Wiele czynników utrudnia prognozowanie nowego roku w technice rolniczej 2026.
To prawda, prezydent Stanów Zjednoczonych jest najpotężniejszym człowiekiem świata. Jego kraj dysponuje najsilniejszą machiną militarną globu, a gospodarka USA - dzięki dynamicznemu rozwojowi sztucznej inteligencji (AI) - nadal pozostaje w światowej czołówce. Jednak znaczenie Stanów Zjednoczonych jako wieloletniego gwaranta wolności i demokracji, motoru światowej gospodarki oraz promotora wolnej konkurencji i innowacji zostało w dużej mierze zniszczone przez Donalda Trumpa już w ciągu mniej niż roku jego drugiej kadencji.
Co szczególnie ironiczne, największymi przegranymi są najbardziej lojalni wyborcy republikańskiej partii Trumpa - farmerzy. A wraz z nimi także trzej najwięksi producenci maszyn rolniczych na świecie. Deere jako lider branży oraz numer 3. - AGCO, jako spółka-matka marek Fendt, Valtra, Massey Ferguson i Challenger - to mimo międzynarodowej produkcji w istocie firmy amerykańskie. Także włoski CNH Industrial, wywodzący się z dawnego koncernu Fiat, będący numerem 2. w branży i notowany na giełdzie w Holandii, jest zarządzany ze Stanów Zjednoczonych. Nie jest to zaskoczeniem, ponieważ USA - ze względu na ogromne areały rolnicze oraz wysoki poziom mechanizacji połączony z dużą innowacyjnością - od dekad należą do czołowych eksporterów żywności i produktów rolnych na świecie, szczególnie zbóż, soi, mięsa i bawełny.
Jednak właśnie w obszarze międzynarodowych relacji handlowych dotyczących produktów rolnych, które przez długie lata były mozolnie wyważane - Stany Zjednoczone wspierały niegdyś nawet Związek Radziecki dodatkowymi dostawami w czasie nieurodzaju - administracja Trumpa ponownie stawia na wojny handlowe, m.in. z głównym odbiorcą, czyli Chinami. Skutek jest taki, że nie tylko amerykańscy farmerzy wstrzymują się z nowymi inwestycjami w technikę z powodu nieprzewidywalnych ryzyk. Także na rynkach pozornie mniej zależnych od USA, takich jak Australia czy Nowa Zelandia, panuje duża ostrożność przy zakupach nowych maszyn.
Nawet w Ameryce Południowej, z Brazylią jako super-eksporterem produktów rolnych, który w dużym stopniu korzysta na konflikcie USA-Chiny, gospodarstwa rolne obawiają się wysokiego ryzyka wynikającego z chaotycznej polityki Trumpa. Jakby nie wystarczało, że produkcja rolna - a wraz z nią inwestycje rolników - zależy od lokalnych warunków pogodowych (oraz coraz wyraźniej od skutków niepodważalnych zmian klimatu), to jeszcze brak przewidywalności decyzji aktualnego lokatora Białego Domu kosztuje amerykańskie rolnictwo - a tym samym jego wyborców - miliardy dolarów.
Ponieważ dziś nawet rozwój pogody da się przewidzieć lepiej niż decyzje prezydenta USA w kwestii ceł i handlu, rolnicy na całym świecie wstrzymują się z nowymi inwestycjami. Nie dość, że ceny surowców rolnych zależą od możliwości handlowych, to także ceny maszyn rolniczych stały się trudne do skalkulowania z powodu ciągłych zmian taryf celnych.
Cła mocno hamują rynek
Jak silnie cła uderzają w producentów maszyn rolniczych, pokazuje przykład koncernu Deere. W minionym (przesuniętym) roku obrotowym przychody spadły o 12%, natomiast zysk netto zmniejszył się aż o 29%. Prezes Deere, John C. May, wskazuje przy tym również na wzrost cen surowców, takich jak stal czy opony, które Deere musi kupować za granicą. Choć administracja Trumpa chętnie podkreśla, że przedsiębiorstwa powinny kierować się zasadą „buy american”, wiele dóbr w Stanach Zjednoczonych po prostu nie jest dostępnych albo krajowy przemysł nie byłby w stanie ich wyprodukować - lub zrobiłby to wyłącznie po nieakceptowalnie wysokich cenach.
