[ATR] Gospodarka i rolnictwo rolnictwo

Były minister o stanie rolnictwa

Data publikacji:

Rolnicy coraz częściej zaczynają wyrażać swoje niezadowolenie. Najpierw blokowali pl. Zawiszy w Warszawie, a potem zorganizowali dużą akcję rozdawania jabłek. W jakim stanie jest polskie rolnictwo? Mówi o tym Jacek Janiszewski, były minister rolnictwa i gospodarki żywnościowej, doktor socjologii oraz organizator Welconomy Forum w Toruniu - czytamy w serwisie polskatimes.com

W jakim stanie jest polskie rolnictwo?

Rolnictwo było i nadal jest powodem do dumy, jeżeli patrzymy na jakość produktów. Polskie produkty rolne są jednymi z najlepszych na świecie i czymś co powinniśmy promować zagranicą. Polska wieś przeszła głęboka przemianę i udało nam się znaleźć złoty środek pomiędzy nowoczesnością, a tradycją. Jeżeli patrzymy na inne kraje, które przeszły transformacje to wypadamy nad wyraz dobrze – np. Czesi postawili na dużą industrializację wsi i ich produkty nie tylko utraciły to coś, „duszę”, a to przełożyło się na spadek jakości. Konsumenci to czują. My po wejściu do UE umiejętnie zmodernizowaliśmy rolnictwo, ale zachowaliśmy ten naturalny element. Również statystyki wyglądają pozytywnie – jesteśmy światowymi potęgami w produkcji wielu produktów.
Problem zaczyna się, gdy od ogółu przejdziemy do szczegółu. Co z tego, że produkujemy najwięcej jabłek w Europie, gdy sadownicy ledwo wiążą koniec z końcem. Ostatnie lata nie rozpieszczały rolników i wyglądając ponad liczby GUS, obraz wsi nie jest różowy. Nie dziwię się, że teraz widzimy jabłka na ulicach miast i co raz częstsze protesty.

Skąd wynikają te problemy?

W przypadku protestujących sadowników powodów jest wiele. Największy wpływ ma zdecydowanie klęska urodzaju. Dobre warunki i skuteczna uprawa sprawiają, że produkujemy więcej niż jesteśmy w stanie zagospodarować. Alternatywą jest wtedy eksport. Ale i tutaj nie jest łatwo. Nasze jabłka muszą konkurować z rolnikami z Chin czy Ukrainy. Rosja była kiedyś największym odbiorcą naszych owoców, ale od 2014 r. trwa embargo.

Czy działania rządu są wystarczające by pomóc w tej sytuacji?

Na pewno są starania, ale widzę też działania, które zmierzają w bardzo złym kierunku. Rząd próbuje promować nasze owoce zagranicą, próbuje wejść na nowe rynki np. na Bliskim Wschodzie, ale mam wrażenie, że brakuje spójnej polityki. To nie jest wina Ministerstwa Rolnictwa, ale raczej braku koordynacji między resortami. Ostatnio byliśmy o krok od katastrofy, ale zagrożenie nadal istnieje. Ministerstwo Finansów postanowiło podwyższyć VAT na napoje owocowe z wysoką zawartością soku z 5% na 23%. Spowodowałoby to spadek zapotrzebowania przetwórców nawet o 150 tys. ton owoców. W sytuacji, gdy nie możemy zagospodarować już istniejących plonów to tragedia! Resort minister Czerwińskiej forsował tę zmianę, mimo protestów Ministerstwa Rolnictwa. Na szczęście sejm odroczył głosowanie nad projektem. Będę spokojny jeżeli ten pomysł zostanie całkowicie odrzucony. Nad sadownikami wisi i będzie wisiał miecz Demoklesa, dopóki sejm jednoznacznie nie przyzna, że to zły pomysł. Wprowadzenie tej podwyżki VAT jest oprotestowane przez posłów wszystkich partii, więc muszą wykonać krok do przodu i powiedzieć jednoznacznie nie.

Czy to wystarczy by poprawić sytuację sadowników?

To nie jest rozwiązanie problemów, ale przyjęcie takiej zmiany to wyrok. To problem, który rząd sam chciał stworzyć. Mówimy o pozbawieniu zbytu większej ilości owoców niż to co eksportujemy na rynki, na których przeprowadzone są drogie akcje promocyjne. Słusznie zauważyła jedna z posłanek opozycji – tym razem nie Rosjanie, ale my sami tworzymy embargo na własne owoce. Odrzucenie projektu jest niezbędne, bo sami na siebie zastawiamy sidła. Potem możemy zająć się rozwiązywaniem innych kwestii.

Czy tylko sadownicy mają takie problemy?

Jak powiedziałem – ogólna sytuacja jest dobra. Ale w skali mikro, rolnicy mogą być niezadowoleni. Rosną koszty produkcji – głównie energii i pracy, to zmniejsza opłacalność niektórych przedsięwzięć. W takiej sytuacji ekonomiści mają słuszną, ale bardzo ogólną radę – zwiększyć przychód z produktu. W tym przypadku rozwiązaniem jest dalsza praca nad jakością, szukanie niszy, a także ogólne dokapitalizowanie wsi. Tu widzę potencjał – rozwój przemysłu przetwórczego i infrastruktury jest metodą na rozwój. Pracownik „dokapitalizowany” jest bardziej efektywny, co równoważy wyższe koszty pracy. Produkt przetworzony w nowoczesny sposób ma większe szanse w eksporcie. W wieś należy dalej inwestować, ale w sposób mądry.
Również należy pamiętać o przetwórstwie i o tym, jak je wspierać. Dobrym przykładem potencjalnych działań polskiego rządu może być promocja za granicą nie tylko produktów rolnych, ale również innych marek polskiej żywności związanych z rolnictwem. Chociażby tych wytwarzanych przez przemysł spirytusowy. Wydaje mi się, że w ostatnich latach pojawiło się na tym polu wiele zaniedbań. Polska wódka jest marką znaną na świecie, ale nadal branża spirytusowa ma spore rezerwy jeśli chodzi o wartość eksportu. Potrzebne jest tutaj wsparcie ze strony rządzących. Oprócz promocji owoców czy mięsa, może warto pomóc producentom zbóż czy ziemniaków i zwiększyć wydatki na promocje polskich alkoholi zagranicą. To jeden z przykładów, jak można pomóc wsi, promując inne produkty spożywcze. Wierzę w zaradność i przedsiębiorczość naszych rolników. Jeżeli nikt nie będzie rzucał im kłód pod nogi, tak jak w przypadku VATu na napoje owocowe, oraz mądrze promował całą polską żywność to poradzą sobie, a rolnictwo dalej będzie naszą chlubą.

Źródło: polskatimes.com

Chcesz dowiedzieć się więcej? Czytaj atr express - zamów:

Bezpłatny egzemplarz Prenumeratę

Reklama
Najnowsze artykuły:
Reklama

Najnowsze z kategorii

Bądź na bieżąco!
Zapisz się do newslettera

Wyrażam zgodę na otrzymywanie od Boomgaarden Medien Sp. z o.o. treści marketingowych (newsletter) za pośrednictwem poczty elektronicznej w tym informacji o ofertach specjalnych dotyczących firmy Boomgaarden Medien Sp. z o.o. oraz jej kontrahentów.