Manitou/Mustang/ Hitmasz - Kwartet z jednej ręki

atr

Często spotykanym obrazkiem w wielu gospodarstwach rolnych jest kilka maszyn tej samej marki, co stanowi najlepszy dowód na to, że sprzęt ten bardzo dobrze się sprawdza. Tak jest też w przypadku ładowarek Wojciecha Nowińskiego z miejscowości Radunek koło Strzelna w Kujawsko-Pomorskiem, użytkownika teleskopowych modeli Manitou MT 732, MLT 735 i MVT 730, którym towarzyszy niewielki przegubowy Mustang AL 306, reprezentujący również stajnię Manitou - wszystkie zostały zakupione w toruńskiej firmie Hitmasz.

Wojciech Nowiński, wraz z ojcem Andrzejem i wujem Kazimierzem prowadzą gospodarstwo o powierzchni 880 ha, specjalizujące się w hodowli drobiu rzeźnego. Drób hodowany jest w 22 kurnikach (w m. Radunek i Kuśnierz) spełniających wyśrubowane normy, a produkcja to 850 tys. sztuk na jeden rzut. – Jest to generalnie rodzinny biznes. Mamy dobre perspektywy rozwoju i obecnie zbieramy dokumenty na budowę kolejnych 12 kurników na 600 tys. sztuk – wyjaśnia Wojciech Nowiński. Oczywiście równolegle rozwijana jest produkcja roślinna na wysokim poziomie - wśród najważniejszych upraw znajdują się: kukurydza (300 ha), rzepak (190 ha), buraki cukrowe (130 ha), pszenica (232 ha) i pszenżyto (28 ha). Nie dziwi zatem, że na terenie gospodarstwa znajduje się baza magazynowa z suszarnią firmy Araj o docelowej wydajności 500 t kukurydzy na dobę, która nie tylko zaspokaja własne potrzeby, ale pozwala również na prowadzenie działalności w zakresie skupu ziarna. Przy takiej skali produkcji trudno wyobrazić sobie pracę bez wydajnych maszyn, wśród których ważne miejsce zajmują również ładowarki teleskopowe. – Sektor drobiarski jest dla nas w ostatnich latach stabilnym odbiorcą. Mam wrażenie, że towarzyszy mu duży optymizm zakupowy. Uważam, że jest tutaj duży potencjał do zakupu sprzętu Manitou, od maszyn kompaktowych, czyli bardzo atrakcyjnego cenowo modelu Manitou MLT 630 poczynając, na maszynach klasy MLT 735 kończąc. Mamy sukcesy w tej branży i coraz większy udział rynkowy. Fundamentem naszego działania jest stabilność sieci sprzedaży - uważam, że Manitou ma najlepszych dilerów w Polsce. Dzięki temu obsługa serwisowa jest na najwyższym poziomie – przekonuje Wojciech Mańkiewicz, menedżer sprzedaży ładowarek Manitou dla rolnictwa.

Początek w 2006

O przypadku przy wyborze ładowarek Manitou nie może być mowy, bo rolnik już do pierwszego zakupu w 2006 r. podszedł z dużą rozwagą. Po wcześniejszym nieudanym podejściu pod zakup maszyny używanej innej marki, w gospodarstwie w Radunku pojawił się model MT 732, o udźwigu 3,2 t i maksymalnej wysokości podnoszenia 6,9 m. Bezawaryjna eksploatacja pierwszej ładowarki sprawiła, że wybór kolejnych maszyn dla gospodarstwa Państwa Nowińskich nie spędzał snu z powiek. Rolnikowi tak przypadł do gustu posiadany model, że w 2012 r. postanowił kupić taki sam. –

Ładowarka ta przez pierwsze miesiące praktycznie nie gasła - w dwa miesiące przepracowała 600 mth! Szybko okazała się sprzętem niezastąpionym, również w pracach budowlanych - zdarzało nam się zrywać nią nawet ziemię czy beton – wspomina użytkownik. Park maszynowy Manitou wzbogacił się w 2015 r. o ładowarkę MLT 735 o udźwigu 3,5 t i wysokości podnoszenia 7 m, wyposażoną już w pompę wielotłoczkową zamiast zębatej, co zdaniem pana Wojciecha jest dużym atutem, zwłaszcza przy załadunku słomy. – Na początku br. doszliśmy do wniosku, że trzeba najstarszą „732-kę” z przebiegiem 9500 mth zamienić na nieco mniejszą maszynę - MVT 730. Równolegle zakupiliśmy piątą maszynę w firmie Hitmasz - 2,5-tonową ładowarkę przegubową Mustang AL 306 – mówi Wojciech Nowiński.