Również japoński koncern Kubota, który od lat produkuje maszyny rolnicze i budowlane także w USA, został mocno dotknięty chaosem celnym. Zagrożone są już miejsca pracy w Stanach Zjednoczonych. Z kolei niemiecka firma Krone - której znaczna część eksportu trafia do USA - czasowo wstrzymała dostawy maszyn samojezdnych, takich jak sieczkarnie, na rynek amerykański. Należy bowiem kalkulować nie tylko cła importowe na całe maszyny, lecz także oddzielne opłaty za udział stali i aluminium.
Dodatkowym utrudnieniem w sektorze maszyn rolniczych jest fakt, że także w amerykańskich koncernach coraz większą część oferty produktowej stanowią rozwiązania opracowane w europejskich spółkach zależnych. Przejęcie firmy Lanz przez John Deere było początkowo jedynie krokiem w celu lepszego zakotwiczenia się na rynku niemieckim i europejskim. Dziś jednak kluczowe serie maszyn Deere są nie tylko w całości rozwijane w Europie, lecz również tam produkowane - i to z dużym sukcesem.
Teoretycznie mogłoby to być atutem dla międzynarodowych koncernów. Jednak z jednej strony rynek północnoamerykański jest zbyt istotny, by ograniczenie zakupów w USA mogło zostać zrekompensowane lepszymi wynikami w Europie. Z drugiej strony amerykańskie zawirowania na rynku surowców rolnych destabilizują także rolników między Gibraltarem a Laponią, co prowadzi do rezygnacji z wielu planowanych inwestycji.
Pośredni, ale istotny wpływ na planowanie gospodarstw w Europie ma także rola USA w wojnie Rosji z Ukrainą. Owszem, dostawy ukraińskich produktów rolnych w mniejszym stopniu niż w poprzednich latach obciążają rynek Europy Zachodniej, ponieważ Bliski Wschód, Afryka Północna oraz kraje regionu coraz częściej ponownie kupują z Ukrainy. Jednak rosyjskie ataki na ukraińskie terminale przeładunkowe nad Morzem Czarnym nasilają się, a Ukrainie zaczyna brakować rakiet obrony przeciwlotniczej z dostaw amerykańskich. Po raz kolejny to nieprzewidywalna polityka Trumpa wprowadza niepewność w całe regiony oddalone od USA o tysiące kilometrów.
Producenci dużych ciągników nieoficjalnie informują, że popyt z Ukrainy ostatnio zaskakująco wzrósł, podobnie jak liczba zamówień z krajów bałtyckich zagrożonych przez Rosję. Jednak nikt nie jest w stanie stwierdzić, czy jest to trwały trend i jak długo się utrzyma. Możliwe, że są to jedynie inwestycje zastępcze za maszyny pochodzenia rosyjskiego.
Rosnące koszty pracy również odgrywają istotną rolę. W USA związki zawodowe w przemyśle maszyn budowlanych i rolniczych, mimo trudnej sytuacji gospodarczej, wynegocjowały wyraźne podwyżki płac. W Niemczech z kolei IG Metall - mimo znacznych wzrostów w ostatnich latach - ponownie domaga się 5% podwyżki i grozi strajkami ostrzegawczymi. W obliczu niedoboru wykwalifikowanych pracowników po obu stronach Atlantyku, pracodawcy - z myślą o lepszych czasach - wciąż unikają redukcji zatrudnienia.
Choć Agritechnica, dzięki nagrodom targowym, korzystnym warunkom wcześniejszych zakupów oraz atrakcyjnym innowacjom, nieco poprawiła nastroje w branży, efekt dla handlu maszynami rolniczymi pozostaje na razie niewielki. Producenci i dilerzy wciąż pracują nad redukcją wysokich stanów magazynowych. Według organizacji dilerskich nie widać także wyraźnego ożywienia na rynku maszyn używanych, choć przynajmniej ma on utrzymać się na poziomie roku poprzedniego. Jedynym jasnym punktem dla producentów i handlowców pozostaje serwis - obszar relatywnie wysokomarżowy - którego obroty rosną w Ameryce, regionie Azji i Pacyfiku oraz w Europie o 3-5%.
