Dominoni w Łubowie
W gospodarstwie Tadeusza Pawlaka w Łubowie koło Gniezna, w 2018 r. pojawiła się 6-rzędowa przystawka do kukurydzy włoskiej marki Dominoni, współpracująca na co dzień ze stosunkowo dużym w odniesieniu do hederu kombajnem Claas Lexion 650. Zestaw ten z jednej strony wykorzystywany jest na własne potrzeby (powierzchnia, wraz z dzierżawami, ok. 250 ha - w tym 80 ha kukurydzy), z drugiej zaś - w prowadzonej działalności usługowej (250-300 ha rocznie).
–W mojej miejscowości jest dystrybutor marki Dominoni (należąca do Przemysława Pruchniewskiego firma Agrom - przyp. red.). A nie da się ukryć, że przystawka ta była trochę tańsza od Claasa - zdecydowałem się na tę konkretną maszynę, bo w mojej okolicy najwięcej pracuje siewników 6-rzędowych. I dziś mogę z czystym sercem powiedzieć, że spełnia moje oczekiwania - bez żadnych awarii, wystarczy ją odpowiednio serwisować
– mówi Tadeusz Pawlak.
Przystawka jest funkcjonalna, wykonana z solidnych materiałów, a przy tym lekka. Jej profil pozwala na pracę bardzo blisko podłoża, co gwarantuje dokładny zbiór kukurydzy (również leżącej i połamanej) w trudnych warunkach, a użytkownikowi niestraszny jest nawet deszcz. Istotne jest też to, że maszyna ma wykonane z materiału odpornego na zużycie całkowicie hartowane wałki wciągające o dużej średnicy, łożyskowane z przodu, z możliwością regulacji rozstawu.
W codziennej pracy sprawdza się rozdrabniacz łodyg z nożami obrotowymi umieszczonymi bezpośrednio pod wałkami wciągającymi. Dzięki niskiemu usytuowaniu noże rozdrabniacza pozwalają na równomierną, szybką i czystą pracę, przy minimalnym zapotrzebowaniu mocy. Rozdrabniacz jest w pełni niezależny od jednostek obrywacza, a koszty eksploatacji są bardzo niskie.
– Przystawka jest prosta w obsłudze. Z kabiny kombajnu mogę sterować płytami regulującymi szczeliny robocze, co jest szczególnie ważne, kiedy jest do zbioru jakaś specyficzna kukurydza, a prawidłowe działanie i dłuższą żywotność łańcuchów napędowych zapewnia układ centralnego smarowania. Szczególnie cenię sobie składaną hydraulicznie ramę hedera, z funkcją autoblokady w pozycji transportowej, dzięki czemu mogę praktycznie wszędzie przejechać
– zwraca uwagę rolnik.
Pięciorzędowy Emmarol
Cezary Śmigielski z miejscowości Krwony koło Turku siedem lat temu doszedł do wniosku, że poza prowadzeniem 11-hektarowego gospodarstwa postawi śmiało na usługi rolnicze.
– W 2018 r. korzystałem z unijnego dofinansowania i kupiłem kombajn Claas Tucano 320, idealny do niewielkich gospodarstw na terenie mojego działania. Claas, bo to dla mnie synonim najwyższej jakości maszyny żniwnej, która w skali roku pracuje na ok. 400 ha. Natomiast jeśli chodzi o przystawkę, wybrałem firmę Emmarol, którą spotkałem na targach w Bednarach. Zaczerpnąłem nieco opinii na ten temat i zdecydowałem się na produkt krajowy, przy okazji znacznie tańszy od konkurencji. I po dotychczasowym użytkowaniu mogę powiedzieć, że jakość tej przystawki jest adekwatna do ceny
– przekonuje Cezary Śmigielski.
– Zakupiłem przystawkę 5-rzędową, gdyż jego ciężar jest podobny do hedera zbożowego o szerokości roboczej 4,3 m. Nie potrzebuję zatem zmieniać każdorazowo ciśnienia w gruszkach gazowych. Poza tym przemieszczanie takim zestawem w promieniu 15-20 km nie nastręcza większych kłopotów, bo przy szerokości 4 m jest on niewiele szerszy niż koła kombajnu – dodaje.
Użytkownik komplementuje wysoką jakość zbioru. Zespół zbierająco-podający jest wyposażony w dwustronne noże zrywające napawane spiekanymi węglikami, regulację ostrzy można wykonywać podczas jazdy.
– Jako dodatkową opcję wziąłem też trzynożowy docinacz odpowiadający za rozdrabnianie łodyg. Rolnicy, u których wykonuję usługi, są zadowoleni z tego rozwiązania. Poza tym przystawka dzięki ślimakom zgarniającym dobrze zbiera łodygi, a radzi sobie również z leżącą kukurydzą - jest tylko jeden warunek: pole musi być idealnie uprawione przed siewem. A wtedy żaden problem, aby spokojnie zebrać 2 ha kukurydzy w ciągu godziny, o ile oczywiście rolnicy zapewnią wystarczającą ilość środków transportu
– zauważa Cezary Śmigielski.
W standardowej kompletacji hederu znajduje się centralne smarowanie, które pozwala ograniczyć codzienną konserwację.
– A po sezonie przystawkę trzeba umyć, wyczyścić, porozbierać listwy i przesmarować - dzięki temu później mam cały rok spokoju. Tym bardziej że koszt eksploatacji nie jest wysoki - w tym roku wymieniłem kilka łożysk na zębatkach od łańcucha i na wałkach ciągających, a także dla pewności skróciłem nieco łańcuch napędzający, do którego dostęp - za sprawą uchylnych osłon bocznych - jest bardzo łatwy. Z takimi rzeczami nie mam żadnych problemów, aby zrobić je we własnym zakresie, bo poza wykształceniem mechanicznym pierwsze co robię, to czytanie instrukcji obsługi od deski do deski. Choć nawet i to nie zabezpieczyło mnie przed zbyt mocnym przesmarowaniem sprzęgła
– mówi użytkownik.