[ATR] Wywiady [ATR] Aktualności

Sprzęt z najwyższej półki w Kombinacie Rolnym Kietrz

Data publikacji:

Jedno z największych gospodarstw rolnych w Polsce, czyli zlokalizowany tuż przy granicy polsko-czeskiej Kombinat Rolny Kietrz imponuje nie tylko wielkością. Duże wrażenie sprawia również nowoczesny park maszynowy, który śmiało można określić jako istotną w skali całego kraju forpocztę postępu technicznego, o czym z Wojciechem Kwaśnikiem, dyrektorem ds. inwestycji i budownictwa w KR Kietrz rozmawia Grzegorz Antosik.

Jak wygląda proces implementacji nowoczesnych rozwiązań w zakresie wykorzystywanych do produkcji roślinnej i zwierzęcej ciągników i maszyn rolniczych?
W pierwszej kolejności uczymy się od innych, gdyż korzystamy chętnie z usług rolniczych m.in. w zakresie omłotu zbóż, zbioru traw czy aplikacji gnojowicy. Nie muszę przekonywać do korzyści takiego rozwiązania, bo przecież firmy zewnętrzne są wynagradzane na podstawie wywiezionych m³, skoszonych ha czy wykonanych kostek wielkogabarytowych - to nam daje wgląd w praktyki i rozwiązania techniczne zapewniające odpowiednią wydajność pracy.

I przykładowo korzystając z firmy zewnętrznej byliśmy w stanie w ciągu 12 h wykonać 1100 kostek słomy, kiedy zaś wykonywaliśmy to we własnym zakresie - wynik średnio sięgał jedynie 650-700 kostek. Zależy nam na podnoszeniu wydajności - dlatego np. ze względu na coraz krótsze w naszych realiach okna pogodowe i duże możliwości magazynowania - dziennie możemy przyjąć nawet 5 tys. ton ziarna, w żniwa od kilku lat korzystamy ze wsparcia sprawdzonej już firmy usługowej, jednak nie z Polski, a z Czech.

Mówi Pan o podpatrywaniu firm usługowych czy innych gospodarstw o takim kalibrze. Jak jednak wygląda kwestia testowania nowych rozwiązań czy maszyn niejako na własnych rachunek?

Oczywiście bez tego nie moglibyśmy się obyć. Ubolewam jednak, że Kombinat Rolny Kietrz jako duży podmiot nie jest traktowany na równi z podmiotami tej skali w Niemczech czy Francji. Tam tej wielkości gospodarstwo dostaje interesujące ją maszynę na miesiąc czy dwa do testowania niezależnie od późniejszej decyzji o zakupie. Natomiast w naszym przypadku, gdy kupujemy głównie sprzęt produkcji zachodniej od dilerów działających w Polsce, możemy liczyć co najwyżej na 2-3-dniowe testy, które jeśli chcielibyśmy przedłużyć, związane jest z dodatkowym obciążeniem naszej strony. A co można powiedzieć przez taki czas choćby o wozie paszowym, kiedy tak naprawdę efekt zmiany dawkowanej paszy może być widoczny gdzieś po miesiącu?

Wróćmy jednak do stosowanej przez nas techniki chemizacji. Jeśli chodzi o opryski, mieszamy je w opryskiwaczach na polu, co oznacza, że nie dowozimy tam gotowego roztworu. Czystą wodę transportujemy wykonanymi z tworzywa sztucznego beczkami Zunhammera - pięcioma o pojemności 18 tys. l i jedną mieszczącą 27 tys. l.

Maszyny te służą wyłącznie do przewożenia wody do oprysków - najważniejszą kwestią jest bowiem zachowanie czystości i odpowiedniej miękkości wody. Wydawanie środków ochrony roślin nadzoruje właściwy specjalista, odpowiedzialny za to, aby do rozwadniacza opryskiwacza trafiły odpowiednie kompozycje środków, nieraz wieloczłonowe.

W odniesieniu do samej aplikacji środków wykorzystujemy technikę GPS firmy Trimble, w którą wyposażone są wszystkie strategiczne sprzęty. W tym przypadku skutecznie przeciwdziała to nakładaniu się oprysków, co jest szczególnie widoczne przy stosowaniu herbicydów, zwłaszcza na polach o nieregularnych kształtach.

Rozumiem, że naturalną koleją rzeczy jest uzupełnianie wyposażenia o takie nowinki, jak system inteligentnego zarzadzania kroplami DynaJet firmy Tee Jet?

Podstawą efektywnego oprysku jest dobry sprzęt i końcówki. Panujący u nas mikroklimat charakteryzuje się m.in. dużą częstotliwością występowania wiatrów, co sprawia, że musimy mieć zabezpieczenie w postaci utrzymania wielkości kropli i ciśnienia we wcześniej ustawionych parametrach. W rozwiązanie to wyposażyliśmy póki co jeden z opryskiwaczy - Horsch Leeb PT 280, przez co mogliśmy odciążyć operatora i zwiększyć komfort jego pracy.

Na koniec, chciałbym jeszcze zapytać, w jaki sposób zjawiska pogodowe wpływają na stan upraw i plony w KR Kietrz?

Jeśli chodzi o rok 2019, to początkowo nic nie zapowiadało, że się dla nas tak dobrze skończy. Były okresy braku opadów, co odbiło się na rzepaku i pszenicy, gdzie odnotowaliśmy spadek plonów o 10-20%. O wiele lepiej wyglądało to w przypadku kukurydzy i buraków, czy nawet soi, efektywnie zebranej przez heder Honey Bee AirFlex 230. Zmiany pogodowe wpływają również na inne ważne elementy, takie jak chociażby rosnąca presja chorób na niektórych polach.

