technika i jest wgrywane do ciągnika. Firma tłumaczy, że nawet dwa egzemplarze tego samego modelu po kilku tysiącach motogodzin mogą pracować inaczej, dlatego program przygotowywany jest pod konkretną maszynę.
Standardowo procedura trwa do ok. 2 h., choć problemy z komunikacją ze sterownikiem lub synchronizacją mogą ją nieco wydłużyć. Podstawowym warunkiem jest elektroniczny sterownik umożliwiający odczyt i przeprogramowanie - w starszych, czysto mechanicznych konstrukcjach taka modyfikacja nie jest możliwa.
Co ważne, przedstawicielom Optiagro nie chodzi o uzyskanie możliwej maksymalnej mocy. Deklarowany przyrost ograniczają do ok. 25% parametrów wyjściowych. Większe zmiany oznaczałyby wzrost obciążenia silnika i jego osprzętu, w tym ryzyko problemów związanych z temperaturą pracy.
A wracając do Wojciecha Łuby, skoro podniesienie parametrów w „jelonku” z oznaczeniem 6090 RC się powiodło, przyszła pora na drugiego John Deer`a. Model 6830 Premium został przez niego kupiony jako używany z przebiegiem ok. 7000 mth, dziś pracuje m.in. z beczkowozem o pojemności 20 m³ i wykonuje ok. 1000 mth rocznie. I w tym przypadku przedstawiciele firmy określają zmianę parametrów na optymalnym poziomie 25%.
Przy modyfikacji silnika szybko pojawia się również pytanie o paliwo. Większa dostępność mocy i momentu przy niższych obrotach może w określonych warunkach ograniczyć zużycie paliwa. Łuba nie podaje jednak żadnej wartości.
– Nie mierzyłem nawet. Wcześniej robiłem jeden paszowóz, a teraz robię cztery – kwituje krótko.
I właśnie dlatego nawet nie próbuje porównywać spalania. Zmieniły się obciążenie, ilość przygotowywanej paszy i liczba cykli, więc wynik nie byłby miarodajny. Dla gospodarza ważniejsze jest to, że po ok. 1500 mth od modyfikacji ciągnik nadal wykonuje swoją codzienną pracę. Nie zmienił również dotychczasowych zasad obsługi serwisowej.