– Jeśli wcześniej coś trwało godzinę, teraz zajmuje to 20 minut, a czasem nawet mniej. Do tego nasze urządzenia są ciche – w wersji bateryjnej lub hydraulicznej – nie generują hałasu i nie wymagają zewnętrznego źródła prądu. To duża zaleta na placach budowy – dodaje. Bezpieczeństwo to kolejny kluczowy aspekt. – Przyssawki nie uszkadzają płyt. Nawet jeśli odetnie się zasilanie, mamy kilka do kilkunastu sekund na bezpieczne odłożenie elementu. Przy wyższych wysokościach stosujemy podwójne zabezpieczenia – wszystko zgodnie z europejskimi normami, które są szczególnie restrykcyjne np. w Niemczech.
Firma z Wolsztyna kładzie duży nacisk na rozwój. – Wszystko, co zarabiamy, inwestujemy w nowe rozwiązania. Mamy trzech inżynierów, którzy na bieżąco opracowują prototypy w oparciu o rozmowy z handlowcami i klientami. Często na targach słyszymy, czego przedstawiciele różnych branż potrzebują, i dostosowujemy urządzenia do ich wymagań. Choć firma oferuje również standardowe rozwiązania, takie jak przyssawki dla brukarzy, nie boi się realizować projektów indywidualnych. – Jeśli klient pracuje tylko z jednym konkretnym rodzajem płyty, tworzymy przyssawkę wyłącznie pod ten format. Rzadko zdarza się, żebyśmy nie dali rady czegoś zaprojektować – mówi Dagmara Łukawska. Co istotne, firma ma proces produkcyjny pod pełną kontrolą. – Jedynie malowanie proszkowe zlecamy zaprzyjaźnionej firmie z Wolsztyna. Wiadomo, że nie produkujemy sami śrubek, ale wszystkie kluczowe elementy są nasze – dodaje rozmówczyni.
Targi oknem na świat
Eksport stanowi coraz większy udział w sprzedaży. – Dwa lata temu największym rynkiem poza Polską była Kanada, a zaraz potem Niemcy i nasi południowi sąsiedzi – Czechy oraz Słowacja. Obecnie szukamy kolejnych dystrybutorów. Nasze produkty dobrze wypadają w niezależnych porównaniach – nie zawsze wygrywamy ceną, ale przewagę daje nam jakość, funkcjonalność oraz design – podkreśla przedstawicielka firmy. Dzieje się tak również dlatego, że Catchshift przykuwa zainteresowanie zwiedzających na wielu imprezach targowych, takich jak kwietniowa Bauma w Monachium.
– Trzy lata temu wystawialiśmy się tam po raz pierwszy. W tym roku nasza obecność jest silniejsza. Mamy więcej osób, które rozmawiają z potencjalnymi partnerami. Myślimy także o Bauma China czy targach w Las Vegas. Nie zamykamy się na żaden rynek. Widzimy już doskonale, że to przynosi efekty. Sukcesy odnosimy na rynku kanadyjskim, gdzie trafiliśmy właśnie dzięki kontaktom z targów. Wystawiamy się intensywnie, ale selektywnie – nie każde targi są warte uwagi – zaznacza Dagmara Łukawska.
Odnowiona marka
Firma Catchshift właśnie przechodzi rebranding. – Mamy nowe logo, a wkrótce zmienią się także inne elementy, z nowoczesną kreską. Mam nadzieję, że odbiór będzie pozytywny. Nie zmienia się za to filozofia działania, według której feedback z rynku to podstawa. To on pozwala nam rozwijać nie tylko firmę, ale całą branżę urządzeń tego typu – mówi przedstawicielka firmy. Trzeba dodać, że producent przez cały czas pracuje nad nowymi produktami – Catchshift legitymuje się taką liczbą prototypów, iż mógłby w krótkim czasie dodać kolejną stronę do katalogu produktowego.