[ATR] Opinie użytkowników Amazone

Optymalny park maszynowy

Data publikacji:

W gospodarstwie Grzegorza Chęcia z miejscowości Rozgart w Warmińsko-Mazurskim wszystko jest zorganizowane jak należy. Chodzi tu rzecz jasna o uprawę polową oraz maszyny, gdyż park składa się z porządnego i optymalnie do potrzeb dobranego sprzętu bez zbędnych „bajerów”, sprawującego się nad wyraz dobrze i pozwalającego bez urabiania się „po łokcie” obrobić prawie 400 hektarów.

Kluczem do sukcesu każdego gospodarstwa jest osiągnięcie odpowiednich zbiorów. – Plony są stabilne przy odpowiedniej agrotechnice. Stosowana technologia zależy jednak od aktualnej sytuacji na polu. Jeśli jest rok suchy, możemy wykonywać pewne rzeczy bezorkowo. I tak było przez ostatnie 4 lata, bo jak na Żuławy w tym czasie wystąpił pewien deficyt wody. Ostatni rok pokazał jednak, że pługa nie da się jednak do końca wyeliminować. Trzeba było bowiem ziemię odwrócić, żeby szybciej przesychała i można było wykonać siew w optymalnych warunkach. Nie ma zatem szablonów i park maszynowy jest tak zorganizowany, że pewne maszyny mogą być nawet przez 2-3 lata nie używane - wszystko ma być robione optymalnie – przekonuje Grzegorz Chęć.

Sprawdzony John Deere

Aby tak się stało, konieczne było jednak uzbrojenie gospodarstwa w odpowiednie narzędzia, w postaci ciągników i maszyn rolniczych. Jeśli chodzi o podstawową siłę pociągową rolnik z m. Rozgart bazuje na marce John Deere. – Mam 4 ciągniki o mocy od 130 do 280 KM - 7820 z 2006 r., 6150M, 6130M z 2013/14 r. i reprezentanta serii 8 z 2009 r. Wszystkie zostały zakupione jako nowe, częściowo wsparte z SAPARD-u i PROW-u. Wykonują zadania w polu i sprawują się bardzo dobrze. Zresztą John Deere to sprawdzona marka, nie trzeba jej reklamować. Poza tym serwis jest sprawdzony - realizowany przez firmę Agroserwis Pasłęk. Do takiej obsługi potrzeba wykwalifikowanych ludzi. A mojego gospodarstwa nie stać na utrzymywanie wykwalifikowanego mechanika, który będzie rzetelnie dbał o maszyny. Mam podpisaną umowę serwisową i moi mechanicy się do nich nie dotykają – podkreśla rolnik i mówi, że o dobre maszyny należy dbać.

– Ciągniki są na bieżąco serwisowane, wymieniane są oleje i filtry. Bardzo tego pilnujemy. Nie dość, że nie przekraczamy, to nawet skracamy interwały - przy zastosowaniu oryginalnych olejów i filtrów zamiast co 500 mth dokonujemy wymian co 250-300 mth. O dziwo do tej pory nie było większych napraw. Bywały na początku drobne problemy, ale były załatwiane w ramach gwarancji, a później rękojmi. Skoro maszyny były od początku serwisowane, firma John Deere doszła do wniosku, że pewne rzeczy po prostu nie powinny się wydarzyć. I gdy np. w 4-letnim ciągniku doszło do uszkodzenia przedniej zwolnicy, została wymieniona w ramach dobrej współpracy – dodaje Grzegorz Chęć.

W przypadku zbioru zbóż, rolnik od 2007 r. użytkuje kombajn John Deere 1550 WTS z hederem o szerokości 5,5 m (– Prosta maszyna, pozbawiona zbędnej elektroniki, ale niezawodna. Ma pewne wady, na które jak w każdej maszynie trzeba zwrócić uwagę. Chodzi o podsiewacz mający charakterystyczne gumy, które muszę wymieniać – recenzuje Grzegorz Chęć), również kupiony ze środków PROW, który zwykle nie wystarcza na samodzielne przeprowadzenie „kampanii żniwnej”. – W 2015 r. rok był wybitnie suchy, więc udało się skosić wszystko, ale trwało to prawie 3 tygodnie. Dlatego posiłkujemy się usługami. Oczywiście najlepiej byłoby podpisać stałą umowę z firmą usługową i uzyskać do dyspozycji w czasie żniw kombajn z operatorem, ale moje gospodarstwo jest na to za małe – zauważa rolnik (usługowo realizuje również zbiór buraków - kombajnem Holmera).

Uprawa i siew „made in Sweden”

