Park maszynowy w gospodarstwie

Park maszynowy w gospodarstwie

Rozsądne prowadzenie gospodarstwa opartego na dwóch filarach - roślinnym i zwierzęcym - to klucz systematycznego powiększania areału i rozwijania produkcji. Kryje się za tym rachunek ekonomiczny i umiejętne korzystanie z najnowszych zdobyczy techniki, o czym mówi Łukasz Cebula, rolnik z miejscowości Brudzice koło Bełchatowa w Łódzkiem, z którym rozmawia Grzegorz Antosik.

Na początek proszę przedstawić swoje gospodarstwo rolne…
Razem z żoną od 13 lat prowadzimy gospodarstwo rolne, które obecnie ma powierzchnię 280 ha. Nie ograniczamy się wyłącznie do produkcji roślinnej - są bowiem i zwierzęta, łącznie 250 sztuk bydła opasowego. Posiadany areał powoli, ale systematycznie wzrasta - kiedy przejmowałem gospodarstwo po ojcu, tych hektarów było 140. Jednak okoliczni rolnicy wykruszają się i jak tylko to możliwe, staramy się wykupywać grunty „po sąsiedzku”, póki co w promieniu 10 km. Gleby są generalnie słabe - głównie od IV do VI klasy, bo „trójka” zdarza się co najwyżej sporadycznie. 

A jaka jest obecnie struktura upraw?
Proszę chwilę poczekać, podejrzę na eAgronoma… Na powierzchnię poszczególnych roślin wpływa charakter gospodarstwa. Dlatego jest 60 ha łąk, po 40 ha żyta i pszenżyta, 30-40 ha rzepaku, po 30 ha jęczmienia i kukurydzy, resztę stanowią mieszanki zbożowe i kukurydza na kiszonkę. Plony oczywiście w dużej mierze zależą od warunków pogodowych - u nas też, tak jak praktycznie wszędzie, jest bardzo sucho. Z drugiej jednak strony bardzo dużo nawozimy obornikiem, przez co materii organicznej nie brakuje. Tegoroczne plony jęczmienia ozimego są na poziomie 6 t/ha.

Mówi Pan o wykorzystywaniu w gospodarstwie programu eAgronom. Jak długo korzysta Pan z tego narzędzia? Jakie eAgronom przynosi korzyści?
eAgronom jest u nas w gospodarstwie od 1,5 roku. Wcześniej były zaś kartka i długopis oraz arkusz excel, w którym zapisywało się wszystkie potrzebne informacje. Aplikacja jest bardzo przydatna w codziennej pracy i przyjazna w użytkowaniu. To po prostu program stworzony pod rolnika, który można na bieżąco unowocześniać. Czasem wystarczy sformułować aktualny problem i można liczyć na natychmiastową reakcję. Generalnie eAgronom przyspieszył np. wykonywanie zabiegów ochrony roślin- wystarczy kliknąć na aplikację i wcześniej zaplanować konieczne zabiegi, a nawet zbiór. Później można z tego wyliczyć sobie tabelę zysków i strat, dla poszczególnych działek rolnych. I jak już mówiłem, program jest na bieżąco aktualizowany, np. ostatnio o przydatną funkcję lokalizacji w aplikacji - wystarczy wjechać na dane pole i nie trzeba już go wyszukiwać. Na polu nie jest przy tym potrzebny Internet.

Porozmawiajmy teraz o maszynach. Co przesądziło, iż postawił Pan przede wszystkim na markę John Deere?
Ze znaczkiem „jelonka” na masce mamy nie tylko ciągniki - modele 5100 R, 6430, 6130M, 6920, 8345R. Jest też kombajn W540 z hederem o szerokości 5,25 m, prasa JD 854 i opryskiwacz 732 z belką o szerokości 20 m i zbiornikiem 3200 l, który można efektywnie „powiększyć” do prawie 4000 l. Decydującymi czynnikami o wyborze tego właśnie sprzętu były: bliskość serwisu, mała awaryjność, a także dość ciekawe wyposażenie ciągników. Oczywiście chodziło także o to, żeby maszyny mogły pracować pod jednym oprogramowaniem - zakupiliśmy nawigację, którą bez problemu można wykorzystywać do pracy z opryskiwaczem czy kosiarką. 
Najstarszy z ciągników – 6920 - jest z 2005 r., podczas gdy 8345R to dopiero dwulatek. Ciągników jak na taki areał jest sporo, ale u nas obowiązuje taka zasada, że do każdej maszyny musi być osobny ciągnik. Często się śmieję, że przy opryskiwaczu bolec powinien być zaspawany na stałe. Jeden z ciągników jest też na stałe „związany” z wozem paszowym firmy Blattin o pojemności 17 m³. Dlatego też, jeśli już, to więcej roboczogodzin w roku przepracowują ładowarki teleskopowe - Manitou MLT 627, która trafiła do nas w 2008 r. i JCB 532-70, pracująca w gospodarstwie od 2017 r. i ma „na liczniku” 900 mth.