– Starą maszynę MT 732 wzięliśmy w rozliczeniu. Zwykły handlarz skupia się co najwyżej na odnowieniu wyglądu „używki”, my zaś zawsze koncentrujemy się na jej walorach technicznych. Dlatego też nie mieliśmy problemu z jej późniejszą sprzedażą – zwraca uwagę Mateusz Kołtonowski z firmy Hitmasz.

1300 mth rocznie

Ładowarki teleskopowe zwykle nie mają czasu na odpoczynek - wykorzystywane są głównie do cięższych zadań, takich jak wywózka obornika z kurników w przerwach między cyklami produkcyjnymi, poza tym bardzo dobrze sprawdzają się w polu, przy zbiorze i zwózce bel słomy, a także przy obsłudze zaplecza magazynowo-suszarniczego. Rzecz jasna maszynom Manitou nie są obce wszelkie prace porządkowe, ziemne czy budowlane, związane m.in. z rozbudową zaplecza inwentarskiego - wykorzystywane są w zakresie 1000-1300 mth rocznie. Ładowarkowy park w gospodarstwie uzupełnia przegubowy Mustang 306 (zastępując dysponującą znacznie mniejszym udźwigiem 12-letnią ładowarkę Oehler 2600), również z oferty firmy Manitou, choć wcześniej w gospodarstwie testowany był nieco większy model 406. – Ta ładowarka nie została w gospodarstwie, bo ograniczała nas wielkość kurników. Z kolei model AL 306 jest dla nas optymalny, choć nawet i tutaj trzeba było zdjąć światła robocze i pałąk ochronny. Są karmidła, paszociągi, różne przewody - na wysokości jedynie 1,8 m. Mustang przepracował od końca lutego br. 230 mth - w skali roku powinno być to 600-700 mth. Ładowarka na szerokich kołach pracuje przy wypychaniu obornika - pomaga w tym ładowarkom Manitou w większych kurnikach, pracując przy ścianach, a także w rozwożeniu słomy, pracach porządkowych. Osprzęt roboczy to obecnie łyżko-krokodyl, łyżka, paleciak i widły - planowany jest też zakup zamiatarki – zauważa rolnik. – Nie brak na rynku firm, które przekłamują w kwestii osiągów, takich jak np. udźwig roboczy. Tymczasem AL. 306 waży około 2,5 ton i udźwig destabilizujący ma na poziomie 1,6 t. Nie ma on jednak nic wspólnego z udźwigiem roboczym, który jest na poziomie 65-70% udźwigu destabilizującego - czyli około 1,2 t – uzupełnia Marek Gozdur, menadżer sprzedaży ładowarek Mustang.

Korzystny zakup, niedroga eksploatacja

Plusem jest rzecz jasna praktycznie niezawodność tych maszyn - usterki techniczne stanowią w sumie niewielki problem, skoro do największych trzeba zaliczyć kłopot z nagrzewnicą w klimatyzacji czy wymianę sworzni i tulejek, wykonaną po… 5100 mth. Jest to oczywiście nierozerwalnie związane z właściwą obsługą maszyn ze znakiem Manitou i Mustang. – Sami robimy przeglądy, części zamienne zamawiamy przez telefon i przyjeżdżają kurierem. Maszyny są regularnie smarowane, przeglądy są na mojej głowie, wykonywane są co 300 mth, choć katalogowo powinny być robione co 500 mth. Materiały eksploatacyjne - filtry, oleje, są oryginalne – przekonuje Wojciech Nowiński. Jest to tym bardziej ważne, że w realiach funkcjonowania gospodarstwa, trudno, aby do każdej z maszyn dedykowany był jeden operator. – Często się zmieniają i daną maszyną jeździ pięciu, a nie jeden. Dlatego przy zakupie zależało mi na funkcjonalności sprzętu i łatwości jego obsługi. Podczas pracy w kurnikach ładowarki pracują w dużym zapyleniu, a tutaj dostęp do chłodnicy jest bardzo łatwy, wystarczy otworzyć maskę – dodaje rolnik. Dlatego też nie ukrywa, że jest zadowolony zarówno z samych maszyn, jak i ze współpracy z dilerem, firmą Hitmasz, która służy wsparciem i pomocą w każdej sytuacji.

I trudno się dziwić, że w przyszłości nie zamierza rezygnować z francuskich ładowarek. Tym bardziej, że koszty eksploatacji nie są duże - atutem jest niskie zużycie paliwa, które plasuje się na poziomie katalogowych - np. w przypadku ładowarek teleskopowych - 5-6 l/mth. A i same zakupy nie obciążają zbytnio budżetu gospodarstwa - oczywiście za sprawą programu finansowania fabrycznego Manitou Finance. W gospodarstwie w Radunku standardowo okres spłaty to 5 lat, a czasem do inżynierii finansowej udaje się zaprząc inne środki, jak np. 100 tys. zł na Młodego Rolnika, które stanowiły udział własny przy zakupie MLT 735.

Grzegorz Antosik
 

Reklama
Powiązane artykuły