[ATR] Opinie użytkowników A-lima-Biswozy paszowe

Krowi catering z A-Lima-Bis

Data publikacji:
Krowi catering z A-Lima-Bis

Przykład gospodarstwa Rafała Radulskiego z miejscowości Wojtachy na Podlasiu pokazuje, że nie sposób dziś już sobie wyobrazić profesjonalnej produkcji mleka bez wozu paszowego. Co więcej, jego posiadanie jest koniecznością. Zastosowanie paszowozu w istotny sposób wpływa bowiem na znacznie mniejsze zapotrzebowanie na siłę roboczą, 

a w dłuższej perspektywie - również na poziom produkcji mleka.

Aby przekonać się o tym osobiście, wsiadłem w samochód, aby - dzięki dobremu skomunikowaniu za sprawą „A-dwójki” i „Ósemki” - w ledwie 4 godziny przemieścić się z Wielkopolski na Podlasie. A tam wystarczyło już tylko szybko minąć Białystok i skierować się kilkanaście kilometrów na północ, w kierunku Augustowa. Tam, nieco z boku wygodnej do jazdy zarówno latem, jak i zimą krajówki znajduje się miejscowość Wojtachy. Zrazu niepozorna, acz kryjąca w sobie kilka interesujących gospodarstw zorientowanych na produkcję zwierzęcą. Jedno z nich prowadzi Rafał Radulski, operujący na ok. 60 ha (w większości V i VI klasy), z których większość stanowią jednak dzierżawy - własnych gruntów ten młody rolnik ma 22 ha. Produkcja roślinna pełni funkcję usługową w stosunku do produkcji zwierzęcej, zapewniając zabezpieczenie bazy paszowo-objętościowej dla stada bydła liczącego niespełna 100 sztuk, z czego 36 stanowią krowy mleczne. Gospodarstwo specjalizuje się bowiem w produkcji mleka odstawianego do mleczarni w Mońkach - średnia mleczność krów kształtuje się na poziomie około 9400 litrów. – Jeszcze w starej „uwięziówce” udawało nam się osiągnąć średnią na poziomie 10 tysięcy litrów. A że przy wozie paszowym ta wydajność jeszcze powinna wzrosnąć, wydaje się, że do osiągnięcia jest wynik nawet 11 tysięcy - kwestia odpowiedniego zbilansowania paszy – przekonuje rolnik.

Listopadowa przeprowadzka

Pierwsze kroki w gospodarstwie kieruję wraz z gospodarzem do uruchomionej niemałym trudem w listopadzie 2021 r. nowej obory. – Prowadzę gospodarstwo od końca lutego 2018 r., kiedy zostało mi przekazane przez rodziców. Prawie natychmiast skorzystałem z pomocy dla „młodego rolnika”, za którą kupiłem belarkę walcową McHale F5500. Najważniejszą inwestycją była jednak budowa nowej obory, która ze względu na problemy z firmą niewywiązującą się należycie z umowy, trwała aż dwa lata. Pewne rzeczy musieliśmy sami kończyć, albo też szukać fachowców do pomocy. Teraz zaś będę się starał o zwrot pół miliona złotych z Agencji – wyjaśnia młody rolnik. Wraz z nowym okazałym obiektem, który spokojnie zmieści 50 krów, pojawiła się w końcu odpowiednia przestrzeń do pracy wozu paszowego, pierwszego w tym gospodarstwie. – Wcześniej całą paszę trzeba było przygotowywać ręcznie i dowozić ją taczkami.

Zresztą ze względu na ukształtowanie terenu i brak miejsca na manewry ciągnikiem nie było możliwości, aby wcześniej kupić taką maszynę, która - jak się szybko okazało - znacznie ułatwiła i przyspieszyła pracę – wyjaśnia Rafał Radulski. – Zdecydowałem się na „dwunastkę”, choć przy takim stadzie pewnie i „dziesiątka” by wystarczyła. Jednak doradca mnie przekonał, że z większego wozu pasza na pewno nie wypadnie. Myślę, że to był dobry ruch, bo może trochę dopłaciłem, ale mam za to więcej zapasu. A poza tym nigdy nie wiadomo, co życie przyniesie – dodaje użytkownik, niewątpliwie biorąc pod uwagę powiększenie stada.

