Jedna maszyna zamiast trzech
Przez 16 lat podstawą żywienia był wóz paszowy zaczepiany producenta ze Środy Wielkopolskiej - Alimamix Evolution z pionowym systemem mieszania, o pojemności 12 m³, dobranym pierwotnie na ok. 50 sztuk dojnych. Intensywnie eksploatowana maszyna dobrze sprawdziła się „w boju”. Przykład? Przez cały ten czas pracowała z tą samą przekładnią. A choć po latach intensywnej eksploatacji wyremontowano ślimak i dolną część kosza mieszającego - był to naturalny efekt zużycia, a nie awarii.
Wraz ze wzrostem liczebności stada coraz wyraźniej okazało się jednak, że problemem nie jest już jakość TMR-u, lecz czas. Obsługa pięciu-sześciu wozów dziennie, przy pracy ciągnikiem i ładowarką, zajmowała nawet 5-6 h.
– Sprzątanie i zadawanie paszy to praca codzienna. Samojazd skrócił nam ją o około trzy godziny dziennie – mówi Wojciech Frątczak, z Dojutrowa koło Kalisza, pracujący „na co dzień” wozem paszowym.
Wybór wozu samojezdnego padł rzecz jasna na propozycję firmy Alima-Bis. Testowany paszowóz samojezdny pracuje w gospodarstwie w wersji o pojemności 14 m³, mniejszej niż typowe 16 m³, z uwagi na mniejszą wysokość zbiornika dopasowaną do wjazdu do obory. To rozwiązanie „na teraz”, ponieważ docelowo, najbardziej racjonalnym wyborem byłaby pojemność około 18 m³, zapewniająca zapas na dalszy rozwój produkcji mleka.
Przejście z wozu zaczepianego na samojezdny oznaczało przede wszystkim dużą zmianę w organizacji pracy. Zamiast przesiadania się między ciągnikiem, ładowarką teleskopową i paszowozem, cały proces - pobieranie paszy, załadunek, mieszanie i rozdawanie - odbywa się w jednej maszynie. – Samojazd bardzo udogodnił nam pracę codzienną. Można powiedzieć, że skrócił czas pracy o nawet trzy godziny dziennie. Teraz przygotowanie jednego wozu zajmuje raptem 25 minut – przekonuje Wojciech Frątczak.
Praktyka przy stole paszowym
Kluczowym elementem paszowozu jest frez pobierający paszę z silosu. Wcześniej stosowany chwytak powodował wyrywanie paszy, napowietrzanie pryzmy i jej nagrzewanie, a w efekcie straty jakościowe kiszonki. Frez równo odcina czoło pryzmy, ogranicza dostęp tlenu i stabilizuje temperaturę kiszonki. Efekt został sprawdzony praktycznie - żywieniowiec wykonywał pomiary, również kamerą termowizyjną, i potwierdził, że kiszonka nie wykazuje oznak wtórnego nagrzewania. Dodatkową korzyścią jest porządek w silosie - brak „podgryzania” pryzmy od dołu i resztek zalegających na posadzce.
Za mieszanie odpowiada pionowy ślimak - rozwiązanie dobrze znane użytkownikowi z wcześniejszych maszyn Alima-Bis. Dwustronny, wysuwany przenośnik taśmowy umożliwia zadawanie paszy z jednej lub z obu stron stołu. Efekt oceniany jest przy stole paszowym: struktura TMR-u na początku i na końcu stołu pozostaje taka sama (brak „wyjadania” lepszych frakcji), co ma bezpośredni wpływ na równomierne pobieranie paszy przez krowy. Warto przy tym dodać, iż w gospodarstwie regularnie wykonywane są analizy i pomiary paszy, szczególnie przy zmianie pokosu lub w trakcie wybierania kolejnych warstw pryzmy.