W związku z tym AGCO próbuje intensywniej sprzedawać nowe technologie także w formie doposażeń do już sprzedanych maszyn. Jeśli rolnicy nie chcą lub nie mogą inwestować w nowe urządzenia, mają przynajmniej zostać stopniowo wprowadzani w świat inteligentnego rolnictwa i sztucznej inteligencji - a przy okazji pozostać lojalni wobec marek koncernu. Po miliardowej inwestycji w PTX Trimble AGCO nie może sobie pozwolić na opóźnianie wdrażania własnych rozwiązań sprzętowo-programowych na pola i do komputerów rolników.
Zwycięski marsz sztucznej inteligencji
Eksperci branżowi są zgodni, że podobnie jak niegdyś w przypadku wielkich platform mediów społecznościowych - takich jak Instagram, TikTok czy WhatsApp - również w technice rolniczej kluczowe znaczenie będzie miało wczesne zdobycie udziałów rynkowych, które zadecydują o późniejszym sukcesie i sile rynkowej. Po rolnictwie precyzyjnym i inteligentnym, to właśnie dynamiczny rozwój sztucznej inteligencji staje się narzędziem kompleksowej cyfryzacji rolnictwa.
„Dane są nowym złotem” - mówiono już lata temu. Jednak nawet jeśli rolnicy dysponują dziś ogromnymi zbiorami danych, dopiero sztuczna inteligencja - dzięki łączeniu informacji z różnych systemów - umożliwia rzeczywiste wydobycie tego „skarbu wiedzy” i jego praktyczne przełożenie na wymierne korzyści finansowe.
Dotychczas, przy codziennych obowiązkach w gospodarstwie i na polu, dodatkowo obciążonych rosnącą biurokracją, tylko nieliczni szefowie gospodarstw mieli czas i kompetencje, by analizować zgromadzone dane w sposób pozwalający na wyciąganie praktycznych wniosków. Rolę odgrywała także niechęć rolników do dzielenia się danymi swojego gospodarstwa z innymi lub udostępniania ich zewnętrznym dostawcom.
Rozwiązania oparte na AI dają obecnie możliwość połączenia teorii cyfrowej z praktyką - bez konieczności pełnego zrozumienia całego zaplecza technicznego i bez ujawniania zbyt dużej ilości danych potencjalnym konkurentom. Nie stanie się to jednak w tempie, jakie obiecują prorocy AI. Gospodarstwo rolne jest zbyt złożonym organizmem, funkcjonującym w warunkach wielu niepewności, z pogodą na czele. W pierwszej kolejności kluczowe będzie połączenie danych polowych, zbieranych przez maszyny od siewu do zbioru, z informacjami z dronów i analiz satelitarnych. Na podstawie takiego georeferencyjnego zbioru danych AI może rzeczywiście pomóc w lepszym i bardziej oszczędnym planowaniu pracy maszyn uprawowych, siewników czy opryskiwaczy. Sztuczna inteligencja może generować zalecenia dotyczące stosowania środków produkcji, indywidualnie dostosowane do stanowiska, terminu, fazy rozwojowej roślin oraz innych czynników.
Uczynić dane gotowymi na AI
Pierwszą barierą jest jednak samo przygotowanie danych do wykorzystania przez AI. Pomimo przyspieszenia rozwoju technologicznego, miną jeszcze lata, zanim rozwiązania te upowszechnią się w świecie rolników. Już z powodów kosztowych na czele wdrażania AI znajdą się duże gospodarstwa, następnie wyspecjalizowane firmy usługowe, a dopiero z czasem typowe gospodarstwa rodzinne.
Dlatego dostawcy technologii będą coraz częściej prezentować praktyczne zastosowania AI, które bez gruntownej zmiany produkcji przyniosą natychmiastowe korzyści także małym i średnim gospodarstwom. Przy ogromnych ilościach danych wykorzystywanych przez meteorologów do prognoz pogody, doświadczone spojrzenie rolnika przez długi czas będzie nadal oszczędzać energię, czas i koszty.