Dobrze zmieszany

W efekcie, w gospodarstwie w Wojtachach zaczął pracować zakupiony wraz z wyposażeniem obory, bezpośrednio w firmie Belima - dilera maszyn produkowanych przez polskiego producenta - A-Lima-Bis, model Alimamix Evolution 12 (współpracujący na stałe z 80-konnym ciągnikiem Ursus 5714), którego zbiornik ma regularny kształt, bez załamań, co ułatwia przemieszczanie się materiału. Wóz paszowy wyposażony został we wzmocnioną rurę antywysypową przy krawędzi, która zapobiega wypadaniu materiału podczas mieszania. Rzut oka do wnętrza zbiornika wystarczył, aby przekonać się, że jego ściany i dennica zostały wykonane bardzo solidnie, z wysokojakościowej stali. Sercem wozu jest rzecz jasna wzmocniony ślimak o wysokości sięgającej około 4/5 wysokości zbiornika, co zapewnia dokładne mieszanie w  całej objętości. – Na początku wsypuję 10-20 kg słomy, potem jedną belę sianokiszonki, czyli w zależności od stopnia zagęszczenia - od 500 do 700 kg. Od kilku dni zacząłem jednak mieszać z sianokiszonką z pryzmy. Później wrzucam tonę kukurydzy i 100 kg paszy treściwej, która składa się z własnych zbóż gniecionych śrutownikiem. Jest też 45 kg śruty rzepakowej, tyle samo koncentratu, a także 30-kilogramowy worek paszy z Sano i 55-kilogramowa dawka kukurydzy mielonej w big-bagach. Do tego leję ok. 50 l wody. I taka mieszanka - 2,1-2,3 tony paszy wystarczy na dzień dla całego stada krów. A czego one nie zjedzą trafia do jałówek i byków – wymienia składniki krowiego „cateringu” użytkownik.

Drzwi zamiast taśmy

Przygotowanie składników paszy do mieszania - jak bywa w wielu gospodarstwach - zajmuje kilkadziesiąt minut - zestaw roboczy ciągnika i paszowozu musi przy tym poruszać się po podłożu utwardzonym (droga dojazdowa dla mleczarni), jak i po gołej ziemi, a zatem nieraz i w błocie. – Uważam, że TMR jest dobrze wymieszany. Rozdrabnianie ułatwiają mechaniczne przeciwnoże. Na początku musieliśmy opracować jakiś system i zobaczyć, jak krowy zareagują na taką ilość paszy, na taką ilość kukurydzy. Działaliśmy trochę na zasadzie prób i błędów, przez co wydajność na początku spadła, ale teraz - również po podpowiedziach doradcy żywieniowego z Sano - na szczęście wraca do wcześniejszych poziomów – twierdzi Rafał Radulski. – Krowy jedzą wszystko, aczkolwiek często grzebią i szukają lepszych składników. Przez to jest sporo pracy, bo dość często muszę paszę z powrotem podrzucać – dodaje.

Jeśli chodzi o wyposażenie, to Alimamix Evolution ma także: wagę elektroniczną, przekładnię dwubiegową, magnes, nogę podporową i platformę inspekcyjną. A jeśli chodzi o sposób wysypu, to Pan Rafał rozważał zakup taśmy wyładowczej z przodu, ale ostatecznie zdecydował się na proste drzwi boczne z zasuwami hydraulicznymi skierowane na prawą i na lewą stronę. Uczynił to z wygody, gdyż doradca sugerował rozwiązanie z taśmą wyładowczą z przodu wozu.

Spacer po gospodarstwie dobiega końca, gdy rolnik zdradza plany na najbliższą przyszłość. Oczywiście, przy zachowaniu odpowiedniej ostrożności, są to dalsze inwestycje - zakup ładowarki teleskopowej, większego wozu asenizacyjnego (obecnie „na stanie” jest beczka o pojemności 5 m³). Warto będzie znów za jakiś czas odwiedzić to gospodarstwo, także i po to, aby sprawdzić, jak radzi sobie paszowóz firmy A-Lima-Bis, tym bardziej że póki co opinia na temat użytkowanej maszyny jest pozytywna i użytkownik nie żałuje swojego wyboru...

Polecamy powiązane produkty z naszego sklepu:

Chcesz dowiedzieć się więcej? Czytaj atr express - zamów:

Bezpłatny egzemplarz Prenumeratę

Reklama
Najnowsze artykuły:
Reklama

Najnowsze z kategorii

Bądź na bieżąco!
Zapisz się do newslettera

Wyrażam zgodę na otrzymywanie od Boomgaarden Medien Sp. z o.o. treści marketingowych (newsletter) za pośrednictwem poczty elektronicznej w tym informacji o ofertach specjalnych dotyczących firmy Boomgaarden Medien Sp. z o.o. oraz jej kontrahentów.