Na tegorocznej edycji Agro Show Krukowiak pokazał szeroki przekrój produkcji - od maszyn uprawowych i warzywniczych po opryskiwacze. Największą konstrukcją był samojezdny Herkules ze zbiornikiem 6200 l i belką polową 36 m. Wcześniej największa wersja miała 5200 l i belkę 30 m.
Drugą istotną nowością był opryskiwacz zaczepiany Goliat 8000 l z belką 36 m. Podzielono ją na 18 sekcji sterowanych pneumatycznie. To rozwiązanie pośrednie pomiędzy klasycznym sterowaniem sekcyjnym a droższym indywidualnym sterowaniem każdym rozpylaczem.
Zaawansowane wyposażenie nie jest jednak zarezerwowane dla największych modeli. Opryskiwacz zawieszany Heros o pojemności 2000 l można połączyć ze zbiornikiem czołowym 1500 l, uzyskując łącznie 3500 l, a następnie wyposażyć go w rozwiązania stosowane także w dużych maszynach.
Nie większa maszyna, lecz lepiej wykorzystana
To właśnie precyzję Żywiczka wskazuje jako jeden z najważniejszych kierunków. GPS i automatyczne wyłączanie sekcji są już rozwiązaniami dobrze sprawdzonymi. Coraz częściej sterowanie schodzi na poziom pojedynczego rozpylacza. W odpowiednio skonfigurowanej maszynie operator może wybierać rozpylacz z terminala, a system może przełączać je automatycznie zależnie od prędkości jazdy czy mapy zmiennego dawkowania.
– Jeżeli możemy oszczędzić na przykład 10% środków ochrony roślin, to jak podliczymy jaki jest to koszt w skali roku, może on być na poziomie całego zysku z gospodarstwa – mówi Tomasz Żywiczka.
Według niego oszczędności należy jednak rozpatrywać szerzej: od prób glebowych i właściwego nawożenia po takie skonfigurowanie maszyn, aby nawóz lub śor trafiał tylko tam, gdzie jest potrzebny.