Rynek części zamiennych w oku koronawirusa

Rynek części zamiennych w oku koronawirusa

Globalizacja doprowadziła do współzależności krajów i gospodarek. Zjawisko to dotyczy również w dużym stopniu branży części zamiennych do maszyn rolniczych, co znajduje odzwierciedlenie w przenoszeniu centrów produkcyjnych np. do krajów azjatyckich. Gdy jednak globalny łańcuch dostaw zostaje przerwany, uderza to w dystrybutorów części zamiennych.

Póki co skutków koronawirusa nie odczuwa firma Granit Parts - zarówno w aspekcie obrotowym, marżowym, kosztowym czy płynnościowym. Podobnie jest w przypadku firmy Rolmar, dysponującej dużym zapleczem produkcyjnym, które do tej pory pozwalało dywersyfikować ryzyko - kierunek chiński nie jest w tym przypadku dużym zagrożeniem, bo niewielka część oferty Rolmar-u pochodzi z tamtego regionu.

– Nie importujemy towaru z Chin, więc nie odczuwamy bezpośrednio skutków panującej tam sytuacji. Widzę natomiast zwiększone zapotrzebowanie na produkty europejskie, co może wynikać z ograniczeń w dostępności wyrobów chińskich lub pewnej niechęci konsumentów, by te wyroby kupować. Odczuwalny wpływ na działanie naszej firmy ma sytuacja panująca w Europie. Największe opóźnienia mają nasi włoscy dostawcy, którzy byli zmuszeni zamknąć na jakiś czas zakłady, ale nawet u krajowych producentów są pewne kłopoty z terminowością. Nawet bez odgórnego obowiązku zamknięcia fabryk zakłady produkcyjne mają mniejszą wydajność spowodowaną wprowadzeniem nowych procedur bezpieczeństwa, pracy zdalnej, pracy na kilka zmian z przerwą na dezynfekcję oraz urlopami pracowników opiekujących się dziećmi – mówi Marcin Łapiński z warszawskiej firmy Agroland.


Spokojnie do tego zagadnienia podchodzi firma Bepco: – Jesteśmy globalną firmą i ważną częścią łańcucha dostaw dla sektora rolnego, więc sytuacja z koronawirusem oznaczała, że musieliśmy dostosować i zmienić niektóre procesy, aby zapewnić bezpieczeństwo naszym pracownikom i ciągłe dostawy części. Regularnie sprawdzamy zmieniającą się sytuację, ale nie oczekujemy przerw w dostępności produktów ze względu na wysoki poziom dostępności w naszych europejskich magazynach i rozległej sieci dostaw – mówi Mateusz Hajdas, dyrektor generalny Bepco Polska.

Jeśli zaś chodzi o firmę Kramp: – Funkcjonujemy bez większych zmian. Większość pracowników biurowych pracuje w trybie home office. Magazyny w Polsce, a także 10 pozostałych centrów dystrybucyjnych w Europie pracują z zachowaniem wszelkich środków ostrożności. Zachowujemy także dotychczasowe standardy związane z utrzymaniem miejsc pracy. Klienci Krampa otrzymują swoje zamówienia w czasie 24 h. Dbamy o to, by nie miały miejsca przestoje w biznesie naszych dilerów. Cały czas funkcjonuje sieć sklepów detalicznych Grene, gdzie wdrożyliśmy najważniejsze środki ochrony osobistej – przekonuje Marek Rybacki, członek zarządu Kramp.

Optymizm w każdym przypadku?

 – Są problemy z komponentami do produkcji maszyn i urządzeń. Dlatego znacząco wydłużył się okres produkcji i dostaw niektórych maszyn nowych do dilerów. To w połączeniu z umowami agencyjnymi realizowanymi tylko całościowo powoduje znaczące ograniczenia w dostawach maszyn do klientów ostatecznych, a w konsekwencji obniżenie płynności finansowej firm dystrybucyjnych. Są problemy z dostawami części zamiennych produkowanych w Europie, głównie we Włoszech. Odbija się to znacząco na obsłudze serwisowej prowadzonej przez samych rolników, jak i przez serwisy dilerów. Fakt, że sami rolnicy szukają części, wielokrotnie przemieszczając się od punktu dilerskiego do punktu, może sprzyjać roznoszeniu się wirusa. Firmy dilerskie nie wdrożyły lub nie stosują procedur dezynfekcji i ograniczenia kontaktu z klientem – uważa Krzysztof Kinstler, dyrektor handlowy Promodis w Polsce.

Chcesz dowiedzieć się więcej? Czytaj atr express 07/2020 - zamów:

bezpłatny egzemplarz lub prenumeratę


Reklama
Powiązane artykuły