Kubota - Idealny do ładowacza

Kubota - Idealny do ładowacza

Jeśli chodzi o maszyny, Mariusz Cichosz z miejscowości Ochoża Kolonia koło Chełma na Lubelszczyźnie wyznaje zasadę optymalnego doboru sprzętu do konkretnych zadań. Dlatego zapewne swój park maszynowy, kierując się również rachunkiem ekonomicznym, oparł na ciągnikach różnych marek. W prowadzonej przez młodego rolnika produkcji zwierzęcej niezastąpiona okazuje się Kubota M9540, doskonale spisująca się zwłaszcza w pracach z ładowaczem czołowym.

Gospodarujący samodzielnie od roku 2006 Mariusz Cichosz, na oborze postawionej jeszcze przez rodziców, zamierza dalej rozwijać chów bydła, jednak bardziej w kierunku tuczu bukatów. Obecnie stado, łącznie z młodzieżą i bykami, ma około setki sztuk, w tym 36 mlecznic. – Wcześniej miałem tylko krowy mleczne, ale obecnie wszystko zostaje w gospodarstwie, bo od jakichś 3 lat rozwijam tucz bydła rzeźnego. Zawsze trzymałem pojedyncze sztuki, ale teraz nastawiam się bardziej na ten kierunek, głównie ze względu na stabilność cen. W wypadku zbóż czy mleka wahania cen są znaczne, natomiast cena żywca wołowego jest najbardziej stabilna i procentowo nie zmienia się w tak dużym zakresie. Poza tym inwestycja w bukaciarnię jest tańsza, a w razie poprawy koniunktury na mleko i tak zawsze będę mógł powiększyć stado – wyjaśnia gospodarz.

Zwrotna w oborze

Do obsługi powiększającego się stada służy głównie Kubota M9540 o mocy 99 KM kupiona od razu z ładowaczem czołowym i zestawem innych maszyn. – Jestem bardzo zadowolony z ciągnika Kubota. Używam go najbardziej do produkcji zwierzęcej, poczynając od koszenia, zgrabiania czy zwożenia bel, a kończąc na bezpośredniej obsłudze stada. To bardzo dobry ciągnik, zwłaszcza z ładowaczem. Jest zwrotny, ma jeden półbieg pod obciążeniem i hydrauliczny rewers nie wymagający użycia sprzęgła. Jeśli chodzi o obsługę stada, nie spotkałem się z lepszym ciągnikiem. Poza tym wykorzystuję go do siewu. Z przodu na łyżkę wrzucam parę worków ziarna i mogę od razu 5 hektarów zasiać, bez potrzeby wracania po nasiona – przekonuje Mariusz Cichosz.

Rolnik chwali również ładowacz TUR-6 Warfamy (obecnie Ursus), który w 100% spełnia jego potrzeby. – Chociaż podnosi niżej, jednak zapewnia bardzo dobrą widoczność na osprzęt, lepszą niż niejeden zachodni podobnej klasy, co dla mnie jest najważniejsze, bo często zmieniam narzędzia. Codziennie jest to chwytak do bel czy wycinak do kiszonki, jak przyjdzie pora, trzeba krokodyla założyć do obornika, a gdy coś przywiozą, szybko paleciaka podczepić. A stertę i tak ułożę i do wozu paszowego też wszystko wrzucę – argumentuje pan Mariusz.

W polu i zagrodzie

Oprócz Kuboty w gospodarstwie jest jeszcze mniejszy, 75-konny Farmtrac 675 oraz New Holland TD 5.105 o mocy 107 KM, ostatni nabytek z roku 2014. – Jeśli chodzi o moc, ma on ciut więcej „koni” od Kuboty i jest nieco większy, przez co lepiej nadaje się do prac uprawowych. Oczywiście Kubota też daje radę, jeśli chodzi o siłę uciągu, nie widzę różnicy, bo podczepiałem te same maszyny, np. pług, które współpracują z niebieskim, i Kubota też szła bez problemu, ale New Holland jest bardziej stabilny. Ale z kolei do ładowacza czołowego, jak dla mnie przynajmniej, to on jest za duży – wyjaśnia rolnik.
Dla Farmtraka role też są rozpisane - ciągnik stanowi głównie siłę pociągową dla wozu paszowego, oprócz tego jeździ również z prasą zwijającą, a w czasie żniw służy w transporcie. – Mój Farmtrac ma małą wadę, która już została przez producenta poprawiona: ciężko dostać się do filtra powietrza, który powinien być gdzieś na wierzchu. Bo przy pracy w kurzu filtr trzeba codziennie czyścić, a w tym ciągniku nie jest to łatwe. Poza tym minusem są za duże błotniki, które utrudniają podczepianie maszyn, bo jest za mało miejsca z tyłu. Chodziło pewnie o to, żeby błotem nie rzucało, ale na przykład w Kubocie błotniki są krótsze i też błota nie rzuca, a maszyny podczepia się bez problemu – mówi pan Mariusz.

Dobra współpraca

Kubotę M9540 rolnik kupił w roku 2011 w hrubieszowskim oddziale firmy Techmlek, z której poza New Hollandem (z firmy Rolmax Świdnik) oraz prasą i owijarką (firma Fino Chełm) pochodzą pozostałe maszyny i ciągnik Farmtrac. Jednak takie zakupy zdarzają się „od wielkiego dzwonu”, natomiast na bieżąco gospodarz współpracuje z dilerem w zakresie serwisu swojej 6-stanowiskowej dojarni typu rybia ość i schładzalnika mleka. – Z usług firmy Techmlek korzystałem już przy zakupach z PROW 2007-2013 i, podobnie jak w przypadku serwisowania instalacji udojowej, jestem bardzo zadowolony z ich podejścia i szybkości reakcji. Bardzo sobie cenię współpracę z Techmlekiem, potrafią o klienta zadbać – podkreśla Mariusz Cichosz.

SS




Reklama
Powiązane artykuły