Podobnie jak AI, także robotyka miała na Agritechnice silną reprezentację. Przykładem rozwoju autonomicznych maszyn rolniczych jest Fendt Xaver GT. To, co kilka lat temu było niewielkim pojazdem testowym wielkości dwóch skrzynek piwa, dziś stało się ważącym 3 t nośnikiem narzędzi do mechanicznego zwalczania chwastów w uprawach rzędowych, zdolnym realnie odciążyć rolników w pracochłonnych zadaniach.
A właściwie mogłoby - gdyby nie biurokracja. W całej Unii Europejskiej administracyjne bariery wciąż blokują wykorzystanie autonomicznych maszyn. Podczas gdy w USA ludzie bez większych obaw korzystają z autonomicznych taksówek w ruchu miejskim, ciągniki Fendt czy John Deere z systemami autonomicznymi nie mogą w UE pracować nawet na pustych polach - mimo że potrafią błyskawicznie zatrzymać się przed nagle przebiegającą zwierzyną, co Fendt efektownie zaprezentował jesienią 2025 r. podczas Techday w pobliżu Dachau (Niemcy).
Robotyka na polu - za 10 lat
Dlaczego więc, mimo gotowości technicznej, robotyka nie przeżywa jeszcze boomu w rolnictwie, nawet w kraju nieograniczonych możliwości? Z badań firmy Kynetec wynika, że amerykańscy rolnicy dostrzegają trzy główne zalety robotów: niższe koszty pracy, wyższą wydajność i większą precyzję. Niedobór pracowników jest w USA powszechnym problemem, a aktualna polityka imigracyjna dodatkowo utrudnia ich pozyskiwanie. W czasie siewu i zbiorów czas to pieniądz, a roboty mogą pomóc w wykonaniu większej ilości pracy w krótszym czasie. Są też logicznym rozwinięciem technologii rolnictwa precyzyjnego.
Dlaczego więc nie ma masowych inwestycji? Zdaniem Kynetec główną barierą jest ryzyko - a dokładniej wysokie koszty, wskazywane przez 88% respondentów, mimo że wielu z nich nie zna dokładnych cen takich rozwiązań. Rolnicy obawiają się także awarii i przestojów w krytycznych momentach, wieczorami czy w weekendy. Kluczowa pozostaje rentowność inwestycji - potrzebne są twarde dowody opłacalności.
Zarówno branża robotyki, jak i producenci autonomicznych ciągników muszą jeszcze wykonać wiele pracy przekonującej, zanim robot zostanie zaakceptowany jako nowoczesny pracownik w gospodarstwie. Według badań Kynetec większość farmerów zakłada jednak, że robotyka pojawi się w ich gospodarstwach w ciągu 5-10 lat.
Warunkiem jest jednak poprawa sytuacji amerykańskiego rolnictwa. Obecnie jest ona dramatyczna. W wyniku polityki celnej Trumpa, Chiny - główny odbiorca - odwróciły się od amerykańskich produktów rolnych, kupując w Ameryce Południowej i coraz częściej w Rosji. Choć Pekin zapowiedział wznowienie zakupów w USA, obietnice te nie zostały dotąd zrealizowane. Trump ogłosił więc program pomocowy o wartości 12 mld USD, jednak zanim środki faktycznie trafią na konta rolników, nie należy oczekiwać większych zakupów maszyn.
Indie nadal na fali wzrostu
Pozytywne impulsy dla zmiany trendu na rynku maszyn rolniczych spodziewane są najpierw z Brazylii i coraz bardziej z Argentyny, gdzie Chiny zawarły długoterminowe kontrakty dostawcze. Rolnicy półkuli południowej pierwsi zbiorą nadchodzące plony. Prawdziwy boom przeżywa obecnie rynek techniki rolniczej w Indiach, równolegle z dynamicznym wzrostem gospodarczym kraju. Trzej najwięksi producenci maszyn rolniczych nie odgrywają tam jeszcze istotnej roli, natomiast dla firm takich jak Mahindra czy Kubota - po przejęciu Escorts - sytuacja wygląda bardzo korzystnie.
Indiom udało się utrzymać swoją gospodarkę rolną względnie niezależną od wojen celnych dzięki restrykcyjnej polityce importowo-eksportowej. Kluczową rolę odgrywa tam pogoda, a zwłaszcza monsun - w czasach zmian klimatycznych coraz mniej przewidywalny, ale wciąż bardziej niezawodny niż decyzje amerykańskiego prezydenta.