Naszym sprzymierzeńcem nie jest na pewno brak zimy, przez co obserwowane przez nas plantacje rzepaku zmieniają swą barwę na fioletową co jest oznaką niedostatku makro- i mkiroelementów w glebie. Czekamy zatem na przyspieszenie rozpoczęcia „okienka” nawozowego do 15 lutego i podobnego działania odnośnie gnojowicy. W dwóch fermach należących do KR Kietrz produkujemy 100 tys. m³ gnojowicy rocznie i aplikujemy ją doglebowo zakupionym w roku ubiegłym beczkowozem Vredo o pojemności 28 m³.

W zdecydowanej większości park maszynowy w Kombinacie Rolnym Kietrz opiera się o maszyny produkcji zachodniej. Z czego to wynika? W jaki sposób zorganizowany jest proces dokonywania zakupów sprzętu?

Wysokość prowadzonych przez nas inwestycji zależy przede wszystkim od zysku i amortyzacji. W ostatnich latach oznacza to poziom 15-20 mln zł rocznie, które pochodzą z własnych funduszy, bez wykorzystania jakichkolwiek środków pomocowych. Na tej podstawie układa się plan inwestycyjny, w którym w pierwszej kolejności ujmowane są budynki, budowle, a następnie maszyny. Problemem dla nas jest możliwość zmieszczenia się w ciągu roku z niezbędnymi procedurami. Plan inwestycyjny musi zostać zatwierdzony przez reprezentujących właściciela urzędników w Warszawie i dopiero wtedy można rozpocząć ogłaszanie przetargów na zakup konkretnego sprzętu. A dzisiaj nie jest łatwo kupić np. ciągnik większej mocy, aby liczyć na jego dostarczenie w trzecim czy czwartym kwartale roku. Po prostu czołowe koncerny nie produkują w takim zakresie jak kiedyś „na stok”.

Jeśli zaś mówimy o konkretnych zakupach, to np. w odniesieniu do wozów paszowych, przy obecnej skali eksploatacji sprzętu co roku umieszczamy w planach zakupowych jedną maszynę tego typu. Obecnie mamy na stanie 3 wozy samojezdne firmy RMH, a poza tym takich marek jak Trioliet, Faresin czy BVL wykonany na nasze indywidualne zamówienie do budynku bukaciarni - pierwotnie wybudowanej pod karmienie peletem na bazie słomy.

Mówię o tym, aby zobrazować pewien problem, jaki mamy w związku z tym ze sprzedażą używanego sprzętu, który również przechodzi przez procedury przetargowe. I np. gdy mamy do czynienia z 4-letnim wozem paszowym o wartości powyżej 500 tys. zł, musimy uzyskać zgodę właściciela na jego sprzedaż. A nikt takimi maszynami się nie interesuje, gdy korzystając ze środków pomocowych może za podobne pieniądze zakupić nowy sprzęt. Większych problemów nie ma za to ze zbyciem starszych maszyn, takich jak stare Ursusy czy równie leciwe przyczepy transportowe marki Fortschritt. Nie znaczy to jednak, że pozbywamy się całego sprzętu sprzed lat, mamy wciąż chociażby ciągnik Ursus 1604 z numerem 1, który chcemy odrestaurować i zapewnić mu drugą młodość.

Porozmawiajmy jeszcze o temacie techniki ochrony roślin. Jak ta kwestia została rozwiązana w Państwa gospodarstwie?

Poczynając od 2000 r w KR Kietrz nastała era opryskiwaczy zaczepianych Napa i Tecnoma - po 5 z każdej tych marek, z belkami roboczymi o szerokości 24 m, przystosowanych do pracy w ścieżkach przejazdowych o rozstawie 1,8 m. Poruszały się z ciągnikami Mercedes MB 1000, zakupionymi w ramach współpracy ze spółką Süd Zucker Polska. Sprzęt ten zakończył pracę definitywnie w 2016 r., zastępowany przez wprowadzane sukcesywnie opryskiwacze Horsch. Mam obecnie 8 opryskiwaczy tej marki - 5 zaczepianych, ze zbiornikami o pojemności 5 i 8 tys. l oraz 3 samojezdnych, przystosowanych do ścieżek o rozstawie 2,25 m.

Nie był to tani zakup, ale zdecydowaliśmy się na niego, gdyż na dziś Horsch oferuje najlepsze rozwiązanie w zakresie stabilizacji belki. Z maszynami zawieszanymi współpracują ciągniki JCB Fastrac. W sumie na stanie mamy 14 Fastraków wyposażonych m.in. w przedni TUZ i WOM, współpracujących nie tyko z opryskiwaczami, ale także z trzema zawieszanymi siewnikami do rozsiewu granulatu czy dwoma 8-tonowymi zaczepianymi rozsiewaczami nawozu.

Polecamy powiązane produkty z naszego sklepu:

Chcesz dowiedzieć się więcej? Czytaj atr express - zamów:

Bezpłatny egzemplarz Prenumeratę

Reklama
Najnowsze artykuły:
Reklama

Najnowsze z kategorii

Bądź na bieżąco!
Zapisz się do newslettera

Wyrażam zgodę na otrzymywanie od Boomgaarden Medien Sp. z o.o. treści marketingowych (newsletter) za pośrednictwem poczty elektronicznej w tym informacji o ofertach specjalnych dotyczących firmy Boomgaarden Medien Sp. z o.o. oraz jej kontrahentów.