Dziś na rynku wygrywa ten, kto ma maszyny. Jak wygląda obecnie dostępność maszyn Giant?
Zgadza się, my też to obserwujemy, rozmawiamy z producentami innych marek i wiemy, że tych maszyn brakuje. My mamy dość ładowarek, bo w zeszłym roku poczyniliśmy duże zamówienia, a i tak przyjechało do nas mniej maszyn ze względu na problemy z dostępnością komponentów do produkcji. Brakuje np. silników od Kuboty do większych modeli, a także drobnych komponentów, które blokują dalszą produkcję i sprzedaż.
W tym roku już złożyliśmy zamówienia na przyszły rok, oczywiście większe niż rok temu, bo prawdopodobnie trend z problemami w dostępności się jeszcze jakiś czas utrzyma. Jeżeli chodzi o sprzedaż, to w tym roku do czerwca była bardzo dobra, na 2022 r. planujemy sprzedać 100 maszyn, a na rok 2023 już 150. W zeszłym roku także zrealizowaliśmy nasze cele, sprzedaliśmy całe zamówienie, które dostaliśmy. Budując sieć dilerską, szacujemy moce produkcyjne i ilość maszyn, jaką możemy wprowadzić na rynek. Jeżeli chcemy sprzedawać maszyny, musimy je mieć.
Pozyskujemy dużych dilerów, z obszernym terenem działania, którzy posiadają odpowiednie zaplecze serwisowe. Nie zostawiamy nigdy naszych klientów w potrzebie - kładziemy na to duży nacisk. W tej chwili mamy 10 dilerów, rozmowy trwają z trzema kolejnymi, myślę, że docelowo będzie ich 15 na całą Polskę.
Specjalizujecie się Państwo w sektorze miniładowarek. Co w tym asortymencie sprzedaje się najlepiej?
Praktycznie wszystko, bestsellerem jest np. model G2200HD, inne wersje takie jak 1100 i 1200 Tele, modele G1500, G2700 również są chętnie wybierane. Większe ładowarki są częściej nabywane w wersjach teleskopowych. Gospodarzom chodzi tutaj o dużą wysokość podnoszenia, co jest ważne przy układaniu stogów czy przygotowywaniu paszy. Oprócz rolnictwa obsługujemy także takie sektory jak: ogrodnictwo, sadownictwo, działalność komunalna na terenach zielonych, utrzymanie zieleni miejskiej, serwis prac zimowych oraz budownictwo.
Dla tego ostatniego sektora mamy specjalne maszyny z ramą w wersji X2 o niższym załadunku, ale o dużo większych udźwigach. W przyszłym roku bardziej chcemy rozwijać się właśnie w sektorze budowlanym - na dzień dzisiejszy jest to ok. 10-15% naszej sprzedaży. Do tej pory większe udziały mamy w rolnictwie, ponieważ nasi dilerzy to głównie ludzie działający w tej branży.
Czy to znaczy powołanie do życia osobnej sieci dilerskiej?
Mamy dwie koncepcje rozwiązania tej kwestii. Możliwe, że rozbudujemy obecną sieć lub zorganizujemy dedykowaną sieć budowlaną, która będzie się jednak pokrywała z naszym obszarem działań w rolnictwie. Odpowiednie decyzje zapadną do końca roku.
Jakie są obecnie nastroje zakupowe wśród rolników?
Generalnie pozytywne, sprzedaż cały czas rośnie, potrzeby są też coraz większe. Brakuje rąk do pracy, a nasze maszyny mogą zastąpić 5-6 pracowników naraz. Gospodarze widzą, że ładowarki są wielofunkcyjne, mogą pracować w rolnictwie, w hodowli zwierząt, a np. zimą można je wykorzystać do odśnieżania. Jest to tak uniwersalne urządzenie, że przyda się każdemu.
A jak wygląda rynek minimaszyn tego typu w Polsce?
Rozwija się bardzo dynamicznie, szacujemy, że jest to już ok. 1400-1500 sztuk rocznie. Z marką Giant celujemy, żeby już w przyszłym roku zdobyć 10% tego rynku - myślę, że jest to możliwe do zrobienia. Mamy jednak dużą konkurencję ze strony marek azjatyckich. Klienci, którzy mają niższe środki finansowe, decydują się na tańsze chińskie odpowiedniki. Giant jednak pozycjonuje się jako marka Premium na rynku europejskim - pod względem udziałów rynkowych obecnie plasujemy się na miejscu drugim.
W zeszłym roku Giant wyprodukował 6100 sztuk maszyn. Polski rynek jest chłonny i w kategorii ładowarek bardzo dobrze się rozwija. Marka Giant jest stosunkowo młoda, a mimo to jest już dobrze rozpoznawalna. Konkurujemy wysoką jakością produktów i atrakcyjną ceną. W tym roku niestety ceny są bardzo niestabilne, my też mieliśmy podwyżki i koszty zakupu naszych maszyn poszły w górę. Kurs euro też odgrywa tutaj ważną rolę, ale jakoś sobie z tą sytuacją radzimy.
Dziękujemy za rozmowę.