Testowana technologia
Doświadczenia z gospodarstwa Romana Frątczaka wpisują się w szerszą ofertę producenta. Alima-Bis od lat produkuje wozy paszowe z serii Alimamix Evolution o pojemnościach od 4 do 50 m³, a ich rozwinięciem jest pierwszy polski samojezdny wóz paszowy - Alimamix Motion.
Maszyna napędzana jest silnikiem Volvo o mocy 129 kW, spełniającym normę Stage V dzięki zastosowaniu układu DPF i systemu AdBlue. Napęd przenoszony jest na dwie osie, obie skrętne, co pozwoliło uzyskać średnicę zawracania wynoszącą jedynie 12,5 m. W praktyce przekłada się to na bardzo dobrą manewrowość, którą można potwierdzić w podkaliskim gospodarstwie. Prędkość jazdy do 40 km/h ułatwia przemieszczanie się po gospodarstwie i pobieranie poszczególnych składników TMR-u. Układ jezdny oferuje kilka trybów pracy. Dwie osie skrętne usprawniają manewrowanie na ograniczonej przestrzeni, natomiast tryb „krab” okazuje się szczególnie przydatny podczas pracy przy silosach.
Frez o szerokości 2,1 m umożliwia pobieranie paszy z silosów o wysokości do 6 m. Materiał trafia do zbiornika, w którym za mieszanie odpowiada pojedynczy pionowy ślimak wyposażony w 14 noży o regulowanym kącie wychylenia. Prędkość obrotowa ślimaka sterowana jest automatycznie w zakresie 0-40 obr./min, a proces wspomagają dwa hydraulicznie sterowane przeciw noże.
Rozdawanie realizowane jest przez przenośnik taśmowy o zmiennym kierunku obrotów i zakresie wysunięcia 35 cm na każdą stronę. Pracę operatora wspiera system kamer, ułatwiający poruszanie się w ograniczonych przestrzeniach, a także umożliwiający bieżącą kontrolę struktury paszy i procesu jej zadawania.
Codzienna wygoda
Istotnym elementem maszyny jest system zarządzania pracą. Operator ma do dyspozycji przestronną, komfortową kabinę oraz dotykowy panel sterowania zintegrowany z dżojstikiem w podłokietniku. System oferuje różne tryby pracy - od codziennej obsługi, przez tryb serwisowy, po pełne monitorowanie parametrów maszyny. Przesiadka z wozu zaczepianego nie była natychmiastowa.
– Po krótkim okresie przyzwyczajenia obsługa stała się intuicyjna. Dziś wiem, że ten odzyskany czas to nie tylko mniej pracy, ale też większy spokój i lepsza organizacja całego dnia – podkreśla użytkownik.
Testowany egzemplarz przepracował w gospodarstwie blisko 150 h. W tym czasie, jako maszyna prototypowa, był na bieżąco dopracowywany na podstawie uwag użytkownika.
– Dobrze oceniamy współpracę z firmą A-Lima-Bis - podczas testów uwagi były na bieżąco uwzględniane, a kontakt z serwisem nie był problemem – kwituje Wojciech Frątczak.
Dziś paszowóz samojezdny w gospodarstwie w Dojutrowie nie jest już tylko ciekawostką. Stał się elementem większego systemu - obok robotów udojowych, własnej bazy paszowej i planów dalszego rozwoju stada.
– Najbliższe plany to dalszy rozwój udoju. Docelowo chcemy zwiększyć liczbę robotów udojowych, wraz z powiększaniem stada. Jeżeli chodzi o żywienie, to myślimy już o docelowym paszowozie samojezdnym o większej pojemności, tak żeby mieć zapas na przyszłość, a nie tylko na dzisiejszą obsadę. W dalszej perspektywie rozważamy także inwestycję w biogazownię opartą na gnojowicy. To jeszcze odległe plany, ale kierunek jest jasny - większa samowystarczalność i dalsza automatyzacja gospodarstwa – zwraca uwagę rolnik.
W nowoczesnej hodowli czas bywa bowiem równie cenny jak wydajność.