Według potocznej opinii sprzęt z logo John Deere charakteryzuje się dużym zużyciem paliwa. Czy Pana doświadczenia potwierdzają taką tezę?
Pewnego razu lokalny diler tej marki zadzwonił do mnie z pytaniem, ile pali twój W540? Postanowiłem to sprawdzić i na skoszonej właśnie działce o powierzchni 2,8 ha zużycie wyniosło 29 l, czyli ok. 10 l/ha, przy plonie na poziomie 6 t/ha. A stawiając w to samo miejsce przysłowiowego Bizona, trzeba by było przygotować z dwa razy więcej paliwa - 18 czy 20 l/ha. I to mówi samo za siebie. Natomiast jeśli chodzi o ciągniki, to wszystko zależy od tego, jakie narzędzie mają zapięte. I gdy np. pracowałem 6-metrową broną talerzową firmy Staltech z prędkością 13-14 km/h, to osiągałem wydajność na poziomie 7 ha/h, a w tym czasie zużycie paliwa nigdy nie przekroczyło 32 l/h, co jak przeliczymy na ilość hektarów, nie jest jakimś szokującym wynikiem. Na pewno z autopsji mogę powiedzieć, że ciągniki z silnikiem 4-cylindrowym, czyli 5100R i 6430 palą więcej, dopóki nie przepracują 1000 mth. Dopiero po tym przebiegu apetyt na paliwo stabilizuje się na odpowiednim poziomie. 

A jak to wygląda w odniesieniu do kosztów eksploatacyjnych?
Ciągniki i kombajny tej marki po prostu się nie psują. Przed W540 miałem kombajn John Deere CWS 1450, tzw. brazylijski, który nie cieszył się dobrą opinią rolników. U mnie jednak przepracował 10 lat bez awarii i spokojnie mógłbym go polecić na 100-150 ha. Na dobrą opinię na temat sprzętu wpływa także odpowiedni sposób użytkowania - maszyny i ciągniki są garażowane i zadbane, a drobne usterki usuwane na bieżąco.  W efekcie serwis dilera nie ma wiele do roboty - mimo to mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że działa naprawdę dobrze.
Na koszty eksploatacji maszyn trzeba jednak spojrzeć również przez pryzmat kosztów ich zakupów. W 2004 r., gdy kupowałem kombajn CWS 1450, zapłaciłem 260 tys. zł, a sprzedając go w 2014 r., bo gospodarstwo zaczęło się coraz bardziej rozrastać - otrzymałem jeszcze 225 tys. zł. Pokazuje to doskonale, że ceny maszyn poszły i cały czas idą mocno w górę. 

Stawia Pan na nowoczesność w gospodarstwie - jest program eAgronom, są inne nowinki…
Tak, np. niezwykle przydatna nawigacja, dzięki której zużycie środków ochrony roślin spadło. Poza tym w gospodarstwie stosuję RSM, ale co do korzyści z tego tytułu mam mieszane uczucia. Gdy jest dużo wilgoci, RSM działa dużo szybciej i efektywniej niż nawozy w granulach, natomiast jest zdecydowanie gorzej, gdy braknie deszczu. Dlatego też w tym roku „wyleczyłem” się z aplikowania na V-VI klasie drugiej dawki w kwietniu, bo zrobiłem tym więcej krzywdy niż pożytku. Na szczęście jest obornik. Dzięki prowadzonej hodowli, śmiało mogę dobre dawki dostarczyć nawet na 80 ha rocznie. Za ich rozrzucenie odpowiadają dwa rozrzutniki - Annaburger HTS 20.04 i Metal-Fach 272/2 Taurus.
Mówiąc o „nowinkach”, muszę jeszcze wspomnieć o technologii uprawy. Zaczynamy powoli odchodzić z tradycyjnego sposobu, głównie z powodu następujących po sobie suchych lat. Poza tym patrząc na pola, z którymi mam już jakieś doświadczenia tego typu, zaobserwowałem, że w pierwszych latach po rezygnacji z pługa zniżka plonu nie była duża. W kolejnych latach plonowanie wraca do normy, poza tym powraca życie biologiczne, a stosuję obornik - materię organiczną. Wystarczy wbić szpadel w ziemię, aby zobaczyć, ile jest tam dżdżownic. W 2018 r. kupiłem pług dłutowy - wcześniej przez dwa lata korzystałem z usług - i np. mam kukurydzę zasianą po zabiegu tą maszyną. W porównaniu zaś z polami, na których była orka, rośliny są lepiej ukorzenione, a poza tym zniknął problem z zastoiskami wodnymi. Myślę przy tym o kolejnych udoskonaleniach, np. bardziej precyzyjnym siewie rzepaku, z zapewnieniem roślinom dostępu do nawozu. Nie myślę przy tym jednak o technologii strip-till, która jest bardzo droga, w związku z czym sprawdziłaby się raczej na większych areałach, rzędu 800-1000 ha, a o maszynie własnej konstrukcji.
Gospodarstwo potrzebuje ciągłych inwestycji, o co o tyle trudno, gdy w rolnictwie brakuje stabilności. Ceny bydła nie gwarantują dziś odpowiedniej opłacalności, dlatego też staramy się powiększać stado. Poza tym siła robocza jest bardzo droga, dlatego musimy podpierać się pomocą innych członków rodziny. A z większych inwestycji planujemy jesienią postawić nową oborę lub wiatę.

Dziękuję za rozmowę.


Reklama
Powiązane artykuły