Rewolucja w branży
Oznacza to, że w najbliższej dekadzie Polska pozostanie wielkim placem budowy. Zmienią się jednak - i to istotnie - priorytety, a wraz z nimi charakter projektów inwestycyjnych, jakie będą realizowane za europejskie pieniądze. Aby osiągnąć założone przez Wspólnotę cele energetyczne, niezbędny jest bowiem rozwój złożonej infrastruktury opartej o odnawialne źródła energii, których udział w produkcji energii elektrycznej ma do 2030 r. ulec podwojeniu, osiągając w całej UE poziom 60%. To oznacza niemal rewolucję - nie tylko dla polskiego sektora energii, ale też dla całej rodzimej branży budowlanej i technologicznej.
– Wszyscy znamy opowieści o starożytnych budowniczych mostów, zamków i twierdz, którzy po wykonaniu zadania byli skazywani przez swych władców na śmierć. Unikatowa wiedza, jaką posiedli oni podczas budowy, pod żadnym pozorem nie mogła trafić w ręce wroga. Choć dziś historie te wydają nam się okrutne, jest w nich ukryta mądrość, wynikająca z troski o strategiczne interesy państwa. Podobnej refleksji potrzeba nam wszystkim także dzisiaj. Infrastruktura, jaka powstanie w Polsce najbliższej dekadzie, zdefiniuje bowiem poziom naszego bezpieczeństwa energetycznego na kolejne pokolenia. Dzięki wsparciu algorytmów i sztucznej inteligencji znaczna część tej infrastruktury będzie zdolna do przetwarzania ogromnej ilości wrażliwych danych. Czy jako państwo możemy sobie pozwolić na to, by kody dostępu do tych danych były pisane w obcych alfabetach? – pyta retorycznie prezes spółek IDS-BUD i DIM Construction.
– Zanim przystąpimy do realizacji nowych priorytetów energetycznych i infrastrukturalnych powinniśmy zatem na nowo przemyśleć nasze otoczenie prawne. Przykłady Niemiec i Francji pokazują, że - przy zachowaniu obowiązujących w UE reguł dotyczących swobody przepływu ludzi i usług - możliwa jest skuteczna ochrona rodzimych rynków w kluczowych dla bezpieczeństwa sektorach. W krajach tych obowiązują przemyślane i dopracowywane przez lata regulacje dotyczące zamówień publicznych, których dopełnieniem są systemy certyfikacji dla określonych sektorów i rynków pracy. Efektem jest wysoki poziom ochrony przed generalnymi wykonawcami i podwykonawcami, którzy - oferując niską cenę - nie są w stanie zagwarantować wymaganej jakości obiektów i ich bezpieczeństwa pod kątem strategicznych interesów państwa – uzupełnia Idzik.
– Wprawdzie kolejna perspektywa budżetowa już się rozpoczęła, nie jest jeszcze za późno, by podobne regulacje wprowadzić również w Polsce. Celem bynajmniej nie jest protekcjonizm, a zachowanie równych zasad konkurencji dla wszystkich uczestników jednolitego europejskiego rynku. Jako krajowa branża budowlana wielokrotnie udowodniliśmy, że posiadamy unikatowe kompetencje i dostęp do nowoczesnych technologii. Czas, by otoczenie prawne w równym stopniu promowało jakość wykonania i bezpieczeństwo obiektów o strategicznym znaczeniu, a nie tylko z pozoru niską cenę. W przeciwnym razie rzeczywistą cenę „taniej” infrastruktury energetycznej będziemy ponosić wszyscy przez kolejne dziesięciolecia
– komentuje Marcin Idzik.