Jeśli chodzi o sprzęt uprawowo-siewny „w stajni” Grzegorza Chęcia pierwsze skrzypce odgrywa sprzęt marki Vӓderstad, zakupiony niejako naturalnie w ramach dobrej współpracy z firmą Agroserwis Pasłęk, dystrybuującej maszyny dobrze sprawdzające się na trudnych, żuławskich glebach. – Markę Väderstad znałem m.in. z pokazów. Weszliśmy w nią już w 2001 r., kupując wcześniej podpatrzony w gospodarstwie Stare Pole siewnik Rapid w wersji 4-metrowej na sztywnej ramie i z potężnymi talerzami - była to jedna z pierwszych maszyn Väderstada na Żuławach. Jest to bardzo dobry siewnik, bardzo wytrzymały, choć niekoniecznie precyzyjny, jeśli chodzi o wysiew rzepaku i utrzymanie głębokości siewu. Niewiele w nim może się popsuć i to jego największa zaleta przy wszystkich niedostatkach - nie ma przecież żadnej rozbudowanej elektroniki, jest podstawowy komputer monitorujący prędkość, sterujący hydraulikę - podnoszenie, opuszczanie i znaczniki. Ta maszyna jest w moim gospodarstwie od tylu lat i jeszcze długo w nim pozostanie – mówi użytkownik.
Rolnik z Żuław szuka jednak coraz większej precyzji siewu, szczególnie w suchszych latach. – Miałoby to duże znaczenie w przypadku rzepaku, ale siewniki precyzyjne to drogie maszyny, wykorzystywane w gospodarstwie przez kilka dni w roku. Taki zakup niezbyt się zatem kalkuluje. Myślę zatem o usługach - korzystam np. z usługowego siewu buraków cukrowych mechanicznym siewnikiem Kvernelanda z elektrycznie załączanymi sekcjami, z możliwością podłączenia GPS-a. Jest to jednak pewne ryzyko, gdyż firmy usługowe nie zawsze są na czas, a siew to operacja, która musi być wykonana tu i teraz. A jeśli firma przyjedzie na drugi dzień, a w międzyczasie spadnie 20-30 mm deszczu, to temat rzepaku może być zamknięty na cały sezon – zauważa Grzegorz Chęć. Wśród maszyn marki Vӓderstad znajdujących się w gospodarstwie Grzegorza Chęcia znajdują się również: bardzo dobrze sprawdzający się na Warmii i Mazurach ciężki wał uprawowy Rexius Twin (doprawianie gleby po orce), Rollex z włóką (zarówno przed jak i po siewie, w każdych warunkach) oraz kultywator Carrier. – Jest to podstawowa maszyna, jeśli chodzi o zrywanie ścierniska i przerwanie parowania, i w ostatnich 4 latach była często w użyciu, bo po zbożach siejemy rzepak. W suchych latach staramy się nie orać, tylko siać w mulcz – wyjaśnia rolnik.

Na 400 ha
Grzegorz Chęć przygodę z pracą na roli zaczął w 1996 r. Od tego czasu sukcesywnie powiększa swoje gospodarstwo zlokalizowane na Żuławach Elbląskich, które urosła do areału niespełna 400 ha. Jeśli chodzi o glebę, dominują ciężkie mady żuławskie, tzw. minutówki. Gospodarstwo zajmuje się wyłącznie produkcją roślinną - około połowę areału stanowi pszenica ozima (średnie zbiory wieloletnie to ok. 8 t/ha), a pozostałe - rzepak (średnio 4 t/ha) i buraki cukrowe.

Głębosze dwa

W gospodarstwie niezastąpioną maszyną jest głębosz, a dokładniej dwie maszyny tego typu. – W danym roku pracuje Attila firmy Maschio Gaspardo lub głębosz Staltechu z charakterystyczną łapą. Ta druga stała przez 3 lata bezużyteczna, kiedy było bardzo sucho. Ma bowiem to do siebie, że nie miesza gleby, tylko podcina jej wierzchnią warstwę, przez co bardzo dobrze sprawdza w mokrych latach, kiedy ziemia jest nasycona wodą, i nie chcemy wydobywać brył na powierzchnię. Gdy jest sucho pracuje Attila, bo zależy nam wtedy na intensywnym przemieszaniu gleby, gdyż mineralizacja przebiega bardzo powoli – wyjaśnia pan Grzegorz.
Uznanie gospodarza budzi również sześcioskibowy pług zawieszany Lemkena. – Używamy go co roku - buraków cukrowych nie siejemy w mulcz. Ziemia musi być przeorana na jesieni, w ubiegłym roku także pod rzepak - ze względu na dużą ilość resztek pożniwnych i wody w warstwie uprawowej. We wcześniejszych latach było bardziej sucho i siew w mulcz się sprawdzał – przekonuje Grzegorz Chęć.

Udane Amazone

Jeśli chodzi o dystrybutorów maszyn, rolnik z czystym sercem może polecić również firmę Tech-Kom, w której zaopatrzył się w rozsiewacz nawozów i opryskiwacz Amazone. – Mam stary, dobry 2,5-tonowy rozsiewacz ZA-M orz opryskiwacz zaczepiany UX ze zbiornikiem o pojemności 5200 l, z belką o szerokości 28 m, na pełnym GPS-ie. Rozsiewacz sprawdza się, jeśli chodzi o jakość, precyzję wysiewu. O opryskiwaczu niewiele mogę powiedzieć, bo pracuje dopiero drugi sezon. Ale skoro zastąpił stare opryskiwacze „pilmetowskie”, jest znacznie bardziej wydajny - belka ma nie 20, a 28 m, zbiornik mieści „pod korek” 5,5 tys. l - a wcześniej było to tylko 2,5 tys. l, zaś prędkość robocza jest dwa razy wyższa - nawet 12 km/h. Ta maszyna podobnie jak kilka innych w gospodarstwie mogłaby obsługiwać większy areał. Ale jest to kwestia optymalizacji - opryskiwacz czy kombajn muszą być „na stanie”, gdyż z dostępnością usług nadal jest jak jest. Pewne rzeczy w gospodarstwie są z dużym marginesem bezpieczeństwa. Obserwując co się dzieje z klimatem, tak musi być - i maszyny muszą być trochę większe niż potrzeba – podsumowuje rolnik.

Grzegorz Antosik

Chcesz dowiedzieć się więcej? Czytaj atr express - zamów:

Bezpłatny egzemplarz Prenumeratę

Reklama
Najnowsze artykuły:
Reklama

Najnowsze z kategorii

Bądź na bieżąco!
Zapisz się do newslettera

Wyrażam zgodę na otrzymywanie od Boomgaarden Medien Sp. z o.o. treści marketingowych (newsletter) za pośrednictwem poczty elektronicznej w tym informacji o ofertach specjalnych dotyczących firmy Boomgaarden Medien Sp. z o.o. oraz jej kontrahentów.